Budzik, jak wszyscy wiemy, wymyślił nieczuły, bezduszny, zawzięty barbarzyńca. Budzik zachowuje się nietaktownie i bezkompromisowo.
Pierwszego zwyrodnialca jakiego pamiętam, ojciec przywiózł z kraju bratniego. Była absolutnie bezlitosny i niesamowicie agresywny. Miał taką moc, że zdrapywał farbę ze ścian razem z tynkiem.
Sąsiedzi nas nienawidzili, bo razem z ojcem wstawała o 5.00 cała kamienica. Zresztą, przez ten właśnie budzik mój szanowny rodzic stracił przednie zęby. Uderzony obuchem dźwięku wyprodukowanym przez plastikowego oprawcę zwanego budzikiem, wyskoczył nagle z łóżka, zapominając, że od kilku dni przy tapczanie stoi łóżeczko, gdzie chrapie całkowicie nowy człowiek. I żegnajcie jedynki!
Mój własny, pierwszy budzik grał piękną melodię, która jeszcze dzisiaj, czasem mi się śni i porusza mi trzewia do żywego. Z tego powodu, zdarzyło mi się wyłączać go już wieczorem, żeby rankiem się nie stresować przed pójściem do szkoły.
Mój syn dostał swój pierwszy budzik w wieku lat pięciu. Był to budzik przywieziony z Dubaju. Co ciekawe, napisy na cyferblacie i instrukcja do niego była w języku rosyjskim. Po latach dochodzę do wniosku, że była to bomba dźwiękowa, która miała rozsadzić bratni kraj od środka. Możliwe, że te budziki były w jakiś sposób zaprogramowane, żeby włączyć się pewnego dnia,o jednej porze. Za tą teorią przemawia jeszcze jeden fakt, że pomimo wielogodzinnych tortur, budzik ten nigdy nie zaczął sypać, i nie odpowiedział nam na dwa pytania:
1. Jak się to świństwo dezaktywuje?
2. Gdzie są ukryte baterie?
Zegarek ten był na dodatek poliglotą, i wydawał z siebie następujące odgłosy, do wyboru: zarzynanego koguta, obdzieranej ze skóry owcy, wkręcanego w szprychy kota, bitej na odlew po dziobie kukułki, i smażonego na wolnym ogniu psa rasy niedużej.
Dziecko biegało cały dzień po mieszkaniu rozkoszując się wrzaskiem kota albo meczeniem owcy. Zdecydowanie budzik usunął w cień huśtawkę, która grała "Ojca Chrzestnego" i sama się bujała kiedy młody na niej siadał. (prezent od rodziny) Zresztą od kiedy udało nam się zlokalizować baterie, huśtawka trwała w kącie smutna i nieruchoma łypiąc od czasu do czasu złowrogo kiedy ją odkurzałam nucąc sobie beztrosko.
Niestety, wyrwanie dziecku budzika z ręki nie wchodziło w grę, postanowiliśmy poczekać aż się trochę nim znudzi i porzuci go gdzieś w kącie, a my spokojnie skręcimy mu budzikowy kark, posiłkując się później prawami fizyki i tłumacząc, że tak się dzieje kiedy budzik upadnie na kafelki nieroztropnie pozostawiony w kuchni na brzegu stołu.
W zawierusze wieczornych kąpieli, przebieranek, czytanek i tym podobnych, budzik zupełnie dał nam o sobie zapomnieć. Nie na długo jednak. O trzeciej w nocy wyrwało nas z głębokiego snu rzężenie skubanego na żywo koguta, błagającego o skrócenie mu cierpień. Patrzyliśmy na siebie przerażeni, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi, i które z nas upadło na głowę i wydziera się po nocy udając koguta na tarle.
Po jakiś 10 minutach wpatrywania się w siebie nawzajem rzuciliśmy się do poszukiwań farmerskiego budzika. Przewracaliśmy się, wywalaliśmy wszystko z szuflad i szafek...aż w końcu znaleźliśmy dziada za naszym łóżkiem i załatwiliśmy na amen młotkiem w kuchni, bo odnalezienie wyłącznika lub baterii nadal przerastało nasze możliwości. Co ciekawe, okazało się, że jednak był baranem, bo ostatnie co z siebie wydał zanim przeniósł się do lepszego świata dla budzików, to zawodzące beczenie.
Oczywiście, jeśli się ma dziecko, to wiadomo że budzik nie jest potrzebny. Nasza własna progenitura uwielbiała wstawać o 6.00 rano i siłą swoich własnych paluszków vel imadeł otwierać nam powieki, wrzeszcząc "Mamulu, Tatulu zobaczcie, słoneczko już wstało". (przysięgliśmy sobie wtedy, że zemścimy się na nim, kiedy dojdzie do wieku szkolnego. I dotrzymaliśmy obietnicy)
Poduszki z naszego łóżka musieliśmy wysłać na resocjalizację, ponieważ nasłuchały się takiej ilości niecenzuralnych słów, kiedy gryźliśmy je z nerwów szepcząc w ich uszy co mielibyśmy ochotę zrobić błękitnookiemu, szczerbatemu aniołkowi (i przysięgając sobie, że nigdy więcej radosnego, beztroskiego seksu), że normalnie pranie im nie pomagało, ociekały jadem produkowanym przez wszystkich rodziców w tak przykrych okolicznościach przyrody. Do aniołka oczywiście uśmiechaliśmy się wyrozumiale, grając pod kołdrą w szybkie kamień, nożyczki, papier. Przegrany zaczynał wcześnie dzień.
W czasach smartfonów zaczęłam ustawiać sobie utwory muzyczne w telefonie jako budziki. I tym sposobem taki oto utwór, działa na mnie jak płachta na byka:
Nie idźcie tą drogą. Proponuję raczej coś bardziej ekstrawaganckiego. Może coś z Zenka Martyniuka?
P.













