"Ech, gdyby mnie tak ubrali, uczesali i pomalowali, to wyglądałabym lepiej niż ona" mamroczemy pod nosem, siorbiąc kakao przy oglądaniu najnowszego zdjęcia Joanny Krupy, podciągając przy tym stare, luźne, frotowe skarpety i drapiąc się po nieestetycznie zarośniętej łydce. I to, moi drodzy, jest prawda. (nie, że mam zarośniętą łydkę, of course, chociaż z drugiej strony jestem zbyt leniwa żeby to teraz sprawdzić bo jest listopad).
Nie ma brzydkich kobiet, są tylko nieudane ujęcia, niedobrane kolory i fatalne fryzury. Nie wierzycie? Dla posiadających Facebook polecam stronę Agnieszka Jany - your beauty adviser - przekonacie się same, jaką wielką można przejść przemianę nie używając skalpela. Nie, Agnieszka Jany mi nie płaci, ale muszę przyznać, że ja bym chętnie zapłaciła, żeby mi powiedziała jak z makolągwy przedzierzgnąć się w łabędzia. Bo wiecie, jak już bym się nauczyła malować, to przecież hohoho...może nawet przestałabym ubierać się na czarno-granatowo (bo wydaje mi się, że w każdym innym kolorze wyglądam jak bułka pszenna niedopieczona).
Dlaczego trudno jest być kobietą?Dlatego, że codzienne tortury są wpisane w naszą płeć. Same sobie zgotowałyśmy ten los wymyślając pielęgnację i makijaż. No, po cholerę nam to było? Nie mogłyśmy sobie spokojnie siedzieć zapocone, zarośnięte po uszy w jaskiniach i ewentualnie iskać się nawzajem, pozbywając się z sierści pcheł? Jakaś nadgorliwa wariatka musiała stamtąd wyleźć i odkryć, że jak nie wytarła ust po zeżarciu jagód, to więcej samców kręciło się dookoła i znosiło jej kości mamuta do obgryzania. A potem poszła lawina - gorsety, krynoliny, chińska stópka, bransolety na szyjach, tatuaże, kolczyki w nosie, w uszach, w wargach wszelakich, skubanie brwi, pompowanie biustu, nadymanie ust, i wypełnianie pośladków. Aż doszłyśmy do wrót absurdu:
Czy rozświetlasz sobie pochwę? Czy już wybieliłaś odbyt?
Aż strach pomyśleć co będziemy sobie konturować i podrasowywać w następnym dziesięcioleciu. Liposukcja wątroby? Peeling żołądka? Skracanie jelita grubego?
Nawet mężczyźni czują, że sprawa trochę za daleko zaszła, część zdążyła się przyzwyczaić, że piersi zawsze wskazują północ, a poranną toaletę kobieta zaczyna od rozprowadzaniu kolagenu, który przez noc odłoży się w prawej nodze, po reszcie ciała, żeby uzyskać wypukłości tam i tu, ale pojawiają się i tacy jak Kendrick Lamar, którym się marzy:
Pokaż mi coś naturalnego jak afro Richarda Pryor'a
Pokaż mi coś naturalnego jak tyłek z rozstępami"
Niestety tyłki z rozstępami są do obejrzenia tylko za pieniądze, w drogich filmach dla dorosłych. Podobnie jak nieogolone strefy intymne. Tylko dla bogaczy.
A jeszcze w cudownych latach 70tych, mogłyśmy dumnie nosić zarost na nogach i pod pachami, i dzięki temu mieć więcej czasu dla siebie. Pamiętam te czasy, kiedy wchodziłaś do morza i nie wiedziałaś co cię smyra po stopie - wodorosty czy włosy łonowo - udowe przepływających obok pań. To były piękne czasy, których kobiety nie doceniały. Koncerny sprzedające golarki wmówiły nam, że musimy być gładziutkie jak niemowlaki, i tym samym skazały na niekończące się boje z maszynkami, piankami, krwawymi śladami na łydkach, wrastającymi włosami i swędzeniem spowodowanym odrastaniem w tempie ekspresowym tych kłaków - krzaków.
Facetom się wydaje, że my jesteśmy takie ładne z urodzenia. Oj, naiwnyś, naiwnyś...jak dziecko we mgle. Żeby przypominać istotę ludzką mamy roboty więcej niż rolnik na przednówku.
Popatrzmy na mnie. Ten kto mnie zna, wie że normalnie, o poranku wyglądam tak:
sorry, mamo, lepiej nie patrz
Ale nie mogę przecież wyjść w takim stanie z domu lub wrzucać takiego zdjęcia na Facebooka, bo jak wiadomo reality bites, a ja mam skórę wrażliwą na ukąszenia i muszę dbać o pozory. Na bycie brzydkim może sobie pozwolić tylko wyjątkowo inteligentna bestia, o znaczącej pozycji w stadzie. Jak mogłyśmy wyczytać ze Słoneczników (czy jest ktoś, kto nie czytał Słoneczników?), uroda to rzecz trywialna, a bycie interesująco brzydkim, to dopiero hit. Moim zdaniem nie dotyczy to kobiet.
Kobieta musi piękną być. (piękno może być definiowane zupełnie dowolnie)
Ale kto do diaska miał nas nauczyć jak się robi z porannego koczkodana piękną kobietę? Ja dowiedziałam się o tym, że jest coś takiego jak puder w kremie, dobrze po trzydziestce. A jeszcze niedawno myślałam, że zalotka to coś do jedzenia. (znając siebie, to pewnie bym i tak zjadła, gdybym miała).
Jak być piękną do licha? No, na to pytanie odpowiedz mógł mi dać jedynie wujek google.
Okazuje się, że piękno wymaga poświęceń i wydawania pieniędzy. Zacznijmy od przygotowania twarzy. Google powiedziało mi, kup sobie Gabryśka maseczkę z glinki różowej i nakładaj na lico, a wkrótce piękno twojej twarzy będzie porażające. Uwierzyłam.
Po batalii, w której poległa kuchnia, łazienka, cztery ręczniki, szlafrok, a ja biegałam po domu naga, ale za to z rozpylaczem w ręku, bo ta francowata maseczka nie może zaschnąć, zmycie tego czegoś sprawiło mi taką ulgę, że natychmiast ubyło mi z 15 lat!!!
Czy coś co nazywa się 'różową glinką" powinno mieć taki kolor? I czy nie wygląda to trochę jak powrót do czasów wesołych troglodytek?
wiem że nie dostanę obiadu za umieszczenie tego zdjęcia
Policzyłam sobie, że jeśli bym chciała zrobić sobie peeling, nałożyć jakieś płatki kolagenowe pod oczy, wyregulować brwi (pięknie się nazywa, ale nie zapomnijmy, że to tortura polegająca na wyrywaniu włosów z ciała) to dnia byłoby za mało. Stwierdzając, że z twarzą mogę jeszcze zaczekać, postanowiłam przerzucić się na pielęgnację włosów.
Obejrzałam więc parę programów na YOUTUBE i zobaczyłam siebie jako zapuszczone, kudłate zwierze, które nie ma pojęcia o tym co wyprawia się na jego głowie - zero wiedzy o sls-ach, humektantach, emolientach, peelingach, wcierkach i mgiełkach. Okazało się, że skalp też muszę peelingować, nastepnie masować olejami, emulgować odżywkami, spłukiwać trzymając głowę w odpowiedniej pozycji, posiadać odpowiednie zgrzebło, szczotkę, a włosów nie wolno mi owijać w ręcznik, a jedynie w stary t-shirt. Czy muszę dodawać, że komuś w tej rodzinie zniknęło parę koszulek XXL?
Po pięciu godzinach moje włosy i skalp były cudownie zadbane, a mnie już było wszystko jedno, i chciałam się jedynie położyć.Gdziekolwiek. Niestety, nie mogłam, ponieważ musiałam czekać aż kłaczyska wyschną - bo suszyć nie należy, a na dodatek trzeba je do spania odpowiednio uczesać.
Kiedy włosomaniaczki uświadomiły mnie, że całą akcję muszę powtarzać dwa, trzy razy w tygodniu, postanowiłam kupić sobie fajną czapkę, a resztę pozostawić pani Anetce. Na włosomaniaczkę się nie nadaję. Z drugiej strony uwielbiam machnąć sobie fotkę u fryzjera, bo mam zawsze wrażenie, że biorę udział w jakimś widowisku science - fiction.
Który facet by to wytrzymał? A to dopiero początek, bo przecież zostało mi do obrobienia całe ciało i wszystkie jego wypustki, a samych paznokci jest ze 20! do tego dwie pięty, łokcie, pachy, jeden wzgórek, cały areał do odchwaszczenia, centymetry kwadratowe natłuszczania, polerowania, balsamowania ....niestety, moja cierpliwość to nie guma z majtek. I jeszcze ta ciągła niepewność - czy nie rozdwajają mi się końcówki??? Czy paznokcie są w dobrej kondycji? Czy któryś facet jest świadomy, że ma końcówki włosów i że trzeba o nie dbać?? Facetowi zależy najwyżej na jednej końcówce, i specjalnie się nią nie smuci. W nocy obudziłam się spocona z przerażenia, bo przypomniałam sobie, że nie zrobiłam peelingu ust! Poczułam natychmiast jak zanika mi łuk kupidyna! Jak żyć?
Nie jestem mistrzem makijażu i cieszę się, jeśli uda mi się pomalować rzęsy w taki sposób, żeby kropki nie odbijały mi się pod brwiami. Jestem natomiast mistrzem kamuflażu. Potrafię zamaskować nawet 3 cm odrost. Voile!
Czyli, ustaliłyśmy, że wszystkie możemy być cool, pod warunkiem, że będziemy chowały to, co w nas nieładne, bo jednak na włosing, olejing, peeling, masking kilka razy w tygodniu to ja się nie piszę! Jeśli nie da się tego schować, należy nosić z dumą i lekkością. Jest szansa, iż nikt się nie zorientuje, że to nasz słaby punkt.
Co za ulga.....
Czas leci, i już nigdy nie będę wyglądać tak, jak 44 lat temu.(właśnie wróciłam do takiej fryzury, bo nadzieja umiera ostatnia). Ale widzę, jaka głupia byłam, i jak zatruwałam sobie życie, uważając że jestem brzydulą, tylko dlatego, że miałam grzywkę w ząbek czesaną. Swój wstyd przeżywałam stokrotnie, ponieważ przez kilka lat fotograf w moim rodzinnym mieście umieszczał to zdjęcie (jestem na nim z naprawdę przystojnym kawalerem, który wręcza mi kwiaty) w wielkiej gablocie na Rynku z okazji 8 marca, i wszyscy mogli do woli śmiać się z mojej grzywki.
Jest obecnie taki trend, żeby powtarzać po latach zdjęcia w tym samym miejscu, i podobnym uczesaniu i ciuchach. A więc, w 2018 w Świnoujściu, postanawiam zmierzyć się z tym:
Świnoujście, lato 1974
Buźka:-) Pieprzu.
A w następnym poście o tym dlaczego kobiety lecą na kasę i o mężczyźnie, który nie chciał być "idolem wiszących cycków".
A w następnym poście o tym dlaczego kobiety lecą na kasę i o mężczyźnie, który nie chciał być "idolem wiszących cycków".























