Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradniki dla publiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradniki dla publiki. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 listopada 2017

Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje miało naraz...rozważania o urodzie okraszone zdjęciami.


 W życiu tak już jest, że ciągle wydaje nam się, że MY zasługujemy na to co najlepsze, że jesteśmy nieodkrytym cudem, który jedynie przez przypadek i złośliwość kulawego losu urodził się we Wdzydzach, zamiast w Los Angeles. Bo gdybyśmy urodzili się w Los Angeles, to hohoho...niech się Angelina i jej usta pompowane glonojada schowają w mysią dziurę. 

"Ech, gdyby mnie tak ubrali, uczesali i pomalowali, to wyglądałabym lepiej niż ona" mamroczemy pod nosem, siorbiąc kakao przy oglądaniu najnowszego zdjęcia Joanny Krupy, podciągając przy tym stare, luźne, frotowe skarpety i drapiąc się po nieestetycznie zarośniętej łydce. I to, moi drodzy, jest prawda. (nie, że mam zarośniętą łydkę, of course, chociaż z drugiej strony jestem zbyt leniwa żeby to teraz sprawdzić bo jest listopad). 

Nie ma brzydkich kobiet, są tylko nieudane ujęcia, niedobrane kolory i fatalne fryzury. Nie wierzycie? Dla posiadających Facebook polecam stronę Agnieszka Jany - your beauty adviser - przekonacie się same, jaką wielką można przejść przemianę nie używając skalpela. Nie, Agnieszka Jany mi nie płaci, ale muszę przyznać, że ja bym chętnie zapłaciła, żeby mi powiedziała jak z makolągwy przedzierzgnąć się w łabędzia. Bo wiecie, jak już bym się nauczyła malować, to przecież hohoho...może nawet przestałabym ubierać się na czarno-granatowo (bo wydaje mi się, że w każdym innym kolorze wyglądam jak bułka pszenna niedopieczona).


Dlaczego trudno jest być kobietą?Dlatego, że codzienne tortury są wpisane w naszą płeć. Same sobie zgotowałyśmy ten los wymyślając pielęgnację i makijaż. No,  po cholerę nam to było? Nie mogłyśmy sobie spokojnie siedzieć zapocone, zarośnięte po uszy w jaskiniach i ewentualnie iskać się nawzajem, pozbywając się z sierści pcheł? Jakaś nadgorliwa wariatka musiała stamtąd wyleźć i odkryć, że jak nie wytarła ust po zeżarciu jagód, to więcej samców kręciło się dookoła i znosiło jej kości mamuta do obgryzania. A potem poszła lawina - gorsety, krynoliny, chińska stópka, bransolety na szyjach, tatuaże, kolczyki w nosie, w uszach, w wargach wszelakich, skubanie brwi, pompowanie biustu, nadymanie ust, i wypełnianie pośladków. Aż doszłyśmy do wrót absurdu:
Czy rozświetlasz sobie pochwę? Czy już wybieliłaś odbyt?

Aż strach pomyśleć co będziemy sobie konturować i podrasowywać w następnym dziesięcioleciu. Liposukcja wątroby? Peeling żołądka? Skracanie jelita grubego? 
Nawet mężczyźni czują, że sprawa trochę za daleko zaszła, część zdążyła się przyzwyczaić, że piersi zawsze wskazują północ, a poranną toaletę kobieta zaczyna od rozprowadzaniu kolagenu, który przez noc odłoży się w prawej nodze, po reszcie ciała, żeby uzyskać wypukłości tam i tu, ale pojawiają się i tacy jak Kendrick Lamar, którym się marzy:

Pokaż mi coś naturalnego jak afro Richarda Pryor'a
Pokaż mi coś naturalnego jak tyłek z rozstępami" 

Niestety tyłki z rozstępami są do obejrzenia tylko za pieniądze, w drogich filmach dla dorosłych. Podobnie jak nieogolone strefy intymne. Tylko dla bogaczy. 

A jeszcze w cudownych latach 70tych, mogłyśmy dumnie nosić zarost na nogach i pod pachami, i dzięki temu mieć więcej czasu dla siebie. Pamiętam te czasy, kiedy wchodziłaś do morza i nie wiedziałaś co cię smyra po stopie - wodorosty czy  włosy łonowo - udowe przepływających obok pań. To były piękne czasy, których kobiety nie doceniały. Koncerny sprzedające golarki wmówiły nam, że musimy być gładziutkie jak niemowlaki, i tym samym skazały na niekończące się boje z maszynkami, piankami, krwawymi śladami na łydkach, wrastającymi włosami i swędzeniem spowodowanym odrastaniem w tempie ekspresowym tych kłaków - krzaków. 

Facetom się wydaje, że my jesteśmy takie ładne z urodzenia. Oj, naiwnyś, naiwnyś...jak dziecko we mgle. Żeby przypominać istotę ludzką mamy roboty więcej niż rolnik na przednówku.

Popatrzmy na mnie. Ten kto mnie zna, wie że normalnie, o poranku wyglądam tak:
sorry, mamo, lepiej nie patrz





Ale nie mogę przecież wyjść w takim stanie z domu lub wrzucać takiego zdjęcia na Facebooka, bo jak wiadomo  reality bites, a ja mam skórę wrażliwą na ukąszenia i muszę dbać o pozory. Na bycie brzydkim może sobie pozwolić tylko wyjątkowo inteligentna bestia, o znaczącej pozycji w stadzie. Jak mogłyśmy wyczytać ze Słoneczników (czy jest ktoś, kto nie czytał Słoneczników?), uroda to rzecz trywialna, a bycie interesująco brzydkim, to dopiero hit. Moim zdaniem nie dotyczy to kobiet. 
Kobieta musi piękną być. (piękno może być definiowane zupełnie dowolnie)

Ale kto do diaska miał nas nauczyć jak się robi z porannego koczkodana piękną kobietę? Ja dowiedziałam się o tym, że jest coś takiego jak puder w kremie, dobrze po trzydziestce. A jeszcze niedawno myślałam, że zalotka to coś do jedzenia. (znając siebie, to pewnie bym i tak zjadła, gdybym miała).

Jak być piękną do licha? No, na to pytanie odpowiedz mógł mi dać jedynie wujek google. 

Okazuje się, że piękno wymaga poświęceń i wydawania pieniędzy. Zacznijmy od przygotowania twarzy. Google powiedziało mi, kup sobie Gabryśka maseczkę z glinki różowej i nakładaj na lico, a wkrótce piękno twojej twarzy będzie porażające. Uwierzyłam.
Po batalii, w której poległa kuchnia, łazienka, cztery ręczniki, szlafrok, a ja biegałam po domu naga, ale za to z rozpylaczem w ręku, bo ta francowata maseczka nie może zaschnąć, zmycie tego czegoś sprawiło mi taką ulgę, że natychmiast ubyło mi z 15 lat!!!
Czy coś co nazywa się 'różową glinką" powinno mieć taki kolor? I czy nie wygląda to trochę jak powrót do czasów wesołych troglodytek? 

wiem że nie dostanę obiadu za umieszczenie tego zdjęcia



Policzyłam sobie, że jeśli bym chciała zrobić sobie peeling, nałożyć jakieś płatki kolagenowe pod oczy, wyregulować brwi (pięknie się nazywa, ale nie zapomnijmy, że to tortura polegająca na wyrywaniu włosów z ciała) to dnia byłoby za mało. Stwierdzając, że z twarzą mogę jeszcze zaczekać, postanowiłam przerzucić się na pielęgnację włosów. 

Obejrzałam więc parę programów na YOUTUBE i zobaczyłam siebie jako zapuszczone, kudłate zwierze, które nie ma pojęcia o tym co wyprawia się na jego głowie - zero wiedzy o sls-ach, humektantach, emolientach, peelingach, wcierkach i mgiełkach. Okazało się, że skalp też muszę peelingować, nastepnie masować olejami, emulgować odżywkami, spłukiwać trzymając głowę w odpowiedniej pozycji, posiadać odpowiednie zgrzebło, szczotkę, a włosów nie wolno mi owijać w ręcznik, a jedynie w stary t-shirt. Czy muszę dodawać, że komuś w tej rodzinie zniknęło parę koszulek XXL? 



Po pięciu godzinach moje włosy i skalp były cudownie zadbane, a mnie już było wszystko jedno, i chciałam się jedynie położyć.Gdziekolwiek. Niestety, nie mogłam, ponieważ musiałam czekać aż kłaczyska wyschną - bo suszyć nie należy, a na dodatek trzeba je do spania odpowiednio uczesać.
Kiedy włosomaniaczki uświadomiły mnie, że całą akcję muszę powtarzać dwa, trzy razy w tygodniu, postanowiłam kupić sobie fajną czapkę, a resztę pozostawić pani Anetce. Na włosomaniaczkę się nie nadaję. Z drugiej strony uwielbiam machnąć sobie fotkę u fryzjera, bo mam zawsze wrażenie, że biorę udział w jakimś widowisku science - fiction. 











Który facet by to wytrzymał? A to dopiero początek, bo przecież zostało mi do obrobienia całe ciało i wszystkie jego wypustki, a samych paznokci jest ze 20! do tego dwie pięty, łokcie, pachy, jeden wzgórek, cały areał do odchwaszczenia, centymetry kwadratowe natłuszczania, polerowania, balsamowania ....niestety, moja cierpliwość to nie guma z majtek. I jeszcze ta ciągła niepewność - czy nie rozdwajają mi się końcówki??? Czy paznokcie są w dobrej kondycji?  Czy któryś facet jest świadomy, że ma końcówki włosów i że trzeba o nie dbać?? Facetowi zależy najwyżej na jednej końcówce, i specjalnie się nią nie smuci. W nocy obudziłam się spocona z przerażenia, bo przypomniałam sobie, że nie zrobiłam peelingu ust! Poczułam natychmiast jak zanika mi łuk kupidyna! Jak żyć?


Nie jestem mistrzem makijażu i cieszę się, jeśli uda mi się pomalować rzęsy w taki sposób, żeby kropki nie odbijały mi się pod brwiami. Jestem natomiast mistrzem kamuflażu. Potrafię zamaskować nawet 3 cm odrost. Voile! 



Czyli, ustaliłyśmy, że wszystkie możemy być cool, pod warunkiem, że będziemy chowały to, co w nas nieładne, bo jednak na włosing, olejing, peeling, masking kilka razy w tygodniu to ja się nie piszę! Jeśli nie da się tego schować, należy nosić z dumą i lekkością. Jest szansa, iż nikt się nie zorientuje, że to nasz słaby punkt. 

Co za ulga.....




Czas leci, i już nigdy nie będę wyglądać tak, jak 44 lat temu.(właśnie wróciłam do takiej fryzury, bo nadzieja umiera ostatnia). Ale widzę, jaka głupia byłam, i jak zatruwałam sobie życie, uważając że jestem brzydulą, tylko dlatego, że miałam grzywkę w ząbek czesaną. Swój wstyd przeżywałam stokrotnie, ponieważ przez kilka lat fotograf w moim rodzinnym mieście umieszczał to zdjęcie (jestem na nim z naprawdę przystojnym kawalerem, który wręcza mi kwiaty) w wielkiej gablocie na Rynku z okazji 8 marca, i wszyscy mogli do woli śmiać się z mojej grzywki. 




Stwierdzam więc, że kiedy będę oglądać swoje zdjęcia z dzisiaj za 10 lat, pewnie powiem sobie to samo. Czemu ty dziewczyno tak się siebie czepiałaś? Postanowiłam przestać się czepiać i na podobieństwo Star cmokać do siebie z zachwytem co rano. I wam życzę takiego samego, pozytywnego podejścia do sprawy. Najważniejsze to polubić siebie, bez względu na wielkość walorów dodanych. 


Jest obecnie taki trend, żeby powtarzać po latach zdjęcia w tym samym miejscu, i podobnym uczesaniu i ciuchach. A więc, w 2018 w Świnoujściu, postanawiam zmierzyć się z tym:
Świnoujście, lato 1974




Buźka:-) Pieprzu.
A w następnym poście o tym dlaczego kobiety lecą na kasę i o mężczyźnie, który nie chciał być "idolem wiszących cycków". 

środa, 2 sierpnia 2017

Gdy seks tantryczny spędza ci sen z powiek czyli strzelaj seksapilem w nieboskłon, siostro!




"Anko! Hanko! Janku! Józku! Gnamy na tym samym wózku.
Podążamy w jedną stronę. Naczynia połączone.
Właśnie w tym sedno. Ty i ja to jedno.
My, Wy, Oni, One, naczynia połączone.
Jedno ciało, jeden cel, jeden bezcenny biznes.
Miłością nie zawiścią, empatią nie egoizmem.
Czas pod kopułę wbić, w czerep, łeb, głowiznę!
Wszyscy jesteśmy jednym organizmem!"

Łąki Łan

Czy jest coś bardziej ekscytującego niż początek związku? Te wszystkie spojrzenia, przypadkowe dotknięcia, obietnice i zapowiedzi czegoś niezwykłego, które powodują, że człowiek jest w stanie przenosić góry i biec do wybranki 6 km przez las, ruchome piaski, pola minowe i zagajniki barszczu sosnowskiego.

Bezspornie (służę przykładami), czasem bywa fajnie, ale zazwyczaj my kobiety więcej sobie wyobrażamy, niż faktycznie dostajemy. To zresztą wcale nie przeszkadza nam czepić się takiego "nie całkiem wirtuoza gier miłosnych" i znosić swój los dumnie, i z pokorą. Bo lepiej mieć, niż nie mieć (męskiego osobnika na własność). Przynajmniej dotyczy to mojego pokolenia, urodzonego i wychowanego we wczesnym prekambrze. 

Jeśli udało nam się trafić na talent, który na dodatek jest chociaż trochę kreatywny, to może być fajnie nawet pół wieku później. Jeśli mamy pecha, to już za chwilę będziemy obcować z Apollinem Obwisłym, paradującym w wyciągniętych do kolan, szarych majtasach, którego hobby to obcinanie paznokci u nóg, koniecznie w stołowym, tak żeby mogły wczepiać się na amen w wełniany dywan i zmienić go w wesołe rżysko. Oczywiście osobnik taki, oprócz potrzeb kulinarnych, posiada też te wyższego rzędu. I kiedy sobie o nich przypomni, wstaje, odrzuca w kąt cążki, podciąga majtasy, drapie się seksownie po za-padce piersiowej i z obleśnym uśmiechem na ustach rzuca w waszą stronę:

- A może byśmy tak...hehehe...
- Wpadli na dzień do Kazimierza? - rzucamy z nadzieją.
- Nie, nie..troszkę bliżej...do wyra, na małe bara-bara..

Jeśli dzieci położone już spać, pranie zrobione, zmywarka opróżniona, ból głowy wykorzystałyśmy już wczoraj, i nie ma gdzie uciec, musimy się pogodzić z nieuniknionym, no, bo w końcu ta przysięga małżeńska, a na dodatek ten strach, że jeśli powiemy nie, to może nas wyręczyć ta chuda żmija z czwartego piętra. Zresztą, kobieta to naiwne stworzenie, które ciągle wierzy, że "wszystko się może zdarzyć". Wierzcie mi! Nie może! Jeśli raz pozwolisz facetowi skręcić w stronę szarych majtasów, to wyciągnąć go z nich może jedynie inna kobieta. (chyba, że zastosujesz moją autorską metodę pt" Jak zostać księżniczką i wleźć na piedestał ")

Idziemy w końcu do tego wyra ,(o, naiwności niewieścia) i zanim jeszcze położymy kolano na materacu słyszymy:
- Haha...dziś możesz zrobić ze mną co chcesz. Jestem cały twój!!
No, to masz pozamiatane.





Na takie słowa dają się nabierać jedynie naiwne sarenki. My, zaprawione w bojach rosochate łosze, już dobrze wiemy, że w tłumaczeniu z chłopskiego na babskie, oznacza to mniej więcej:

-- Mam ochotę leżeć rozwalony na wyrze i czekać aż odwalisz całą robotę skacząc po mnie jak króliczek Duracella, zaciągając do ciężkiej harówki ręce, usta, język, kolana, piersi i inne części ciała ssając, masując, podszczypując, gładząc, liżąc, nacierając, rozmasowując i podrzucając w wolnych momentach do góry własne piersi, kręcąc nimi zwariowanego twista. A to wszystko ze zmysłowym uśmiechem na ustach! Nagrodą będzie soczysty klaps w tyłek, z wymyślnym komplementem:
- Klasa dziewucha. A teraz przynieś piwo!

I to właśnie jest powód tak zwanej "oziębłości kobiet", która nie istnieje przy prawdziwym drwalu z naszych marzeń. Taki drwal majtek nie nosi, a paznokcie u nóg obcina siekierą za chałupą. No i nie gada, jak potrzaskany o jakimś wyrze, a wpada do domu, w biegu rozpina flanelę,  i bierze nas gdzie popadnie: na stole, w stodole, na drągu, w pociągu...nie zdejmując nawet spodni. (bo kogo kręci całkiem nagi facet, ja się pytam?) A po dopełnieniu obowiązku przytula kudłatą brodę do naszych pleców, i szepcze nam w ucho takie rzeczy, że na samo wspomnienie ściskamy uda i zaczynamy się rumienić. 

Oczywiście, na brak drwala w naszym życiu same sobie zapracowujemy już na początku związku, kłamiąc jak z nut i udając orgazmy, tak dla świętego spokoju, a trochę ze strachu, żeby nie otrzymać etykietki "zimnej kłody". A przede wszystkim, żeby się chętny nie zniechęcił,i nie zwrócił z prośbą o pomoc do takiej jednej Aśki, co to może dyplomu magistra nie posiada, ale klękanie na życzenie opanowała do perfekcji. Pamiętajcie bowiem, powtórzę po raz setny, że nawet najbrzydszy facet wierzy, że zasługuje na Angelinę Jolie przy swoim boku. I będzie tej Angeliny poszukiwał, bo tak już został stworzony.  Na dodatek, chętnymi Angelinami wybrukowane są ulice każdego miasta i sioła, a także pampasy, puszcze, stepy i dżungle . 

Ale, wróćmy do sedna. Seks stał się udręką, co robić? Jeśli chcemy jakoś przetrwać w tych zgliszczach, bo oprócz łóżkowych igraszek, wszystko inne jakoś funkcjonuje, to polecam dwie metody do wypróbowania. 

Pierwsza:
  "Kto pierwszy, ten lepszy". 
Biegnij do wyra przed nim, i już w pełnym pędzie krzycz:
 Dziś jestem twoja, możesz zrobić ze mną co chcesz.

Bez obaw, dużo nie zrobi. Nie licz, że obudzisz w nim Grey'a, i że nagle wyciągnie spod łóżka pejcze, kajdanki i skórzaną maseczkę, albo posmaruje cię Nutellą, czy musztardą (to dla hardcorów) i zacznie ją z ciebie zlizywać. Z pewnością rozboli go głowa, na samą myśl o ilości roboty jaką ma do wykonania. Słowa "gra wstępna' doprowadzają mężczyzn do rozpaczy, bo brzmią jak zapowiedź wielogodzinnych tortur. Język mu kołowacieje, palce cierpną, kolana mdleją, lędźwie trzeszczą.  A mężczyzna nie lubi się przemęczać, jeśli nie musi.  Na samą myśl o takiej robocie wszystkie członki, z tym najpotrzebniejszym na czele, odmawiają mu posłuszeństwa. Bądź pewna, że szybko usłyszysz:
- Coś dzisiaj jestem zmęczony ...Wiesz co? Może teraz ty? A może lepiej sama dokończysz?

No i masz spokój. A jeśli coś ci tam po głowie chodzi, to umyj podłogi albo zaprzyjaźnij się z prysznicem. 



Druga metoda, jest prostsza, ale należy wprowadzić ją już na początku związku.
"Łóżko parzy" 
- pod żadnym pozorem nie pozwól mu zbliżyć się do łóżka w celach innych niż sen. W mieszkaniu jest wiele miejsc, które można wypróbować, i które dają dużo więcej przyjemności, niż miętoszenie pościeli. Schody nadają się do wszelkich igraszek wyśmienicie. Zaręczam wam, że żaden facet nie jest się w stanie wyłożyć się na nich płasko i zaproponować wam ujeżdżania. No, chyba że życzy sobie przerobienia kręgosłupa na rzeszoto. 

Problemem może być wrodzone lub nabyte lenistwo partnera. Po jakimś czasie może przestać chcieć wracać do domu. 

Jeśli twój facet nie tryska radością po powrocie z pracy, i zobaczeniu cię siedzącej nago, na stole w kuchni, i wcinającej lubieżnie kapiącego słodkim sokiem na twoje nagie piersi melona,to zaprawdę, powiadam ci, jest niereformowalny. Znajdź sobie jakieś inne hobby. Może kurs haftu krzyżykowego? Widziałaś te wszystkie blogi, gdzie kobiety produkują te wszystkie cudeńka? Torebki, obrazki, wyszywanki, laleczki, pierścioneczki itp. No, to teraz już wiesz czemu to robią. Nie mają wyjścia, ręce trzeba czymś zająć, a nadmiar energii w coś wypuścić. 

Istnieją na tym świecie uparte kobiety, których zawołaniem rodowym jest "ja go zmienię". Daj sobie spokój, sister. Nie zmienisz. Możesz zmienić jedynie jednego faceta na innego, ale proszę cię, wybieraj mądrze i nie rzucaj się jak wygłodniała hiena, na wszystko co nie ucieknie przed tobą na drzewo, i posiada adres. Jesteś kobietą. Fajny seks możesz mieć nawet po 80-tce, to tylko kwestia ilości lubrykantów. 

Można oczywiście próbować uczyć starego psa nowych sztuczek...! Tylko czy chce nam się aż tak męczyć?



Popatrzymy na Magdę, która właśnie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Zresztą, postanowiła nie ograniczać się jedynie do rąk, była gotowa do oddania wszelkich członków i zakamarków swojego ciała, żeby tylko coś wreszcie zaczęło się dziać w sypialni. Pragnęła żeby to było coś ekscytującego, bo obecnie sytuacja stanęła na nędznych dłużyznach, które nie prowadziły do wyczekiwanego finału, a skręcały na manowce skurczy, bóli głowy, albo czegoś ciekawego w TV, co natychmiast trzeba było obejrzeć. Czas na dobrą zmianę!


-Marek! Kiedy ostatni raz się kochaliśmy?
- Madziu..., co znowu za głupoty czytasz? 
- Słuchaj, spróbujmy czegoś nowego...tutaj piszą, że seks tantryczny, scala ze sobą związki...
- mmmm...brzmi nieciekawie...
- Posłuchaj, w tej gazecie jest napisane, że :"Tantra zajmuje się głównie uwalnianiem energii psychofizycznej – mocy zwiniętego węża kundalini, który znajduje się u podstawy kręgosłupa"**
Mojego węża nie trzeba uwalniać. W razie potrzeby uwalnia się sam! 
- Taaaa....posłuchaj! "Seks tantryczny stawia nacisk na przeżycia duchowe oraz na bliskość partnera; polega to na tym, by maksymalnie wydłużyć zbliżenie"
- hm...wydłużyć?a o jaką długość tu chodzi? wiesz, o 6.00 muszę wstać! 
- nie martw się, jeśli zaczniemy teraz to będziemy mieć sporo czasu
- Teraz??? Przed kolacją?
- Po kolacji nie masz energii nawet na to,  żeby zanieść talerz do kuchni...
- Dobrze, już dobrze...a jak to ma wyglądać?
- Chodzi o to, żeby maksymalnie wydłużyć grę wstępną. O!"Każdy pocałunek, dotyk, spojrzenie mają znaczenie. Seks tantryczny zakłada, że powstrzymywanie się przed szczytowaniem w przypadku mężczyzny pozwala mu zachować więcej energii, którą może on spożytkować podczas gry wstępnej, dając partnerce maksimum rozkoszy jeszcze bez stosunku."**
- Hm...
- No, spróbujmy,...mamy pieścić się nawzajem zaczynając od głowy, aż do stóp. Wiesz...możemy się pieścić, podgryzać, całować, dmuchać, lizać...będzie fajnie!
- Mam ci dmuchać w usta? 
- Chodzi o delikatne dmuchnięcie, a nie natychmiastowe spowodowanie rozedmy płuc, idioto! I zanim dojdziesz do ust, to po drodze masz inne części, którymi też masz się zająć!
- Dobra, a  możesz tę gazetę gdzieś położyć, żebym mógł zerkać...
- Nie chodzi o to żebyś bez przerwy gapił się w słowo pisane, masz skupić się na mnie..zobacz to łatwe do zapamiętania. Idziemy od głów do stóp....mówimy sobie komplementy i pieścimy się nawzajem. 
- A ile to ma trwać?





- Tyle, ile potrzeba! Ale najpierw  musimy się zrelaksować. Połóż się tu koło mnie, zamknij oczy,  i oddychaj głęboko....cztery głębokie wdechy i wydechy, żeby oczyścić myśli...
.....
-Hej! Ty chrapiesz!
- Nie, nie...tylko tak się jakoś głęboko  zrelaksowałem..i tak jakoś...
- Zaczynamy pieszczoty.  Idziemy pomału od głowy w dół, patrzymy sobie w oczy i mówimy do partnera coś seksownego...Jesteś piękny.
- Jestem piękny?!
- Ty masz mówić do mnie!
- Że jestem piękny?
- Na miłość boską, że ja jestem piękna. Masz mnie komplementować i pieścić!!
- Dobrze, dobrze...rozumiem już o co chodzi...możemy zaczynać?
- Jesteś super facetem...masz takie piękne zielone oczy...
- Zielone?
- Zielonkawe...i skup się na mnie!
- Jesteś super kobietą, masz takie piękne brązowe oczy...i te..te..
- Nie powtarzaj po mnie! Wymyśl coś sam... na dodatek ja jestem na twoich oczach, a ty przesunąłeś się do moich piersi.. Czy ty myślisz, że kobieta składa się tylko z piersi i waginy?.A gdzie nos, usta, szyja, uszy, kark?



- To wszystko też trzeba komplementować? To będzie trwało wieki...ok, ok..masz piękne usta, masz piękne, uszy, masz piękną szyję...twoje piersi...są..są..
- Pomału...wróć! Kiedy mówisz o moich uszach to zacznij je delikatnie pieścić..
- Ale ty mi nie pieść uszu, bo wtedy mam wrażenie, że to jakiś zabłąkany skorek skrada mi się do ucha...
--Dobrze, ucha nie...masz usta, które chce się całować..kochany..
- Mam cię teraz całować?
- Och, nie gadaj tylko działaj!
- Ale mówiłaś, że mam komplementować...
- Powiedz coś miłego o moich ustach, dotknij ich, pocałuj delikatnie
- Masz ładne usta
- Mówisz to bez żadnych uczuć!
- To może lepiej dmuchnę?
.....(po 10 minutach)

- Czy w cipkę tez mam ci dmuchać?
- Coś ty powiedział???!! W jaką cipkę??!! W jaką cipkę troglodyto zacofany! Cipki to są w rosole! W seksie tantrycznym nie ma żadnych cipek! To są drogocenne wrota, złoty lotos, albo kwiat piwonii...
- A ja co niby mam? 
- Jadeitową różdżkę, berło światła albo jaspisową łodygę!
- Ja-de-co? Zresztą nieważne. W moim przypadku możesz spokojnie wykreślić różdżkę i łodygę. Może być berło...Co cię tak śmieszy? To mam dmuchać w te drogocenne wierzeje?
- Nie bądź chamem! Wierzeje...twoja była to miała wierzeje, na dodatek ciągle szeroko otwarte..koń z bryczką i dwa zastępy piechurów z bagnetami by  się zmieściły!! I kolubryna!
- To co mam mówić ?
- Niech będzie kwiat piwonii..
- Bo już taka jesienna?....dobrze, dobrze, pokój. To wolno mi dotykać kwiatu lotosu, i tych tam chwastów, czy mam tylko obrabiać miedzę dookoła?
- A możesz użyć języka w innym celu niż tylko głupie gadanie?
- Wiesz co? Potrenujemy sobie  te pieszczoty następnym razem, bo robisz się nerwowa, a mieliśmy się odprężyć. Spróbujmy może dojść do finału. Są tam jakieś ciekawe pozycje?
- Są...o, tu...rozszczepianie bambusa!
- Że co?...Kto ma kogo rozszczepiać?
- Zachowujesz się jak truteń! A twoja duchowość jest na poziomie pantofelka!
Sam sobie przeczytaj!
- Ok... kobieta ..na plecach..mmm...ok...druga noga...acha,acha...przesuwa kolano...przechylając nogę partnerki...bla bla bla...punkt g...masaż stóp...stymulować...dotykać piersi...taaa...acha...
A możesz mi to jakoś rozrysować? Bo tutaj nie ma żadnej ilustracji...lewa noga tutaj..a prawa. Au!



-

- Kopnąłeś mnie w brodę!
-  Przepraszam...naderwałem chyba ścięgno.Wiesz co? Pokaż tą gazetę...ja coś wybiorę.O! Nosorożec! To mi się podoba..
- Jasne, zauważ, że znajduje się w rozdziale - dla małej jadeitowej różdżki.
 - A, to lepiej nie. To może być dla ciebie niebezpieczne.
- Wątpię. Dawaj śmiało...No! Nie krępuj się! Wyciągaj berło! Brama otwarta!
- Nie, lepiej nie..
- Mówię, dawaj!! Dawaj tego nosorożca bo cię palnę!
- A może coś innego...
- Wiesz co? Ja już chyba dość tej gimnastyki na dzisiaj. Idę pod prysznic!
- A to może ja się położę, a ty zrobisz ze mą co chcesz?
- ???! Teraz to już z pewnością idę pod prysznic..
- To  może chociaż potrząśniesz mi berłem?
-  Bujaj odwłok!


Post jest dedykowany mojemu ulubionemu Skorpionowi, wraz z piosenką. 
"Z kursu nie zepchną nas, idziemy prosto! Niech mówią nam co chcą, niech śmieją się i drwią. Łamiemy szyfry chmur!Strzelaj w nieboskłon, (siostro)! "


Przy zbieraniu doświadczeń do napisania tego postu, nie został skrzywdzony żaden osobnik płci męskiej, ani też żaden nie został pozostawiony bez pomocy w potrzebie. Żadne schody nie zostały uszkodzone. Tekst był sponsorowany przez dwa melony.

Pieprzu 
Ja jestem James, James Lovelock...
gorący jak jądro, lekki jak obłok


**https://kobieta.wp.pl/czym-jest-seks-tantryczny-5982754152297601a

piątek, 24 lutego 2017

"Małżeństwo jest jak spacer po parku – ogólnie przyjemnie, ale trafia się kupa." czyli "Skarbie mój, przyrzekam Ci, wierność mą po wszystkie dni."




Przyznaję się, że w związku z fatalną pogodą za oknem, smogiem i katarem moje hygge jest bardzo histeryczne. Piję dwa kubki gorącej czekolady dziennie. Oczywiście, nie jest to żadna tam czekolada z torebki, ale normalna czekolada rozpuszczona w mleku (nie jadamy przetworzonej żywności mój sssskarbie, słuchamy doktor Zdrówko). Martwi mnie jednak fakt, że do czekolady zaczęłam sobie dodawać pajdę świeżego chleba z masłem. Nie do środka szklanki, nie jestem aż takim leniem żeby samodzielnie nie pogryźć chleba. Normalnie, szklana z czekoladą w jednym ręku, kroma w drugim. Masło i czekolada skapują sobie po moich gołych nogach, i dają powód do zastanawiania się - zlizywać czy zmyć? Przy zlizywaniu może być więcej zabawy, chociaż nie czarujmy się, z wiekiem ilość miejsc w które mielibyśmy ochotę (i możliwość) wsadzić nasz język, nieustająco maleje. Jaka szkoda!

Z powodu długiego urlopu, który sobie zafundowałam, miałam wreszcie czas na oglądanie programów telewizyjnych.Zanurzyłam się więc głęboko w moje ulubione nurty, dotyczące relacji międzyludzkich i DIY. Lubię oglądać programy,w których półnadzy mężczyźni, wyposażeni w wielkie młoty, zmieniają wystrój mieszkań i przesuwają ściany gołymi rękami, a potem sprzedają to za jakieś chore pieniądze ludziom w garniturach i garsonkach. Tym razem uwiodło mnie jednak coś całkiem innego.

Och, ileż może nam powiedzieć o wzajemnych stosunkach, uczuciach i relacjach wspólne kupowanie domu. Wcale nie musimy znać ich osobiście, wystarczy tylko posłuchać. Popatrzmy na Kate i Michaela, oboje koło 30, eleganccy, na poziomie. Ona chybocze się na zbyt wysokich szpilkach, on w typie młodego yuppie. 


K:Oh my god! Wspaniały ten living room...
M:Wstawię tu mój stół do bilarda!
K:Chyba żartujesz...ten zapleśniały rzęch i moja porcelana po babce? Możesz go sobie trzymać w piwnicy!
M:(nieco oklapnięty) Ale w piwnicy nie ma dość miejsca...i okien...i ogrzewania...
K:Tym lepiej...tym lepiej...

K:Oh my god!!! Wspaniała ta sypialnia...duża, z garderobą. I z łazienką...super!Popatrz na tą wannę...raj...
M:No...Jestem amazed! nie mogę się doczekać wzięcia tu kąpieli!
K: (zszokowana) Chcesz się tutaj kąpać? Absolutnie. Możesz korzystać z tej łazienki dole.
M:Ale....dlaczego?
K:Zmoczysz mi kosmetyki i zaparujesz lustra, nie będę mogła sobie zrobić makijażu...ta mała łazienka na dole będzie akurat dla Ciebie. (CZYTAJ: wychodek pod schodami)

K Uważam, że ma(dom) za mały basen. Musimy go powiększyć. Nie będę mogła zapraszać dziewczyn na grilla przy basenie!! 
M:Nie ma na to pieniędzy. No chyba, że zrezygnujesz ze ślubu na 400 gości...
K:Absolutnie! Jak ty sobie to wyobrażasz?? Mam nie zapraszać matki???!!!
M:I z wynajęcia zamku na przyjęcie weselne...
K:Uważasz, że na to nie zasługuję...???
M:Nie o to chodzi....ale te rzeźby lodowe na stołach..i tresowane kolibry tańczące salsę...
K:Ty pewnie chciałbyś żebym szła jak obdartus do ślubu! A może weźmiemy go w twoim ulubionym pubie, w otoczeniu twoich zapoconych kolegów?
K Wiesz...to wcale nie jest zły pomysł...
K:To się z jednym z nich ożeń...

I zaczynasz mu sekundować - run, Forrest, run! Jeszcze masz szanse zanim zostaniesz żywcem pożarty przez modliszkę, karmioną od dzieciństwa hasłem "Jestem tego warta", "i tego, i tamtego też jestem warta". 

Małżeństwo to długoterminowy kontrakt w zmieniających się warunkach. 
Decyzja o ślubie, to w pewnym sensie wzięcie kredytu, który spłaca się całe życie. (a przynajmniej takie jest założenie) Kiedy patrzę na większość związków, wydaje mi się, że małżeństwo to zapasy na trzęsawisku, w których wygrany jest ten kto na górze, i kto zdoła utrzymać drugiego jak najdłużej pod powierzchnią małżeńskiego bagniska. 

Po co więc ludzie to robią? Po kiego grzyba zakładają sobie powróz na szyję i pozwalają sobą orać jak górnicy Łyskiem? Mam na to własną teorię, oto ona:

1. Bo już czas stracić panieństwo. 
Część z Was zapewne to zna. Kiedy na imprezach rodzinnych wuj Stach z obleśnym uśmiechem rzuca przy mielonym, patrząc wam głęboko w oczy : tik-tak, tik-tak..., mamusia ze łzami w oczach życzy ci pod choinką, żebyś wreszcie kogoś znalazła, dziadek domaga się głośno prawnucząt do głaskania, koleżanki mówią tylko o tym co przygotują swoim dziubutkom na obiad, czujesz jak twoja asertywność zmienia się w kicającego, płochliwego szaraka. 
I co wtedy?
Bierzesz co dają i nie grymasisz, bo nie chcesz skończyć jak zdziwaczała ciotka Marysia- stara panna, w sukienkach pachnących naftaliną. Wybór bywa osobliwie przypadkowy. Znam osobę, która wyszła szybko za mąż za człowieka zamieszkującego okoliczne łąki i zagajniki, posiadającego na stanie jedynie namiot,dwie pary slipek i brzozową witkę do odganiania much. (nie jestem pewna, czy posiadał choćby nazwisko)

2. Bo dziecko w drodze. 
A jak wiadomo dziecko musi mieć rodziców. Skoro pojawiło się dziecko, musiał być seks. Dziś już nikt nie uwierzy w bajki typu '"wytarłam się czyimś ręcznikiem w publicznej łaźni, i stało się". Mamy XXI wiek, a ludzie ciągle nie potrafią oddzielić seksu od miłości. To, że ktoś potrafi dać mi 3 orgazmy w ciągu jednej nocy, i jest mistrzem seksu oralnego nie czyni go dobrym partnerem na życie. Chociaż zdarzają się i takie hybrydy. (najczęściej jednak mieszkają za 7 górami, i za 7 lasami, w wysokim zamku i należą do miejskich legend, jak czarna wołga)

3. Dla pieniędzy. 
Lubisz wygodne życie, nie masz zamiaru parzyć herbatek jakiemuś sapiącemu managerowi za marne pieniądze. Lepiej już się za niego wydać, i mieć pełny dostęp do jego konta. Niestety, zwykle wiąże się to z wypełnianiem określonych obowiązków, które po jakimś czasie staną się piekłem. 
W jaguarze można być tak samo nieszczęśliwym, jak w starym Seicento. 

4.Bo każda kobieta ma ochotę chociaż raz być księżniczką.
Koronki, tiule, białe rękawiczki, wianuszek (świadczący o naszej niewinności), biała suknia, dziewczynki sypiące kwiaty, ptaszki, fiftaszki, tory, karety...
Im huczniejsze wesele, tym trudniej się zwlec z barłogu następnego dnia o świcie, i powrócić do codzienności. W końcu najlepsze mamy już za sobą, i teraz pozostaje jeno proza życia. Następny etap, w którym można trochę poksiężniczkować to - ciąża

5. Żeby zmienić nazwisko lub dostać paszport . 
Masz fatalne nazwisko, z którego rodzina jest niesłychanie dumna? Cóż, pozostaje zamążpójście. Należy jedynie uważać żeby nie zrobić sobie większej krzywdy i nie wymienić siekierki na kijek. Zamiana Żaby na Larwę nie poprawi sytuacji.
Masz niemodne obywatelstwo? Małżeństwo też jest w stanie wyciągnąć cię z tego bagna. Jest nawet możliwość, że na tyle ci się spodoba, że zostaniesz na dłużej w tym stanie. 

6. Z miłości. Niby fajnie, ale nie przesadzajmy, nawet wychodzenie za mąż z miłości ma swoje mankamenty. Miłość zakłada bowiem różowe okulary, które pewnego dnia mogą opaść ...i widzimy, że król jest nagi, a na dodatek jakiś taki koślawy, i denerwujący, i że nawet Adam Kraśko bardziej na nas działa niż ślubny.... Wtedy trzeba zamknąć oczy i przypomnieć sobie, dlaczego do licha kiedyś zakochaliśmy się w tym Józiu. Warto! Lepiej bowiem naprawiać to co sprawdzone, niż kupować kota w worku. 

7. Prosił, prosił i się doprosił.
Czasami wychodzi się za mąż dla świętego spokoju. Partner jest tak namolny, że nie sposób się go pozbyć inaczej, niż zniechęcić codziennym dzieleniem sypialni i łazienki. W sumie, nie jest to złe rozwiązanie. Możemy być najgorszą żoną/mężem w mieście, a na jakąkolwiek skargę odpowiadać ze spokojem - "widziały gały, co brały".

Miłość jednak wygrywa:-)
Pieprzu!

P.S. Tak, numer 4 wycięłam!(niechcący)
Ale już dopisałam.
To mój 199 post. Hurrrra!

środa, 26 października 2016

A mnie się marzy kurna chata czyli o zderzeniu marzeń z rzeczywistością.



Z marzeniami kochana powinnaś być ostrożna....

Marzenie pierwsze - Domek na za  odludziu.


Każdy ma marzenia. Z wiekiem, mieszkając na osiedlach wciśniętych pomiędzy ruchliwe ulice, przemieszczając się po zatłoczonych chodnikach, zaczynamy marzyć o maleńkim domku na odludziu. Marzymy o tym, jak w spokoju będziemy konsumowali organiczne, zarobaczone warzywa i owoce, jak to łosze będą nam się łasić pod parapetem, a cietrzew nam się na trawie zacietrzewi o poranku. 

Przyznam, że i mnie jest w stanie pociągnąć taka wizja braku pana Zdzicha z piłą mechaniczną za oknem, lub też zamiana pana Zdzicha na dziką lochę z małymi, co to przyszła o poranku żreć mi z ręki. Pan Zdzichu z ręki żreć nie chce, chociaż gdyby przestał odtwarzać kasety Disco Polo z lat 90 tych, zgodziłabym się na dzielenie z nim obiadu a, nasze relacje mogłyby ulec znaczącej poprawie.

No, ale zostawmy pana sąsiada, z jego ulubioną zabawką i skupmy się na marzeniach. Ja i wiejskie odludzie.Widzę oczyma wyobraźni,  jak wczesnym rankiem w leciutkim peniuarku wymykam się z drewnianej, obżartej przez korniki, oblepionej mchem chałupy, i z radością  spijam rosę z gołego łona natury. W jednej ręce trzymam filiżankę z parującą kawą, a drugą wsypuję ziarno wprost do dzióbków  prosiąt, albo doję moimi dwoma smukłymi palcami jakiegoś nierozbudzonego jeszcze leghorna. Potem zzuwam przezroczyste giezło i rzucam się nagutka w chłodną, krystaliczną toń pobliskiego stawu, nieporośniętego rzęsą, pozwalając moim piersiom, jak dwóm różowym bojom utrzymywać mnie na powierzchni niby tej lilii bagiennej. Cudowna wizja...

A jednak coś mnie powstrzymuje żeby rzucić moje wielkomiejskie życie. 

Wiek? 


Wydawać by się mogło, że domek na odludziu jest idealnym miejscem dla ludzi młodych. których jednym z hobby jest uprawianie dzikiego, okraszonego jękami i wrzaskami, nieokiełznanego seksu. (coś sobie nawet przypominam, jak przez mgłę) ; dla ludzi, którzy bez żalu zrekompensują sobie brak chleba na kolację wielogodzinną sesją seksu tantrycznego w pozycji zwisającej. No, ale jeśli się powiedziało aaaaa, to z pewnością przyjdzie i czas na beeeee, i jeśli się rąbało to z pewnością wióry leciały. W skrócie, pewnego dnia ktoś wpadnie na pomysł posiadania potomstwa. 

A my w głuszy!

Dowóz każdego dziecka do szkoły, na dodatkowe zajęcia, na imieniny koleżanki, na szkolną dyskotekę - zabije w tobie radość obcowania z przyrodą. Wkrótce zaczniesz strzelać do kaczek, i może nawet odejdziesz z dostawcą pizzy, bo będzie ci się wydawało, że jego życie to pasmo przygód...Mam znajomą, która uciekła z listonoszem. Szkoda bo to był bardzo fajny listonosz.

Strach?

Powiedzmy jednak, że przetrwaliście i dobrnęliście do starości, lub też postanowiliście przenieść się na łono przyrody, zanim przeniesiecie się na łono Abrahama. Witamy w piekle!
Po pięćdziesiątce domek na odludziu zacznie być pułapką. Wystarczy, że wysiądzie samochód i jesteś uziemiony, Kiedyś mogłeś dobiec te 50 metrów do autobusu, teraz po kilku krokach łapiesz powietrze jak ryba wyciągnięta z wody. A tu domek w lesie! Tniesz, rżniesz, piłujesz, a oczy już nie te. Wypadki chodzą po ludziach. A domek w lesie!

Niestety, jest mała szansa, że dobrniesz do najbliższych ludzkich zabudowań, szczególnie jeśli jesteś ranny bo pogryzły cię dotkliwie zaniedbane, niewydojone  leghorny.  A co jeśli do najbliższej apteki jakieś 10 km lasem przez knieje, wiry i wąwozy? Na dzieci nie masz co liczyć, bo i tak dawno uciekły z tych krzorów do miejsca, w którym można się zalogować do Faceboonia, znajomi cierpią na starcze problemy z pamięcią, a sąsiad mieszka dalej niż na odległość wrzasku. Zginiesz marnie, a twój zewłok zbezczeszczą leśne zwierzęta.

Wystrzegaj się kochana domków na odludziu. A jeśli jeszcze ci nie przeszło, to w ramach rozbudzenia twojej wyobraźni, mogę podrzucić kilka dobrych tytułów filmowych...


Marzenie numer dwa - Książe na białym koniu.(znaczy przystojniak z kasą)



Nie szukaj księcia. Po pierwsze, jeśli Twój facet jest przystojny będziesz permanentnie nieszczęśliwa, bo każda inna kobieta będzie chciała spróbować, czy jej też się uda takiego przystojniaka zanęcić. (ja z pewnością bym spróbowała, żeby nie wypaść z formy). Będziesz spędzała godziny na sprawdzaniu bilingów, przetrzepywaniu kieszeni, szukaniu śladów szminki i wwąchiwaniu się w jego włosie, czy też nie zostały tam jakieś zabłąkane Chanele. 

No, chyba, że zamieszkasz z nim w domku na odludziu, i jedyną istotą damską w promieniu 50 km będzie łaciata Mućka. Chociaż i tu radziłabym być ostrożna. Nie, nie chodzi o to, że Mućka zagnie na niego wymię. Po prostu 50 km może okazać się niewystarczającym dystansem, albowiem zawsze może znaleźć się w kniejach jakaś sękata, leśna babuleńka zbierająca chrust. Faceci bywają mało wybredni. (napisałam - bywają) a sękate babuleńki też mają swoje potrzeby. (w razie potrzeby służę tytułami filmów)

Pamiętaj, że Twój facet nie musi być przystojny, ważne żeby się Tobie podobał. Nie szukaj księcia, znajdź sobie drwala i bądź księżniczką na jednorożcu. Niech to jemu się wydaje, że wyhaczył ósmy cud świata, i jego życie powinno polegać jedynie na zapewnieniu cudowi odpowiedniej jakości życia. Nie przesadzaj jednak z zachciankami, bo nawet drwal ma jakieś limity, a chcielibyśmy użyć go także w innym celu niż tylko jednostajne rżnięcie tarcicy. Prawda?


Marzenie trzecie - dalekie kraje.



Po co gdzieś jeździć? W dobie internetu można sobie wszystko obejrzeć siedząc wygodnie w fotelu, pijąc swoją ukochaną kawę z ulubionego kubeczka. Po pierwsze wydasz pieniądze, które powinnaś przeznaczyć na to, żeby być jeszcze piękniejsza, atrakcyjniejsza i wspaniała. Tak wspaniała, żebyś mdlała z rozkoszy na swój własny widok w lustrze. Po drugie, kto to wie co tam złapiesz. Dopadnie cię jakaś przyczajona w arbuzie zemsta Montezumy, nadobnie kąsający twoje uda świerzb, albo chlamydia z paszczą lwa. 

Nigdzie nie jedź, siedź w domu. Obejrzyj Boso Przez Świat, pośmiej się z nagich czarnoskórych prężących swoje dzidy, przeraź się perspektywą jedzenia czegoś co normalnie zabijałaś Prusakolepem, powydymaj usta z pogardą na widok durnych, obcych zwyczajów i pociesz się perspektywą kąpieli pod własnym prysznicem. 

Co robić?

Najlepiej zamieszkać w niedużym mieszkanku, z brzydalem o dobrym sercu, ale na tyle głupim , żebyś mogła nim rządzić bez problemów.  Że już to masz? No, to  pomarz sobie kochana o księciu na białym koniu, domku w Bieszczadach i koniecznie o dalekich podróżach:-) Marzenia są bardzo inspirujące.

Życie jest krótkie, skomplikowane i nikt nie wie, co z nim zrobić. Więc niczego z nim nie rób. Po prostu się, facet, wyluzuj. Przestań się niepotrzebnie zamartwiać. Odpręż się w towarzystwie przyjaciół przy butelce piwa i niezależnie od tego, czy ci się powodzi, czy nie - rób co w swojej mocy, by być wiernym względem siebie i innych. 
Dudeizm.


Buziaczki! Pieprzu.

środa, 31 sierpnia 2016

Pesymizm, to zwykłe lenistwo i naśladowanie innych. Posłuchaj kobieto, bo tobie pierwszej to powiem....



Zrobiłam sobie małą przerwę i reset wewnętrznej przestrzeni mózgowej. Jestem napchana zdrowym jedzeniem, moja skóra świeci nawet w ciemnościach, włosy to lejący się jedwab, a paznokcie zachwycają swoim jadowitym różem. O matko-huto, odpoczęłam! Kiedy człowiek ma czas na leniuchowanie, ma też czas na rozmyślanie. Ja swój przeznaczyłam głównie na zastanawianie się czy jestem szczęśliwa. No, i wyszło mi, że bardzo! 

A jak do tego doszłam? 

Jeśli czegoś bardzo chcesz, tak bardzo, żę skręca cię z bólu i wywraca na drugą stonę, że spać nocami nie możesz to...zatrzymaj się chwilę i pomyśl..może już masz to o czym marzysz? 

Do szczęścia człowiekowi tak naprawdę niewiele potrzeba, Problem w tym , że nie zauważamy swoich codziennych małych szczęść, potykamy się o nie, odsyłamy kopniakiem pod kanapę albo ścieramy szmatką jednorazową nasączoną detergentem....I mamy pretensje od ranka do wieczora do wszystkich - dzieci, męża, matki, ojca, współpracownika, sąsiada. Nieszczęśliwe. Nieszczęśliwe, oczywiście z powodu wszystkich dookoła, bo we własnym mniemaniu jesteśmy ideałami, którym wszyscy robią na złość. Dziecko, mąż, listonosz, ta ruda z mięsnego, koledzy z pracy...Jesteś taką kobietą? Zmień to. Może jesteś szczęśliwa jak prosie w kałuży błota, a nie wiesz o tym?

Wszystko przez to, że w naszym mniemaniu szczęście powinny poprzedzać werble (lub tam tamy, w zależności od miejsca urodzenia), wybuchy, race i oklaski zazdrosnej gawiedzi. Chcemy takiego szczęścia, żeby przyszło i tak nas walnęło żebyśmy dech stracili, żeby nam żebra połamało, kulasy wykręciło i resztkę zębów wybiło. No...to jest dopiero szczęście! 

A co z małymi codziennymi szczęściami, z których zbudowany jest świat? E, tam...pleciesz androny, powiecie. Z czego tu się cieszyć?

Po długim leżeniu na kanapie i zmianie boków z lewego na prawy, przekazuję co następuje:

Możesz się nazwać osobą szczęśliwą jeśli:

1. Jest ktoś komu na tobie zależy. Ktoś kto nie pozwoli ci zdechnąć w samotności i zatruć atmosferę w całym bloku, albo zostać zjedzoną przez koty. Jeśli na świecie jest jedna osoba, której chce się podnieść komórkę i wystukać prosty tekst - Gabryśka, umarłaś? Co się nie odzywasz! - Jesteś szczęściarzem. Jest ogromna szansa, że nie skończysz jako substancja o intensywnym zapachu i pochodzeniu organicznym przeciekająca przez sufit twojego mieszkania.

2. Masz pracę, która daje ci kasę. Nawet jeśli jest marna przynajmniej wiesz, że na chleb i wodę zarobisz, a nawet na maskarę. Jeśli jeszcze masz gdzie mieszkać - toś Cysorz! Zawsze znajdziesz takich, którzy chętnie zamienią swoje 14 godzinne stanie przy maszynie w urągających warunkach, na twoją nudną i gówno płatną posadkę. I jeszcze będą twierdzić, że trafili do raju. 

3. Jesteś w stanie się poruszać i komunikować swoje potrzeby? Rewelacja! Jeśli jeszcze potrafisz podskoczyć - jesteś królową życia!Wolność kończy się kiedy potrzebujemy kogoś do podtarcia nas (patrz punkt pierwszy) , co i tak w końcu nastąpi. I nawet wtedy lepiej być przyjaźnie nastawioną do świata, niepodtartą babcią niż bazyliszkiem, którego wszyscy omijają z daleka jak trudną do wyleczenia zarazę. 

4. Nie żyjesz w strachu, lodówka pełna, nie biegasz po wodę 4 kilometry, nie musisz pleść butów ze słomy o poranku albo wydłubywać jakiś pcheł podobnych do bazyliszków co wieczór ze swoich stóp?
ŻeŻ, o raju!!! jakieś 80 procent ludności świata chętnie by się z Tobą zamieniło, dając ci w zamian - przepiękne zachody słońca, oraz możliwość obcowania z bardzo dziką naturą (nie daj się nabrać tam ciężko o papier toaletowy i strasznie dużo kurzu).

No, to od jutra:

1.Wstajesz. Sprawdzasz, że nogi, ręce są, widzisz, przełykasz....no, nom, nom...cudowności!!! Już jest dobrze. Patrzysz w lustro, oczy są, nos jest, otwórz okno, SZTACHNIJ SIĘ PO PIĘTY świeżym powietrzem!

2. Powiedz sobie coś miłego - Naprawdę, jesteś najbliższą sobie osobą , nikt cię tak nie będzie kochał jak możesz kochać się sama. (jakkolwiek dwuznacznie to brzmi, to we wszystkich znaczeniach jest prawdziwe). 

3. Pomyśl coś miłego o swoim mężu, partnerze, kocie - nie ma ludzi całkowicie beznadziejnych. Jeśli od rana w twojej głowie pojawia się myśli - co za melepeta, jak to wygląda o poranku, włosie z nosa, klata przechodzona, majty wiszą do kolan...to błąd! Skup się! Wierz mi, że zawsze znajdzie się polująca łasiczka, która zobaczy w nim Jasona Stathama. I najgorsze, że mu to powie. A jeszcze gorsze niż najgorsze, jest to, że on chętnie w to uwierzy. Bo tacy są faceci. Łatwowierni. A skoro tacy są, to graj tą kartą  - uśmiech, spojrzenie, uśmiech, niewinne muśnięcie rączką...u mnie to się kończy wymyciem podłóg, ugotowaniem obiadu i ciągłym pytaniem "Potrzebujesz czegoś kochanie?"
Bonusem jest, że jak już twój Stach zorientuje się, że jest Stathamem to i włosy z uszu usunie i gacie podciągnie!Potem należy tylko utrzymywać go w tym stanie.

4. Praca...graj chociaż jeden dzień kobietę, która wygrała los na loterii . Zobaczysz jak to działa na ludzi. Nic tak nie dobije twoich wrogów jak twój dobry nastrój! Kto wie, może ci się spodoba i zostanie ci na dłużej?

Pracowałam kiedyś z dwiema paniami, które mnie do bólu nienawidziły, tylko dlatego, że przez przypadek obejrzały mój pasek z wypłatą. Zamiast wchodzić z nimi w walkę wręcz postanowiłam udawać głupią/ niedosłyszącą/ zadowoloną z życia.  Zostałam pracownikiem miesiąca roztaczającym promienie miłości wychodzące wprost z mojego serca ku sercu klienta. Każdego dopieszczałam, szczerzyłam się do bólu policzków i na widok każdego wchodzącego cieszyłam się jak dżdżownica na deszcz. Oczywiście klienci nie omieszkali donieść szefostwu, że " teraz to się tak tutaj miło przychodzi' (sztylet w serce jednej złośliwej koleżanki...trafiona zatopiona), człowiek czuje, że jest mile widziany i chociaz mam gdzie indziej bliżej, to wolę tu przyjechać i zamówić,żeby sobie z panią Gabrysią porozmawiać (bach, i druga wilczyca przyszpilona). Koleżanki gotowały się ze złości, a ja tymczasem odpłynęłam w chwale ku lepszej pracy. Cudowna zemsta, a ile niewinnej radości i ilu uszczęśliwionych!

I wyluzuj, wyluzuj....popatrz w gwiazdy, i zastanów się czy ma dla nich jakieś znaczenie, że zapomniałaś rozmrozić lodówki i złamał ci się paznokieć?

Słuchajcie co wam powiem, albowiem prawdę tu głoszę - idź na lody, albo do fryzjera,przytul się do faceta, zadzwoń do koleżanki - to jest własnie szczęście.Serio! 

No! A teraz rzucam się na cudze blogi. Wygłodniała. 

Pieprz 
(A tekst dedykuję mojej zmarłej 25 lat temu babci. Gdziekolwiek jesteś, zawsze o Tobie pamiętam)