Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to zła kobieta była. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to zła kobieta była. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 września 2016

"Dzięki utożsamieniu członka z transcendencją sukcesy społeczne i duchowe mężczyzny promieniują również na czysto męskie walory" czyli kiedy Mars połyka Wenus.




                                    


"natural wayusmiech.gif wystarczy tyle na początek"*

Kupowałam ostatnio loda w osiedlowym sklepie. Ponieważ upał naciskał swoimi 34 stopniami, jeszcze zanim zapłaciłam, niecierpliwym ruchem  oswobodziłam loda z papierka i z lubością pozwoliłam swojemu językowi przejechać się szybkim ruchem od nasady aż po sam koniuszek jedwabistej słodyczy. Kieszeni miałam 6, a szperać w poszukiwaniu drobniaków mogłam tylko prawą ręką, dlatego zaczęłam się kręcić i wić niby kobieta wąż w trakcie zrzucania skóry,  i trochę czekolady znalazło się na moim biuście, widocznym wstydliwie w letnim dekolcie (nosze głębokie dekolty żeby zaoszczędzić na praniu bluzek). 

Jeszcze nie zdążyłam sapnąć ze złości, kiedy siedzące tam bezzębne dziadki, ssące ciepłą kaszankę, zaczęły przerzucać się śmiałymi propozycjami, kto i co może mi i z jakich okolic wylizać i wysiorbać, i jakiej to niebiańskiej rozkoszy niechybnie doznam poddając się tym pieszczotom. 

Ja wiem, że wyglądam na ofiarę losu i panienkę, co to nie umie dwa do dwóch dodać, ale wierzcie mi, w środku mnie mieszka Dziewica Orleańska z podniesionym mieczem. I jak już się zmuszę, to nawet potrafię się zdenerwować. Poczułam podniecającą ochotę złapania jednego z tych lepkich łbów oburącz i wciśnięcia go pomiędzy moje bliźnięta, a tym samym skazania go na śmierć przez uduszenie. Niestety, jak zwykle uśmiechnęłam się niewinnie i oddaliłam pospiesznie. 

 Oczywiście, ktoś może mi zarzucić, że gdyby zamiast książąt przedzierzgniętych w żaby, w sklepie pana Edka siedział na ławeczce ssąc kaszankę John Cusack  to jeszcze bym mu dopłaciła za wysiorbanie.To prawda. Jest taka możliwość. 

"Trzeba być sobą usmiech.gif ot cała filozofiausmiech.gif"

Moja droga mama, odkąd owdowiała musi barykadować drzwi, i kłamać, na temat posiadania mitycznego  narzeczonego, ponieważ tabuny wygłodniałych, trzęsących się ze starości  męskich zombie czatują u wyjścia z klatki schodowej, trąc wysuszonymi językami o drewniane futryny. Część z nich porusza się za pomocą balkoników, część kokietuje na problemy z prostatą, ale nie odpuszczają. Nawet złoto-zęby facet, co to ma furę i konia, smali do niej cholewki, próbując przynęcania na darmową dostawę ziemniaków z wniesieniem do piwnicy. (ziemniaków, nie matki)

Wszystko przez to, że ktoś podobno słyszał, jak matula rzuciła od niechcenia jednemu z kawalerów "Panie Stachu, tylko się rozbiorę i zaraz panu dam" niestety, zdanie powtarzane z ust do ust, zagubiło swój najważniejszy, końcowy element - klucze od piwnicy. Niektórzy zarzucają mojej mamie, że gdyby na tej furze przyjechał Janusz Gajos z dostawą buraków, to pewnie by się nie wahała i mu dała. To prawda. Jest taka możliwość. 

"a mi się wydaje, ze trzeba dużo gadać. to ich kreci"

Ale co jest? Czy równouprawnienie nie gwarantuje nam tego, że mamy możliwość wybrania sobie  tego kto będzie dbał o nasze ziemniaki?

Kobieta wiele zniesie. Jeśli już wyobraziliście sobie ile, to teraz pomnóżcie to przez dwa i dodajcie te liczbę, którą wymyśliliście na początku. 


Facet ma łatwiej, jemu nie pozwala na znoszenie więcej zwykła, ludzka fizjologia. Nie da rady, i już! Zwykła hydraulika. Prawdą jest, że facet jaki jest, taki jest. Wystarczy, że ma pieniądze lub władzę, i na tym może skończyć. Oczywiście najlepszą opcją jest posiadanie obu zalet jednocześnie, okraszonych nienachalną urodą.  
Historia pokazuje jednak, że nie trzeba być Justinem Trudeau, żeby kobiety leżały pokotem na twojej wycieraczce, wykopując się z niej nawzajem szpilkami od Manolo Blahnika.  

Nawet gdyby mężczyzna wyglądał jak połączenie płozy od sań z kłębkiem moheru, zawsze znajdzie się tłum chętnych, które będą spijać mu każde słowo z ust, przytakiwać z dziką radością, łasić się jak kotki w rui i kochać, ach kochać, aż do jego ostatniego grosza. Bo kobieta zniesie wszystko, nawet twój tupecik, pod warunkiem, że masz : pieniądze, władzę albo urodę amanta filmowego, a jako bonus potrafisz przeczesać grzywkę językiem. 

""Dokładnie, faceci patrzą na kobiety z punktu widzenia ich przydatności seksualnej, a kobiety doceniają tez inne aspekty, a może przede wszystkim nawet."

Czy Melania zainteresowałaby się Donaldem T. (zbieżność imienia i inicjału z innym Donaldem przypadkowa) gdyby robił zakupy w Biedronce, mieszkał na siódmym piętrze w bloku i walczył o kroksy w Lidlu? Myślę, że wyniosłe "spieprzaj dziadku", byłoby jedynym co mógłby usłyszeć .  A tak to -"Cenię pana inteligencję  i niesłychaną erudycję zmieszaną w cudownym koktajlu z czarem osobistym"... i jakie to ma znaczenie, że z jego fryzury śmieje się histerycznie pół globu, jeśli co wtorek  jeździmy Rolls Roycem  na woskowanie krocza? Bo to też zniesiemy. (bez mężczyzn hodowałybyśmy sobie owłosienie łonowe aż do kolan i plotły z niego fikuśne warkoczyki, a tymczasem musimy upodabniać się do oskubanych kurczaków i jeszcze same siebie okłamywać, że to dla higieny)

"najlepiej ich olewać; wtedy latają jak psy z pęcherzyną"

Bogaty facet inwestuje w przyjemności. Bogata kobieta inwestuje w siebie, żeby mieć jakiekolwiek szanse u samca. Nawet jeśli to samiec, który doprowadza ją do torsji, lub nawet jeśli to inwestowanie przedzierzga ją w Donatelle Versace. (Nie próbuj tego jeśli Twoje konto jest mniejsze niż parę milionów dolarów) 

Jeden z króliczków Playboya popełnił łzawe wyznanie na piśmie, gdzie przyznaje, że seks z Hue Hefnerem był najbardziej obrzydliwą rzeczą jakiej doświadczyła w życiu, i po każdym takim fiku-miku pędziła jak chart afgański z rozwianym włosem, dźwigając w obu dłoniach silikonowe piersi, prosto do toalety wyłożonej włoskim marmurem, aby tam w odosobnieniu zwymiotować foie gras zmieszane z Dom Perignon. Ponieważ jest kobietą, a jak wiemy, kobieta wiele zniesie, co wieczór jednak walczyła dzielnie z innymi blond pięknościami o miejsce w łożu Hue.  

Bo pieniądze kręcą światem. Władza też kręci. 
Jeśli facet, który wyrżnął i wydusił własnymi rekami pół Europy lata jak szalony po łące, żeby nam zebrać bukiecik zielska, następnie pada przed nami na kolana i trzecia godzinę znosi nasze gadanie o wyższości serialu M jak miłość nad serialem Barwy Szczęścia,  to to nas kręci. Mnie by kręciło. 

Niestety, ta zasada jak dotąd nie odnosiła się do kobiet. Najpierw musiałyśmy udowodnić, że jesteśmy wystarczająco zachwycające, żeby ktoś w ogóle chciał się po nas schylić.  Potem musimy pomału udowadniać, że mamy też coś w głowie, jednocześnie pamiętając, że zbytnie sukcesy, za wysoka płaca, wyłażący zza niedopiętego guziczka bluzki intelektualizm odejmuje nam urody tak jak każdy rok na naszym liczniku. 

I w  żadnym razie nie wolno nam wyznać, że jesteśmy feministkami, To przekreśla nas na wstępie. Dla 99 procent mężczyzn feministka to zaniedbana, lekko spocona i nieogolona babochłopka bez wdzięku i seksapilu, na dodatek żarłoczna. Takie dziwo, jak dwugłowe ciele - nadaje się jedynie do pokazywania w cyrku, ale nie do trzymania w porządnym mieszczańskim domu z pianinem i wersalką, a już z pewnością nie w sypialni gdzie stoi zdjęcie świętej pamięci mamusi. No, i przydałoby się, żeby lubiła seks na żądanie i na śniadanie. I nie zapominajmy, że mężczynie z wiekiem nie ubywa uroku, to jedynie żona mu się starzeje. On jest wciąż piękny i może nosić rozciągnięte galoty, wystawiać ogromny bojler na widok publiczny i ciągle uważa że jest uroczy.

Uwaga mężczyźni!Uwaga kobiety! Nadciąga wielka zmiana!
Niniejszym chciałam donieść drogim koleżankom, że czasy kiedy jakaś młódka była doczepiona niczym brelok do chłopiny o wątpliwej urodzie i uroku osobistym pasztetu z pieczarkami, minęły. Na zachodzie wyraźnie widać trend odwrotny - to my mamy teraz prawo wybrać sobie młodszego. 

Dlaczego? No, przestań pytać i porównaj siebie z męskimi równolatkami. Widzisz różnicę? Nie? To przestań golić głowę, a zacznij golić wąsy i nogi! Na woskowanie bikini przyjdzie pora po trzeciej randce. Załóż czerwone szpilki, załóż czarne pończochy i odpal coś motywującego. Nie...żaden tam jazz, coś mocno motywującego, takiego żeby zdmuchnęło zaczeski z łysin. A teraz kołysz biodrami...umyj się, uczesz się i wybieraj kogo chcesz:-)

Pieprzu w głębokim przysiadzie i szpilkach, trąca  w transie burakiem o ziemniaka i ssająca kaszankę na zimno.







*cytaty pochodzą z internetowego forum, temat : jak go zdobyć





czwartek, 2 czerwca 2016

Bądź sobą, no chyba, że możesz zostać księżniczką. Wtedy zostań księżniczką.



"


Na świecie panuje moda na poradniki.Jak żyć? Jak ugotować kraba? Jak poskromić teściową? Google stało się wyrocznią w sprawach życia i śmierci. Zadaj jakiekolwiek pytanie, a dostaniesz odpowiedz. Wreszcie! Nie trzeba już myśleć samodzielnie, tracić czas w bibliotekach, szukać odpowiedzi nudząc wszystkich dookoła, wystarczy umiejętnie zadane pytanie, a sezam otworzy przed tobą swoje podwoje. 

A jakie jest najczęstsze pytanie ludzkości? Oczywiście.....

Jak być szczęśliwym?

A najczęstsza odpowiedz?

Bądź sobą! Bądź naturalna!

No, też mi odpowiedź! Czkawki ze śmiechu można dostać. Sobą? Czyli kim?

Gdybym faktycznie chciała być sobą, byłabym złośliwym, rechoczącym gnomem, podkładającym nogi gderającym staruszkom, strzelającym z procy do płaczliwych dzieci, wykorzystującym wszystkich dookoła i manipulującym każdym facetem, który znajdzie się w polu rażenia bez względu na to, czy to mój własny syn, ojciec, dziadek czy listonosz. (listonosz cudzy)

No, to pomyślmy. Odsiejmy Gabrysię, Isię i Bisię, a także słodką Gabi od Gabrieli, bo Gabriela jest naturalna. I popatrzmy co otrzymamy:



DZIECI:

Słodka ciocia Gabi:
Pochyla się nad wózeczkiem, wpatruje w pomarszczonego, czerwonego wrzaskuna, mamrocze jakieś puszki-okruszki, fiki-miki i koci łapcie, wstrzymuje oddech i produkuje uśmiech, starając się nie pokazywać kłów. Jest troszkę sztywna, ale mało kto to zauważy, bo i tak osesek jest królem sytuacji. Przyniosła grzechotkę. Grzecznie pyta o kolki, ząbki, spanie i ulewanie. Dzielnie wysłuchuje całej historii poczęcia i porodu, bez zmarszczenia ust czy czoła. 
Do dzieci starszych niż lat 3 ciocia Gabi mało mówi, ale ładnie się uśmiecha ( przełykając to co jej się ciśnie na usta), tylko czasem odwraca się w drugą stronę i wkłada sobie pięść do ust. 

Miła ta ciocia Gabrysia. Nie żeby dzieci za nią przepadały, ale nie spluwają na jej widok pogardliwie, i nie rzucają w nią klockami. 


Ciocia Gabriela nie znosi dzieci. Szczególnie obcych. Człowiek zaczyna się dla niej po osiągnięciu wieku dwucyfrowego, wcześniej jej nie interesuje, a nawet troszkę brzydzi. Zmuszona przez rodziców niemowlęcia, rzuca okiem z bezpiecznej odległości dwóch ulań i cedzi przez zęby:
-Wygląda jak mój pradziadek Stefan, tylko tamten miał więcej zębów. Mam nadzieję, że czas będzie dla niej łaskawy.
Dzieci które biegają, wrzeszczą, kopią, odmawiają jedzenia zupy, nie potrafią powiedzieć "dzień dobry" i "dziękuję"ciocia Gabriela pakuje do ciemnej celi, w celu szybkiej resocjalizacji i straszy bobokami, buką, golonką i szpinakiem trzy razy dziennie śpiewając na dwa głosy:

"kto nie je zupy ten umrzeć musi"

Ciocia Gabriela budzi powszechną odrazę, nikt jej nie zaprasza na kolacje i chrzciny. A ona tak lubi jeść...tak lubi jeść...

SĄSIEDZI:

Miła pani Gabi - grzecznie wita się z sąsiadem, pytając czy mógłby przestać szlifować płot o 23.00? Albo ewentualnie szlifować go w tonacji na dwa, bo gubi jej się rytm. Zagaduje słodkim głosem sąsiadkę, pytając przy okazji czy wnusio mógłby zdjąć na chwilę ręce z klaksonu w samochodzie, bo chciałaby odbyć rozmowę telefoniczną, a przeciągłe buuuu, które dobiega z ich ogródka przez ostatnie dwie godziny, uniemożliwia jej komunikowanie się nawet z małżonkiem, który siedzi metr od niej i jest na tyle zdenerwowany, że zgryzł jej najnowsze pantofle na klapki japonki.

Sąsiedzi nie wiedzą, że ostatnie dwie godziny spędziła na pacyfikowaniu zwierza, jest zmęczona, musiała robić takie rzeczy, o których sąsiedzi pewnie w życiu nie słyszeli, bo można je obejrzeć jedynie na japońskich, płatnych kanałach pornograficznych. Sąsiedzi obiecują poprawę, która nigdy nie następuje.

Miła ta pani Gabi, tylko ciągle jej kolana drżą. Zaniesiemy jej wisienek z naszego ogródka...



Gabriela jest zen, wyłapuje odgłosy z zewnątrz ale ich nie komentuje. Czeka. Specjalnie głodzi zwierza przez dwie godziny, spokojnie wmasowuje w ciało balsam o zapachu wanilii z czekoladą, przebiega przez duży pokój całkiem naga śmiejąc się perliście, opiera się nagim ciałem o ścianę i czochra jak łosza o korę dębu, wkłada szpilki i pasek do pończoch, (o majtkach zapomina) a później robi minę zmęczonej anakondy osuwającej się na podłogę i szepcze...Wiesz, ja w tych warunkach jednak nie mogę, ci sąsiedzi....już mnie boli głowa., a chciałam dzisiaj....(tu spuszcza nieśmiało mocno pomalowane oczy)


Okropna jest ta pani Gabriela, sąsiedzi wolą nie wchodzić jej w drogę bo szczuje zwierzem. A zwierz raz puszczony ma tendencje samo-nakręcające się, jest jak ninja - perpetum mobile. Pani Gabriela atakuje zza węgła i nigdy sama rączek nie brudzi. Sąsiedzi pierzchają kiedy nadchodzi. A ona tak lubi pogawędzić z sąsiadami....


MĘŻCZYŹNI:

Gabi jest taka sympatyczna i kumpelska, można z nią konie kraść. Wpatruje się w każdego mężczyznę ogromnymi niebieskimi oczami, wyrażając tym spojrzeniem podziw i całkowitą uległość.
Choćby ją przypiekano na ogniu, nie da poznać, że męski interlokutor budzi w niej chęć mordu. Lekko porusza anielskimi skrzydłami, a jej aureola  błyszczy jak złote zęby.
Lubimy Gabi, jest taka zabawna. Czasami coś tam krochmali o feminizmie, ale w zasadzie jest niegroźna. Angelina Joli to to nie jest, ale z łóżka bym nie wykopał.


Gabriela dobrze wie, że życie łatwe nie jest. Ma obrzydliwą cechę -
że jeśli już jakikolwiek osobnik męski wpadnie w jej sieć to zostanie pożarty żywcem i trzykrotnie strawiony. Oczywiście, doszła już do poziomu mistrzowskiego, w którym  trawiony mimo bólu będzie nadal całował koniuszki jej palców i prosił o więcej. I w celu osiągnięcia dobrego rezultatu nie cofnie się przed użyciem żadnego ze swoich, lub cudzych atutów. Gra zabiedzone maleństwo, które nieustannie potrzebuje męskiej ręki (czytaj:służącego, kucharza, kierowcy i dostawcy rozrywek ), większość mężczyzn da się na to złapać, bo każdy chce być bohaterem. Wtedy wczepia się i pasożytuje wieloletnio.

Gdyby nie trafiła na pacyfikującego ją zwierza, z pewnością trafiłaby na swoją męską wersję i miała złamane życie, była zgorzkniała i nienawidziła całego rodu męskiego plując żrącym jadem po oczach. Gabriela wie, że płeć damska jest na gorszej pozycji i ma ochotę krzyczeć - Obudźcie się! (ale podobno to hasło już zostało wykorzystane przez inną formację)

Kiedyś chciała powołać do życia Damską Drużynę Obsikującą Trawniki i Kioski oraz Damską Drużynę Ekshibicjonistek Parkowych, jako przeciwwagę dla obsikujących ulice i obnażających się gdzie popadnie facetów - nie wyszło w praktyce, bo w szpilkach i z majtkami w kolanach przewróciła się boleśnie i okrutnie stłukła kolana, a kolana są jej niezbędne do pacyfikacji zwierza. 

Matko, co za obrzydliwa pchła szachrajka z tej Gabrieli! Nie powinno się jej dopuszczać do chłopa bliżej, niż odległość zaostrzonych, pokrytych currarą wideł. Pewnie nie goli nóg! I w ogóle wstrętny babszczak o urodzie kartofla.


WNIOSEK:
Gdybym chciała być sobą, powinnam znaleźć sobie jakieś fajne miejsce na mokradłach i tam starać się być tak naturalna, jak tylko mogę. Do woli!

Wyłożyłam zwierzowi moją rację na temat bycia sobą. Pokiwał głową i powiedział:

Wisz ty co, Piszkitle, bzdury gadasz. Właśnie dlatego nie robisz tych wszystkich obrzydliwych rzeczy, bo jesteś sobą. Bo prawdziwa ty, nie chce nikogo zdenerwować, zasmucić, krępować. I mimo, że czasem chciałabyś zdetonować świat, prawdziwa ty trzyma w ryzach tego wewnętrznego wariata.

No? I jak tu być sobą?

Wieprzu, wmasowujący maść na otarcia w kolana i łokcie. 

Dodatek dla ciekawych: Takie rzeczy między innymi muszą wyczyniać na blacie w kuchni kobiety, które chcą powstrzymać własnych zwierzów przed zabiciem sąsiadów. I robią to tuż nad kipiącym krupnikiem, trąc jednocześnie marchewkę palcami u nóg!



środa, 6 kwietnia 2016

Baby babom zgotowały ten los czyli Kodeks postępowania dla kobiet.




Kiedy dwie kobiety spotykają się po raz pierwszy, mierzą się jak bokserzy przed walką. Wszak, każda kobieta to potencjalna rywalka na naszym spokojnym poletku życia. Dlatego też, natychmiast uruchamiamy tak zwany głęboki skan niedoskonałości. Nawet najpiękniejsza kobieta ma przecież jakąś fajną skazę, jakiś błąd w sztuce, na którym możemy oprzeć swoją sympatię. Tak właśnie - sympatię.  Nie możemy przecież polubić kogoś kto jest piękniejszy, inteligentniejszy, bardziej zabawny, zgrabny od nas samych. Po co?

Posiadanie takiej przyjaciółki byłoby wieczną torturą. Spotykasz się z nią wieczorem w kawiarni po całym dniu orki , a ta żmija wygląda jak po długotrwałej sesji w SPA. Ze złości ratujesz się dodatkową porcją rurki z kremem, a to przecież samobójstwo. Wstajesz rano, masz swój "bad hair day", zraszasz niesforne kłaki wodą, męczysz grzebieniem, polewasz brzozową, nacierasz nabłyszczaczem, i nic... siano, siano, siano. W tym czasie ta pinda przychodzi do pracy z błyszczącym włosiem, błyska zdrowym zębem i udaje, że nie widzi, że na twojej głowie rozsiadł się krowi placek i powoli spływa na uszy. 

Oczywiście , że łatwiej nam polubić kogoś, kogo w nadmiarze obsypały piegi, ma cellulit, zepsutą jedynkę lub koślawe palce. W razie "bad hair day" wchodzimy do pracy, i już od progu patrzymy na naszą niedoskonałą przyjaciółkę, przypominamy sobie, że ma żylaka na lewym udzie, nieatrakcyjny ślad po szczepionce na prawym i już nam lepiej. 

Kobiety nie mogą być zbyt inteligentne – dba o to mechanizm Ewolucji Naturalnej. Inteligentna istota nie wytrzymałaby przebywania przez dłużej niż godzinę dziennie z paplającym dzieckiem! Dlatego właśnie (i nie tylko dlatego) mężczyźni nie lubią wiązać się z kobietami inteligentnymi: instynktownie chcą, by ich dzieci miały dobrą opiekę.
Oczywiście przyjaźń między pięknymi i inteligentnymi kobietami też się zdarza. Przykładem jestem ja i Mizia. Ponieważ każda z nas jest przekonana o swojej niezwykłej urodzie, mądrości i wspaniałym IQ, możemy spokojnie, bez napinki, z lekkim pobłażaniem patrzeć na ten drugi egzemplarz słabszej produkcji, bez żadnej zazdrości. 

Przyjaźnimy się jakieś 30 lat z kawałkiem bez sprzeczania się i wzajemnego ubliżania (delikatne złośliwości śmigały czasem w powietrzu, ale druga strona inteligentnie udawała, że wysłała mózg na odpoczynek i nie rozumie o co chodzi). To bardzo zdrowy układ. Potrafi przetrwać wieki. Zawsze znajdę coś w lustrze coś co mam ładniejsze, szczególnie, jeśli poświęcę na to odpowiednią ilość czasu. 

Nie powiem, moja przyjaciółka naprawdę się stara - kiedyś, gdzieś tak w okolicy naszej 28 rocznicy wspólnej słodkiej koegzystencji, skomplementowała kształt moich paznokci. Naprawdę się wzruszyłam. Powiedzieć mi coś takiego prosto w oczy, po zaledwie jednej butelczynie wina!! Podziwiam ją, wiem ile musiało ją to kosztować. Oczywiście nie zrobiła tego tylko po to żeby poprawić mi humor. Ze złości natychmiast schudła jakieś 8 kg i bezczelnie wcisnęła się w spodnie rozmiaru 0. (tak, Miziu - słyszę wyraźnie twój rechot przed lustrem, i widzę ten środkowy palec wystawiony do góry). 

Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu… są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.

Kobiety powinny trzymać się razem. Dlatego przypomnijmy sobie dzisiaj najokropniejsze wystąpienia przeciwko własnej płci:

1. Nazywanie innej kobiety z pogardą "BABĄ". 

Moja teściowa, która jeździ jakby robiła prawo jazdy na ulicach Indii, za każdym razem kiedy na ulicy zdarza jej się jakikolwiek niebezpieczny moment w związku z innym użytkownikiem pojazdu mechanicznego, wydyma pogardliwie usta i wypluwa pogardliwe słowo:
Baaa-baaa.
Nawet wtedy, kiedy płeć delikwenta w kontra-aucie jest niemożliwa do ustalenia. Możliwe, że ona sama należy do specjalnego gatunku bezpłciowców, co usprawiedliwiałoby sposób ubierania i makijaż.
Jeśli to robisz, knebluj się na czas podróżowania autem. 


(…) poglądy na psychologię kobiety dałyby się wyrazić w kilku zdaniach: psychologia aparatu rozrodczego, krąg zainteresowań nie przekraczający sfery płciowej. Wszystko, co pozostaje poza funkcją rozmnażania się i macierzyństwa, co nie jest w oczywisty, namacalny sposób z tym związane, jest dla każdej kobiety najdoskonalej obojętne.

2. Deprecjonowanie własnej płci:

Wygłaszanie sądów żywcem ściągniętych od J.K.M. Kobiety nie nadają się na kierowników, managerów, szefów, kierowców, naukowców.itp. itd. 
Opowiadanie głodnych kawałków w męskim towarzystwie:
"Och, jak ja wolę spędzać czas z mężczyznami (to jest do przyjęcia, i doskonale to rozumiem) bo kobiety są takie - głupie, nieciekawe, mało interesujące..."(tutaj zwykle mam ochotę sięgnąć po sztuciec i wbić go w kolanko idiotki)

Ach, jakiż to tani podryw przy pomocy oczerniania własnej płci. Bo ja jestem inna. Kobieto, zapamiętaj - facet tak naprawdę ma w nosie co gadasz, najważniejsze czy masz jędrne cycki, zgrabne nogi i fajne włosy. (w jego mniemaniu) Ja wiem, że zaraz podniosą się głosy, że "mój mąż taki nie jest", "mój chłopak to by nigdy" - ja wiem, wiem, mój też taki nie jest, ale tylko kiedy mnie nie ma w pobliżu mogę być tego pewna na 100 procent. Wy też. 

Stąd to właśnie kobiety, które w skutek właściwej im słabości rozumu są daleko mniej zdolne od mężczyzn do pojmowania zasad, do trzymania się ich i obierania ich za wytyczną dla swego postępowania, w ogóle stoją też niżej od mężczyzn pod względem cnoty sprawiedliwości, czyli są i mniej sumienne i mniej uczciwe; niesprawiedliwość i fałsz są najpospolitszymi ich wadami, a kłamstwo – właściwym żywiołem. W zamian za to przewyższają mężczyzn pod względem cnoty miłości bliźniego.

3. Zabicie kochanki męża, albo też ckliwie zawodzenia w stronę rywalki - oddaj mi mojego chłopa. 

Kobiety, zrozumcie wreszcie jedną prawdę - mężczyzna, który ma nogi i mózg sam podejmuje decyzje w stronę którego łóżka się udać. Pójście "na rozmowę" z kochanką męża, uważałabym za największy obciach we własnym życiu. Nie, w sumie gdyby to była fajna kobieta mogłybyśmy się spotkać i omówić sprawę zabicia tego padalca i rozsypania jego szczątków tam, gdzie rozdziobią je kruki, sępy i wrony.


Wykształcenie wcale nie zabija kobiecości: doktorki są takie głupie jak inne kobiety.

4. Zmuszanie córek do podążania tą samą drogą destrukcji. 


"Żaden chłop cię nie będzie chciał bo nawet rosołu nie potrafisz ugotować."

Panie kochany, niejedna z nas nawet herbaty nie potrafiła zagotować( i nie mam tu na myśli chińskiej sztuki parzenia tego napoju, ale wrzucenie papierowego szczura do szklanki, zamieszanie i odsączenie) a chętni spychali się wzajemnie ze schodów. Czniaj kobieto zupę grzybową, przyjdzie czas to się nauczysz, albo i nie. W razie czego internet ci podpowie. 

"Twój brat jest chłopcem, on nie musi umieć sprzątać, ale ty powinnaś"

"Porządek w domu świadczy o kobiecie" (wybacz mamuś, zawsze stałam kontrą do tego stwierdzenia, po pół wieku stwierdzam, miałam rację)

Te stwierdzenia prowadzą do prostej konkluzji - jeśli twój wybranek to brudas i flejtuch, ściera od podłogi przyrośnie ci do ręki. Po jakimś czasie mąż może mieć nawet problem z odróżnieniem ciebie od ścierki, bo obie nabędziecie pięknego odcienia szarej - szarości. Wierz mi, nikt ci nie podziękuje. Wszyscy uznają, że te dodatkowe 8 godzin harówy w domu to twój obowiązek. 

Uczmy swoje córki jak być kobiecą, szczęśliwą i niezależną kobietą, która w razie niepowodzenia nie będzie zwisać na mężu i zależeć od jego humorów. I nawet kiedy dostanie kopniaka od życia, będzie potrafiła stanąć na nogi. Przecież lubicie filmy i książki, które właśnie o takich kobietach opowiadają.  

Ważniejsza od smażonej wątróbki bywa umiejętność zrobienia porządnej kreski na powiece i dobrania pudru w odpowiednim kolorze. Prawda mamo? Teraz już wiesz?

 „Jest wtórnym zamierzeniem natury, jak wszelkie zepsucie, słabość czy starzenie się”(św. Tomasz z Akwinu o kobiecie)



5. Patrzenie na młodsze kobiety z nienawiścią.  


 Ciesz się, że masz pewne sprawy z głowy. Uśmiechnij się do nich, fakt że mają fajniejsze cycki i nogi,  ale za to guzik wiedzą o seksie i życiu. Pamiętaj, że one dopiero wchodzą do piekiełka przez które ty już częściowo przepłynęłaś szczęśliwie. 

Kiedy ty o 11 pijesz szampana w fotelu, skrapiając swoje boskie ciało najnowszymi perfumami marki selektywnej,  one użerają się z wywiadówkami, narzeczonymi, randkami, dziećmi, pieluchami i wysypkami. Powiedz im coś miłego. 

Uczynić biedną dziewczynę matką, pozbawić ją pracy, dlatego, bo spodziewa się macierzyństwa, kopnąć ją z pogardą, zrzucić na nią cały ciężar błędu i jego skutków, zagrozić jej latami więzienia, jeżeli oszalała rozpaczą chce się od tego zbyt ciężkiego na jej siły brzemienia uwolnić, oto filozofia praw, które – aż nadto znać – były przez mężczyzn pisane.
Tadeusz Boy-Żeleński, Piekło kobiet


6. Wrzeszczenie z obrzydzeniem w głosie - "Ja nie jestem feministką."


Ja jestem. Jeśli spodobały się wszystkie cytaty, które umieściłam w swoim tekście, znaczy, że powinnaś pomyśleć o zmianie płci. Jeśli nie, to znaczy, że jesteś feministką. 

Chcesz, żeby kobieta i mężczyzna byli traktowani równo. Nie oznacza to, że będziemy oczekiwali od kobiet wniesienia lodówki na 10 piętro (większość facetów nie dałaby rady) i fedrowania na przodku,  a od mężczyzny rodzenia dzieci. Zupę chyba jednak potrafi ugotować, i gary umyć, a dziecię przewinąć. Nie daj sobie wmówić, że to kobiece zajęcia. Jeśli to lubisz, rób to z radością ale daj też spróbować mężczyźnie. Nie rób tego co sprawia, że czujesz się wykorzystywana, niedoceniona, niekochana. Żyj, i daj żyć innym. Ciesz się z sukcesów innych kobiet. I kochaj, kochaj, kochaj!

Jeśli nie masz akurat nikogo do kochania to możesz potrenować na mnie. Ja bardzo lubię być kochana.

Pieprzu:-)
Następna pogadanka "Jak nie zgłupieć na starość".


Dla wszystkich wspaniałych kobiet z różnych krajów, które poznałam w swoim życiu:



czwartek, 10 marca 2016

Nie mam problemu z alkoholem, upijam się bez problemu czyli don't worry, don't cry! Drink vodka and fly!


Zdarza się, że ludzie patrzą na nas i dziwią się bo nie wyglądamy. Nie dopasowujemy się, nie przystajemy do ich wyobrażeń. 

Ja, na ten przykład, nie wyglądam im na posiadanie tak starego dziecka, na swój wiek, na to, że puszczam więcej dymu niż kominy huty Lenina, że klnę jak szewc, że potrafię odgryź głowę gołębiowi, że sypiam z wielkopsami, że nie jadam kapusty, i że mam rozjaśnione włosy. Przede wszystkim jednak, nad czym ubolewam  - nie wyglądam na taką, co nie pije. 

Wiecie, ludzie robią pod wpływem alkoholu dziwne rzeczy, a ja najwyraźniej nie potrzebuję do tego alkoholu. Ja robię głupoty na trzeźwo. Co jest zdziebko ryzykowne, bo nie ma na kogo zrzucić winy.

Kiedy już ta wstydliwa tajemnica wylezie na światło dzienne,chociaż przyznaję,  ze ukrywam tę gańbę i sromotę kręcąc niesamowicie i wymykając  się lisio, czekają mnie dwie reakcje - pierwsza od rodaków :
- Ta? Weno, nie gadaj! Ale co? Antybiotyki bierzesz? Chora jesteś? Na chorobę to tylko wódeczka!Pij, cholero, jak darmo dają!
albo od Anglików:
- Och, tak mi przykro...miałaś problemy z piciem? Mój ojciec/matka, wujek/kuzynka/sąsiad też to ma, to musi być straszne...tak się męczyć. I co? Tak całkiem nic? Nawet w samolocie?

Prosta odpowiedz- Nie lubię, bo mi nie smakuje - w ogóle nie wchodzi w grę. No bo jak to? NIE SMAKUJE? A może zły kieliszek? Może temperatura była nieodpowiednia?  A może spróbuj tego/tamtego/owego powinno pomóc! Może z wodą? Może z sodą? A może na balkonie? Może w salonie?I tak dalej w tym stylu. Dlatego na większych imprezach już od progu udaję, że jestem nabombiona w sztok,bełkoczę coś zupełnie niezrozumiałego i kiwam się od lewej do prawej.
Na wszelki wypadek potykam się ze trzy razy zanim trafię na właściwy stołek. Nie zaszkodzi też usiąść jakiemuś przypadkowemu panu na kolanach zaśmiewając się do rozpuku i robiąc dzióbek za dzióbkiem - jest pewne, że do końca imprezy jego pani będzie go pilnowała lepiej niż owczarek niemiecki na głodzie i chłopina nie ma szans dołączyć do tak zwanych polewaczy- nagabywaczy. Super! Jeden już trafiony-zatopiony.
Potem wystarczy śmiać się głupio w nieodpowiednich momentach i dalej już z górki.

Być jedyną trzeźwą osobą na imprezie to bardzo bolesne doświadczenie. Wiecie jak to jest, na początku wszyscy eleganccy- makijaże, tatuaże, garnitury, tiurniury a potem Zosia leży z głową w sałatce, Mirek wyje do księżyca, Marysia posmarkuje w kącie, a Tadzio już dawno zwalił się pod stół. A ty człowieku siedzisz i patrzysz, jak ci się znajomi psują od głowy. Wysłuchujesz po raz setny tych samych historii a od potakiwania boli cię szyja. 
Na szczęście jesteśmy już bardzo dorośli i kręgosłupy nie te, bo zdarzyło mi się bywać na imprezach, gdzie z  nadmiaru alkoholu puściły wszelkie hamulce moralne i ludzie radośnie uprawiali seks w wannie, pod wanną, na balkonie, na stole w kuchni wśród resztek żarcia. A ty siedzisz w tym wszystkim jak wołowa d***, albo czytasz gazetę i udajesz, że nic nie widzisz. Bywałam żałosna, doprawdy. 

Nie, nie mówię, że nigdy nie piłam. Piłam. Z taką samą przyjemnością jak inni piją Tussipect czy krople miętowe. Zaciskasz oczy, wstrzymujesz oddech i bach, a później szybko przegryzasz jakąś sałatką czy śledzikiem. I znowu wstrzymujesz oddech, i znowu bach. Strasznie męczące ale da się zrobić. 

Pierwszy raz upiłam się w liceum. Oczywiście wtedy też nie piłam, ale miałam już zadatki na cycatą, płytką blondynkę,  dlatego założyłam się z kolegą, że rozlejemy pół litra na dwoje i kto pierwszy wypije swoją część ten wygrywa. Wygrałam! Wszyscy bili brawo.A ja co? Kamienna twarz i dyskusja o zaangażowanej poezji. Następne co pamiętam to jak się z tym kolegą namiętnie całuję, a mój chłopak siłą próbuje mnie od niego odczepić. Kolejna migawka - widzę jak mój chłopak siedzi w kącie i płacze nad kieliszkiem czystej, a chwile później wygraża, że wszystkich pozabija. A potem moja koleżanka zarzuca mnie na ramię i wynosi na zewnątrz, w windzie robiąc jeszcze pomidora z nosa jakiegoś niedobitka, który chciał się do nas przyłączyć. (Tak, ta Marzena trenowała judo i karate). Pamiętam też całkiem dokładnie jak  mamusia otwiera mi drzwi, załamuje ręce i eskortuje do łóżka. A później to już mam bana na wyjście przez następne dwa miesiące, a mamusia przeprowadza poważną rozmowę z moim chłopakiem (tak, tak, to ten sam co został moim mężem)

Drugie upicie się miało miejsce kiedy byłam już całkiem dorosłą osobą. Mój mąż naburmuszony odwrócił się do mnie na imprezie i znienacka rzucił tekstem " Oj, napiłabyś się, co? Może będziesz łatwiejsza!". Nie miałam pojęcia, że byłam trudna, ale czego się nie robi żeby zadowolić ukochanego mężczyznę. W momencie odczułam pragnienie bycia najłatwiejszą kobietą w tej stronie wszechświata. 

Postanowiłam to załatwić najbliższą butelką stojącą na wyciągnięcie ręki. Jedna, druga, trzecia szklaneczka słodkiego wermutu i już byłam wolna. Do tego stopnia, że od razu zapragnęłam zatańczyć coś fajnego na stole, najlepiej bez butów i spódnicy, bo miałam cudownie piękną koronkową halkę i uznałam, że reszta towarzystwa też powinna dostąpić zaszczytu obcowania z tym arcydziełem sztuki krawieckiej. Ponieważ mój mąż próbował pochwycić moje kostki, śmigające pomiędzy roladą, salcesonem i galaretą z nożek, postanowiłam zakończyć występ efektownym zeskokiem ze stołu na podłogę. Nie zauważyłam tylko, że po drodze mam zwisający żyrandol. W mojej głowie rozświetliły się najdalsze galaktyki, wybuchło tysiąc supernowych...

Potem pamiętam tylko, że biegnę boso po śniegu udając rączego jelenia, a mąż próbuje mnie złapać ściągając kolejne warstwy płaszczyków, czapeczek, sweterków i szalików. Kierowca taksówki obserwował nas spokojnie oparty o swój wóz. Mąż mnie w końcu dorwał, założył mi nelsona i zgrabnie kneblując szalikiem, wciągnął bez słowa do auta. Bez słowa, to znaczy, że nadal miał dobry humor. Najgorzej jak się zaczyna śmiać, o to oznacza, że naprawdę musi być wściekły. 

Wszystkie portale internetowe dotyczące zdrowego stylu życia publikują teksty o rewelacyjnym wpływie wina na nasze ciało - pijąc lampkę codziennie będziemy piękniejsze, młodsze, szczuplejsze (chociaż Mizia twierdzi, że jeśli to prawda to ona powinna mieć 10 cm w pasie). Pewnie powiecie, że powinnam raczej rzucić papierosy, a nie zaczynać pić. No, jasne. Akurat. Nie po to zaczynam zdrowy styl życia żeby sobie psuć humor już na samym początku tej wspaniałej drogi. Tymczasem będę pić wino i myć głowę jajkiem z cytryną, Chyba wystarczy jak na początek?

Ponieważ nie mam pojęcia o winach postanowiłam znaleźć takie, które będzie jak najmniej obrzydliwe. Kupiłam czerwone wytrawne, czerwone słodkie, czerwone półsłodkie i półwytrawne. Postawiłam butelki na barku i rozpoczęłam degustację.

Po wypiciu pierwszej szklanki poczułam potrzebę zrobienia sobie porządnego makijażu i fryzury. Usiadłam przed lustrem i zamieniłam się w malarza kolorystę, a po każdym pociągnięciu pędzlem, pociągałam sobie łyczek czerwonej cieczy z kieliszka. 

Po napełnieniu drugiego kieliszka temperatura w pokoju wydatnie wzrosła. Czułam jak moja różowa buziunia przybiera kolor czerwieni, ..ciepło...ależ tu ciepło...
Postanowiłam pozbyć się odzieży wierzchniej i założyć coś fikuśnego, delikatnego, koronkowego...mmm...dobre to wino...może daktyla do tego?

Przy trzeciej szklaneczce włączyłam muzykę i zaczęłam poruszać biodrami, stanowczo pasują do tego szpilki...a potem poczułam się dokładnie jak ta pani tutaj i zrozumiałam dlaczego dziewczyny piją wino.


Czwarta butelka wciąż mrugała do mnie z barku, zaśmiałam się seksownie (w swoim własnym będącym już pod wpływem mniemaniu) i postanowiłam nie przejmować się szklaneczką, która tymczasem gdzieś mi się zapodziała w poduchach, piernatach i jedwabiach łoża mego.
Podpełzłam do barku, podciągnęłam się na drżących rękach ale niestety musiałam już użyć stołka jako lewarka, dopadłam gadzinę i jednym zgrabnym ruchem wlałam sobie łyk do gardła. Prawdopodobnie byłam wtedy tak łatwa, jak tylko mogłam. Niestety, jak pech to pech - akurat byłam sama. 

Następne co pamiętam to, że ktoś ściąga mnie z podłogi, do której przykleiły mi się nie tylko koronki ale i fryzura. Na barku ktoś napisał winem niecenzuralne słowo, co śmieszy mnie tak bardzo, że dostaję czkawki. Mówię wam, to prawda, że alkohol niszczy skórę! Zwłaszcza na łokciach i kolanach! Niestety, znowu nie mogłam sprawdzić czy po alkoholu bywam łatwiejsza. Było dokładnie jak w tej tu piosence:



Wasze Niewinne Prosie w koronkach:-)
(jedyny znany mi człowiek, który nie zgodził się na zakup jakiegokolwiek alkoholu na własne wesele - bo wszystkim dogodzić nie jest łatwo, ale wszystkich wkurzyć to już żaden problem)

wtorek, 12 stycznia 2016

Jeżeli wydaje ci się, że wszystko jest w porządku – na pewno coś przeoczyłeś czyli nie żałuj, że coś zrobiłeś, żałuj że dałeś się złapać!.


Są takie momenty w życiu człowieka, kiedy w skrzynce znajduje list powodujący, że strach gorącą strugą ciecze mu po kręgosłupie - wezwanie na komisariat. 

Oczywiście, nie był to mój pierwszy raz. Mam w końcu trochę życiowego doświadczenia, i z niejednego pieca chleb jadłam. Rozdziewiczenie miało miejsce gdzieś około 2008. Zostałam wtedy zaproszona na jeden z naszych cudownie miejskich komisariatów, w charakterze świadka, Sprawa dotyczyła zakupu nielegalnego nośnika muzycznego, czyli pirackiego CD w 1998. Mimo najszczerszych chęci, nie byłam w stanie pomóc naszej władzy, ponieważ moja pamieć zakupowa nie sięgała tak daleko. 

Prawdę mówiąc, nigdy nie jestem pewna czym tak naprawdę są wypełnione moje siatki kiedy wracam do domu ze sklepu. Zwykle ambitnie tworzę coś na kształt listy zakupów, ale ponieważ nie noszę ze sobą okularów to i tak nie jestem w stanie jej przeczytać. Wyraźnie widzę, że jest tam jakieś słowo na p...co to może być? Pularda? Piżmak? Podgardle? Pompony dla czirliderek? Paralaksa? Paralizator?

Męczę się okrutnie, a własna nieśmiałość nie pozwala mi biegać po sklepie w poszukiwaniu kogoś kto posiada oczy i jest mi w stanie pomóc. Jak już się bardzo zmęczę tym wymyślaniem, to po prostu chwytam pierwszą rzecz na literę P  - na przykład piżmaka i pakuję do koszyka. Ilość produktów musi się zgadzać!  Oczywiście męczą mnie też nieustanne pretensje męża - "Znowu piżmak? Po co nam dziesiąty piżmak w tym tygodniu?!!!"
Dlatego na wszelki wypadek to nie ja robię w domu zakupy, nie mamy już klatek dla piżmaków.

Następny kontakt  z egzekutorami prawa miał miejsce około 4 lata później. Wtedy zaprosiła mnie do siebie policja skarbowa, w celu przepytania mnie na okoliczność zakupu przeze mnie samochodu od pewnej firmy. Na szczęście samochód był ciągle jeszcze w moim posiadaniu, nie musiałam więc grzebać zbytnio w swojej zakrzaczonej pamięci. Tak naprawdę, nie interesowała ich moja skromna osoba, ale właściciel firmy. Chociaż przeraziło mnie nieco oświadczenie jakie musiałam podpisać własną krwią, że wiem co mówię, jestem zdrowa na umyśle, i nikt za mną z kałasznikowem nie stał, kiedy odpowiadałam na pytania. Nie musiał. Torturą było samo przebywanie w tym przybytku.  

Cztery panie z dymiącą trwałą, w kwaśnych swetrach i w oparach dymu z tanich papierosów. Wiało beznadzieją i brakiem perspektyw. Pomyślałam wtedy, że najgorszą kara jaka mogłaby mnie tam spotkać, jest spędzenie życia w tym miejscu, z tymi paniami i dzielenie z nimi trosk, plotek i radości oraz słomkowej herbatki, którą siorbały ze szklanek rodem z lat 80 tych. Wyobraziłam sobie nawet jak powoli przedzierzgam się w kobietę biurową, moje włosy zaczynają się skręcać , a trykoty zamieniam na kaszmiry. Przerażające uczucie...

Tym razem jednak sprawy miały się zupełnie inaczej. Na świstku jakim otrzymałam, stało wyraźnie - jako podejrzana. PODEJRZANA! To jakby list  wzywający do natychmiastowego wstawienia się u bram gułagu ze szczoteczką do zębów . 

Przejrzałam w głowie swoje wszystkie ostatnie wybryki, zastanawiając się czy  nie ukradłam czegoś ze sklepu w ostatnim dziesięcioleciu. Problem w tym, że ze mną wszystko jest możliwe - mogłabym nawet kogoś całkiem niechcący zabić, a następnie o tym zapomnieć w natłoku innych zdarzeń lub ciekawej lektury. Może kogoś przejechałam i nawet nie zauważyłam? Może przemknęłam przez całe miasto na czerwonych światłach powodując ogólnomiejski karambol i katastrofę w ruchu drogowym? A może powiedziałam jakiś głupi dowcip, piętnujący nową władzę, może napisałam coś na drzwiach w publicznej toalecie w przypływie po-wypróżnieniowej euforii?

Żeby mnie zmiękczyć, i nakłonić do mówienia, zastosowano powszechną w takich sytuacjach - torturę niepewności. Zostałam zaproszona nie za 2, nie za 3, ale za całych 10 dni. 10 długich dni i nocy, spędzonych na oglądaniu filmów takich jak Skazani na Shawshank, Stawka Większa Niż Życie, Orange is The New Black i programu Cela nr 5. Dni pełnych wizji wyrywanych paznokci, oblewania zimną wodą, pozbawiania papierosów. Więzienie to nie wczasy, wiem bo bo znam kogoś, kto znał kogoś, kogo były chłopak pracował w takim miejscu. 

W wyznaczonym dniu, o odpowiedniej godzinie stawiłam się grzecznie pod odpowiednim pokojem i nieśmiało zaskrobałam w drzwi. W środku znajdował się Brad Pitt przebrany za policjanta, i nawet przez chwilę pomyślałam, że może Szymon Majewski wznowił program "Mamy Cię", ale szybko przypomniałam sobie, że nie jestem jeszcze celebrytką i szkoda byłoby dla mnie czasu antenowego. 
Przesłuchanie odbyło się całkiem kulturalnie, bez policzkowania i mierzwienia mi fryzury.

-Czy w dniu takim to a takim kupowała pani benzynę na stacji takiej to a takiej?
-Nie pamiętam, nie wiem...
-Ale władza wie - oto zdjęcie, była pani nawet w tym samym płaszczyku w pipetkę. Otóż, zatankowała pani swoje auto do pełna i zniknęła pani w tumanie kurzu. Co to? Kupować lubimy, płacić nie lubimy?

Spojrzałam na prezentowany materiał dowodowy - no, ja! Jak żywa. Och, gdybym wiedziała, że zrobią mi zdjęcie zdążyłabym stworzyć z moich ust elegancki dzióbek i wypięłabym pierś zamiast brzucha.  Przynajmniej i panowie, i ja  mielibyśmy więcej radości z patrzenia. Niestety, na zdjęciu przypominałam nieco skrzyżowanie uśmiechniętego  Fernandela ze spoconym  Einsteinem, szczególnie włosy podniesione wiatrem wyszły straszliwie niekorzystnie. Trzeba zacząć nosić kapelusz, najlepiej z woalką. Można będzie wyglądać tajemniczo i seksownie, a jednocześnie nie będzie się trzeba martwić o makeup czy fryzurę. Pilnujcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny. Skrzywiłam się straszliwie na widok prezentowanego mi dowodu mojej winy, mogli przecież zrobić kilka zdjęć i wybrać to najlepsze. Faceci bywają tacy niedelikatni...
Posterunkowy wziął moje skrzywienia za.oznakę bólu, spowodowanego złamaniem prawa i zapragnął mnie pocieszyć.

 -E, niech się pani nie przejmuje, wczoraj tutaj w tej samej sprawie wizytował nas sam proboszcz!

Za wesołe brykanie trzeba płacić. Karą było udanie się na stację benzynową, pokajanie się i zapłacenie za występek. Pech chciał, że jest to najbardziej uczęszczana stacja benzynowa w moim mieście, przyklejona do największego McDonalda. Nawet w środku nocy jest tam tłum gości. Trudno, wzięłam byka za rogi i podeszłam do lady tłumacząc w jakiej sprawie się tu zjawiłam.

- Piooootrek! Przyszła ta pani z ucieczki spod dystrybutora!!!
Całe benzyniane audytorium zmierzyło mnie od stóp do głów, pięć tysięcy par oczu spojrzało z potępieniem.  Uśmiechnęłam się głupio, i schowałam głowę między ramiona . Kątem oka dostrzegłam córkę sąsiadki, straszliwie skupioną nad półką z batonami. Ach, znów się rozniesie, że Xewska ma kuku na muniu i na dodatek jest złodziejką benzyny.

Pieprz, żałujący za grzechy popełnione, których niestety nie pamięta. 

Czy wasze media są wolne?



środa, 30 grudnia 2015

"Edukacja, poprzez kierowanie energii na rozwój mózgu, zabiera energię niezbędną kobiecie do rozwoju jej organów rozrodczych."czyli Pixies inside my bra.




Postanowiłam niedawno zostać kobietą elegancką. Ponieważ każde wielkie przedsięwzięcie należy zaczynać od rzeczy prostych i drobnych , zaczęłam od posprzątania przedmiotu nazywanego - damską torebką. Niestety przeceniłam swoje możliwości. Kopca, który wyrósł przede mną na stole, pozazdrościłby sam Kościuszko. A to wszystko moje. Powstrzymałam się przed opublikowaniem zdjęcia, ponieważ mam szacunek dla mojej mamusi, która czasem lubi tu zajrzeć i sprawdzić czy czasem nie przynoszę jej wstydu. A ja przed mamusią zawsze udaję, że mam świat pod kontrolą.

Ilość pustych paczek po papierosach sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad rzuceniem palenia. Sterta zapłaconych rachunków, sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać nad rzuceniem zakupów. W trybie natychmiastowym. Pocieszyła mnie za to ilość bilonu znaleziona pod podszewką. Spokojnie starczy na zakup nowych paczek papierosów i zapalniczki, ewentualnie może służyć jako rezerwa emerytalna.

 Jako kobieta mało praktyczna nie posiadam portfela. Dlaczego? Nie wiem. Kto by tam zrozumiał kobietę!? Pewnie z tych samych powodów, dla których nie obejrzałam Tytanika, Avatara czy Tańczącego z Wilkami. Bo nie, i już.

Pieniądze wrzucam do kieszeni, wkładam w biustonosz, jak barmanka z podrzędnego baru, albo noszę w woreczkach i zużytych kopertach. Oczywiście za każdym razem kiedy muszę płacić, wiję się ze wstydu jak glista kocia. Przychodzi paniusia z czerwonym pazurem (znaczy z pełnym kompletem 10), buciki na obcasiku, kupuje sobie szmineczkę, po czym wyciąga kopertę z Miejskiego Urzędu Oczyszczania Miasta i wytrzepuje stamtąd bilon, następnie grzebie w sakwojażu wyciągając stertę papierzysk i drugą kopertę,(tym razem wezwanie na trzeci komisariat policji - (niektórzy już wiedzą dlaczego to wezwanie), i wyjmuje banknoty. Myślę, że robię wrażenie solidnie stukniętej.

Jeśli robię zakupy z własnym mężem, sytuacja się nieco komplikuje, ponieważ on, dla odmiany, posiada portfel i nie waha się go użyć publicznie. 
Trzeba przyznać, że ma facet cojones. Prawda?



Miałam kiedyś sąsiadkę, która nosiła pieniądze w majtkach. W momencie dokonywania zakupów podnosiła spódnicę i nurkowała dłonią w niewymownych. Pamiętam minę sprzedawcy z warzywnego....  Mówią, że pecunia non olet, ale ja bym się czasem sprzeczała....ta pecunia mogła zalatywać makrelą.  

Ja w majtkach nie noszę nic, za to w moim biustonoszu podobnie jak w torbie, znajduje się osobny, mikrokosmos. Bardzo możliwe, że są tam nawet jakieś obce cywilizacje z wysoko rozwiniętą popkulturą. Czasem mam nawet wrażenie, że gra tam muzyka... Głównie jednak można tam znaleźć zapalniczkę, klucz i pieniądze. Zapalniczkę i klucze dlatego, że boję się, że mogą przepaść w światach równoległych mojej torby. Jeśli wrzucę coś do tej kipiącej gardzieli, to jestem pewna, że odnajdzie się dopiero po wielu tygodniach. Gdzie w tym czasie przebywa? Co się z tym dzieje? Czy pojawia się w innej torebce, innej Gabryśki z innego wymiaru? Czy jej to nie dziwi? Do tej teorii doszłam po tym, jak znalazłam we własnej torbie 4 długopisy, których wcześniej na oczy nie widziałam, i korek od pięknie pachnących perfum, nieznanej mi nazwy. Ktoś może zgubił? Może moja torba ma wbudowany świstoklik wewnętrzny, taki jakiego używał Harry Potter?

W sumie, noszę tę torebkę jako wielki, osobisty worek na śmieci i trochę się jej boję. Dokumenty trzymam w tylnej kieszeni spodni, albo za paskiem. Paszport w czasie podróży także w biustonoszu. Długopis noszę w skarpetce!(latem nie pisuję) Może się zdarzyć, że jak już się tak roześmieję pełną piersią to zza dekoltu wyskoczy mi klucz z breloczkiem lub kilka monet. Kiedyś podróżowałam, przez całkowite roztargnienie, z ołówkiem między półkulami moich piersi, a z dekoltu wystawała jedynie główka diabełka z wyciągniętym czerwonym języczkiem. Zrobiłam furorę na lotnisku. 

Ostatnio otrzymałam od syna komplement. Powiedział, że nie spotkał jeszcze takiej kobiety jak ja. Tak...tak, myślę, że niełatwo mu będzie. Synu, ale przyznasz, że nudno to nigdy nie było, prawda?


Poza tym, nic mi nie dolega. ;-)
Pieprzu - wyspowiadany.


wtorek, 1 grudnia 2015

Kobieta potrafi zrobić z niczego trzy rzeczy: sałatkę, kapelusz i awanturę czyli Not all men are annoying. Some are dead.


Sprawdzać? Nie sprawdzać? Oto jest pytanie...

Moja współpracownica z tej samej postkomunistycznej niecki, ale z kraju o jeszcze niższym PKB (tak, tak, to możliwe) otrzymała zdjęcie swojego męża wysłane jej przez Życzliwego. Na zdjęciu można było podziwiać jej małżonka, co prawda  w samych spodenkach, ale za to z kobiecą dłonią zanurzoną w te spodenki po sam łokieć. Damę, do której ów łokieć należał, też można było podziwiać w całości, ponieważ dla odmiany zrezygnowała ona całkowicie z wszelkiej garderoby.


Moja koleżanka popadła w trzydniową rozpacz. Przestała jeść, pić i nakładać makijaż. Po trzech dniach udręki zadzwoniła do męża.

- I co? Rozmawiałaś z nim?
- Tak...chlip, smark, chlip...
- I co? Powiedziałaś, że wiesz o wszystkim?
- Nie...wolałam go nie denerwować...

Po trzech miesiącach:

- I co? Zapytałaś go wreszcie o to zdjęcie?
- Tak...
- Iiiiii????
- Powiedział, że to kuzynka kolegi, i że ona tak tylko do zdjęcia.,..dla zabawy....ciepło było...

Szczerze mówiąc, miałam nadzieje, że facet powie, że to była jednoręka dziewczyna, i że pomagał jej przejść przez jezdnię. A tu tylko tak ...do zdjęcia....Zaproponowałam nawet (w imię damskiej solidarności), że zrobię jej zdjęcie z naszym ogrodnikiem trzymającym rękę na jakimś wypukłym fragmencie jej nagiego ciała, bo u nas też było ciepło, ale zdezerterowała. My Słowianki......


Moja druga koleżanka, która pochodzi z cieplejszej części Europy, ma do swojego chłopaka podejście zgoła odmienne. Przez równe 48 godzin ma go na podsłuchu. Kupiła w internecie specjalne urządzenia do kontrolowania jego telefonu i komputera, a także mini kamerę, którą może obserwować lubego z odległości 400 km. 


Nie wiem czy to pomaga, ponieważ słyszę jej wrzask od rana do wieczora. Biega dookoła ze słuchawką przy uchu, a z jej ust wydobywa się :


Nunio!  Aszisz kaszisz żężężę em żem kszszsz (przejechanie palcem po szyi w wymownym geście) ażusz mażusz żu kill kill (wymowny gest wbijania sztyletu w serce) żęszę papausz tadeusz (trzy uderzenia pięścią w stół i rzucenie telefonem w ścianę). 


Nie-słowianka potrafi się obudzić o trzeciej nad ranem, tylko po to żeby zadzwonić do podejrzanego i sprawdzić czy aby na pewno śpi (kamera nie obejmuje całej chałupy). Jeśli nie odbierze, to wszyscy mamy nazajutrz zmarnowany dzień. Naindycza się straszliwie, łypie podbiegniętym krwią okiem,  rosną jej pazury, psują jej się zęby przednie i ja sama mam ochotę pierzchać w popłochu gdzie mnie oczęta moje poniosą, czyli na pole rzepaku, które rozciąga się u nas po horyzont. Trzy razy w tygodniu przyłapuje go na cyberseksie, lub na nocnym czatowaniu z tabunem eksi. 


Czy jest przez to szczęśliwsza? WUNTPIA...


Nie zostałam nigdy zdradzona. Nie zdarzyło mi się nigdy trafić na żaden ślad zdrady. Możliwe, że moi partnerzy byli sprytniejsi ode mnie. Chociaż, szczerze mówiąc, jestem tak naiwna i  tak czasami roztargniona, że gdyby mój wybranek uprawiał seks z całkiem obcą panią, patrząc mi przy tym prosto w oczy i tłumacząc, że właśnie przeprowadza defibrylację waginalną i "tylko niesie pomoc" - to....pewnie bym uwierzyła. Bo po co miałby kłamać?


Zaglądać do cudzej kieszeni się brzydzę, i to nie z powodu siódmego przykazanie ale od momentu kiedy włożyłam do jednej rękę i natrafiłam na zasuszoną, kruszącą się,  zużytą chusteczkę (w założeniu) jednorazową. Przeglądanie bilingów jest zajęciem nudnym, podobnie jak oglądanie historii odwiedzanych stron na internecie. 


Natomiast gdybym się dowiedziała.... no, cóż...jestem dużą, samodzielnie się utrzymującą dziewczynką, która już wie, że bez mężczyzny też można żyć. Tym bardziej, że świat jest nimi usiany. Nie potrafię robić awantur, ale potrafię się bardzo szybko spakować. 

(a przecież i tak Mizia mi obiecała, że starość spędzimy razem w zakurzonym, pełnym książek i kocich odchodów wspólnym mieszkaniu)

Dopóki jesteśmy silne (czytaj - wiemy, że facet jest do nas przyssany i żadne skoki w bok go nie interesują), możemy podrażnić się z nim, jak kotek z myszką. Niewinne "Ta pani w sklepie ciągle się na ciebie gapi i beż przerwy uśmiecha" podbudowuje nieco męskie ego, a nam krzywdy nie robi. Tylko nie wolno przesadzić, bo nóż uwierzy w siebie za bardzo?


Dygresyjka;
Tak bawi się z moim synem jego narzeczona. Bo może.  Gdyby jednak poczuła się naprawdę zagrożona, nie siliłaby się na dowcipne komentarze, ale nucąc pod nosem "Another one bites the dust" Queenów  załadowała kuszę i ukrywając się za najbliższym śmietnikiem czekała spokojnie na ofiarę, pociągając leniwie elektronicznego papieroska z liquidem o smaku wanilii i bujając nóżką odzianą w Manolo Blahnika.

Znając narzeczoną mojego syna, winowajcy nigdy by nie znaleziono, ponieważ ta dziewczyna ma czarny pas  i szóste QIU w sprzątaniu i zacieraniu śladów. Gdybym tylko chciała popełnić morderstwo z pewnością do niej pierwszej zwróciłabym się o pomoc. CSI z Las Vegas to przy niej dziecięcia zagubione we mgle. 

To co, zdradzać czy nie? Kontrolować czy nie?

Pieprzu zamyślony.