Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyźni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mężczyźni. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

"To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny" czyli Obłęd salonowy.



Uwielbiam moment powrotu do domu, ten pierwszy poranek kiedy budzę się we własnym łóżku i wiem , że nic nie muszę. Mogę leżeć aż do momentu powstania pierwszych bolesnych odgnieceń, mogę zwisać z łóżka jedną połową ciała do godzin popołudniowych, albo zerwać się o brzasku i uprawiać jogging rozgarniając smog ramionami (z tym, że to akurat jest mało prawdopodobne).  Doceniam  to niespieszne życie, zanurzenie się w ulubionym fotelu z cudownie miękkim kocem na kolanach i własnym kubkiem parującej kawy w ręce. To jest właśnie moje małe, polskie hygge czyli dobrostan.

I tym razem też tak było. No...prawie.
Wypiłam kawę, leniwie zsunęłam się z fotela i w lekkim po-podrożnym pokurczu (podróżowanie tanimi liniami ma swoje następstwa) potruchtałam starczym galopkiem do schodów, aby powyczyniać tam nieco rozciągających mięśnie mojego ciała wygibasów jęcząc przy tym tak, że sam Paszeko poczułby się zawstydzony.

Podniosłam wzrok w górę, gdzie jeszcze kilka lat temu urzędowało moje dziecko, i dobry stan szlag trafił, a na jego miejsce przyszła fala złości tak wielka, że kwas pienił się na ścianach, a żółć zrywała farbę ze ścian i wypiętrzała krakelury na obrazach w stołowym.

Zawyłam jak wadera w rui: 
Aaaa...chodź tu w tej chwili! Aaaaa!!!

I tu przerywam na chwilę ten rodzinny dramat, żeby się nieco wytłumaczyć. Jak wiadomo, tworzy nas genetyka i wychowanie. W mojej rodzinie panowało przekonanie, że mężczyzna panem jest i władcą kosmosu. Rolą kobiety, natomiast, jest być uśmiechniętą, nie wchodzić mu w drogę, i ogólnie się nie czepiać.

Wszystkie kobiety w mojej rodzinie (z obu stron) to potulne kotki, zawsze uśmiechnięte, zgadzające się na wszystko z radością, nie podnoszące głosu i żyjące we własnym świecie - książek, zwierząt, muzyki, ogródków i jedzenia kiełbasy. Na dodatek w momentach trudnych odpalamy silniki rakietowe i bierzemy nadgodziny, ciągniemy pług zamiast konia, służymy za taczkę do wożenia cegieł, budujemy dom własnymi rękoma, hodujemy żywiznę, wymyślamy party na dwanaście dań mając w domu jedynie paczkę połamanych paluszków i tarty ser między zębami . 

Zapomniałam dodać, że rodzimy mimochodem, nie odrywając się od roboty. Wiecie...szybki poród pod baobabem, następnie dziecko w chuście przystawione do piersi i w pole, żeby nie było nadmiernych przestojów. Mężczyzna w naszym domu służył jedynie do rządzenia - na ścianach ma być taki kolor, kupiłem takie meble, moje majtki muszą leżeć na stole bo lubię na nie patrzeć, w czwartki ma być rosół, nie obcinaj włosów.


Oczywiście, w mojej rodzinie nie ma rozwodów. Chyba  wiadomo dlaczego? Bo żaden facet nie jest na tyle nieroztropny, żeby wypuszczać takie cuda (cudaki) z rąk. Prędzej by zabił, niż pozwolił odejść. To oczywiście wynika z czystej samczej zazdrości, która by go zadusiła, gdyby tylko wyobraził sobie, że jakiś facet poza nim może mieć takie łatwe życie. Inni mężczyźni muszą zdejmować buty, ostrzyć noże,  umieć naprawiać różne sprzęty, posługiwać się wiertarką, a może nawet przynosić węgiel z piwnicy i zmieniać koło w samochodzie. Nasze samce mogą leżeć na kanapach i ćwiczyć kciuk, lub też siedzieć w domu w elegancko wyprasowanej koszuli i zadawać szyku czekając na podanie obiadu, taniec brzucha i specjalnie przygotowany program wieczorny. O PMS-ach w życiu nie słyszałyśmy, nie znamy, osobiście nie praktykujemy, bo by nam to zmierzwiło ten różowy puszek, którym jesteśmy naturalnie otoczone. 

Wiecie, w normalnych domach kobieta podnosi głos i ma normalne pretensje, ze nie posprzątane, że naświnione w kuchni, że deska w toalecie nie jest opuszczona, że powinien się ogolić, że ma głupie pomysły. W mojej rodzinie to się nie zdarza. U nas codzienne życie wygląda tak:

- Jutro lecę w kosmos!
- Dobrze kochanie, zaraz znajdę termos.

- Kupię sobie czołg!
- Świetny pomysł, możesz go parkować na tych grządkach gdzie mam swoje ulubione kwiatki.

- Będę mial kochankę!
- Tylko proszę cię,  wybierz jakąś zdrową, ty tak łatwo łapiesz infekcje.

Wierzcie mi, jeśli by mój zakontraktowany powiedział, że ma zamiar jutro wyłupić sobie oczy lub odgryźć osobiście rodzinne klejnoty i zrobić z nich klik-klaki to pobiegłabym szukać odpowiedniego sznurka w szufladzie. 

Ale ponieważ z pokolenia na pokolenie, my kobiety lekko się wyemancypowałyśmy, a w mojej krwi burzy się feminizm, który spał przez jakieś ostatnie 1000 lat, to i ja staję się z roku na rok bardziej wypyszczona  i wymowna, i nawet śmiem mieć pretensje:

No, to teraz możemy wrócić do sceny początkowej:

Ja: Aaaa...chodz tu w tej chwili! Aaaaa!!!
On: Ale o co chodzi?
- O co chodzi? O co chodzi?Człowieku! Przybiłeś do ściany mój najlepszy koc! Czy ty masz dobrze w głowie???!!!
- No, i to jest powód żeby się tak wydzierać? Nawet nie wiedziałem, że potrafisz tak głośno krzyczeć!
- Chowałam tę umiejętność na ten specjalny moment!
- Ale co takiego? Nie przesadzasz?
- Przesadzam? Gdybyś miał normalną żonę, to twoje zwłoki już dawno leżałyby na kuchennej podłodze przebite widelcem do mięsa! Powinnam pewnie odtańczyć taniec radości, że koc, który dostałam od mamy na urodziny i hołubiłam w skrytości pokoju, ratując go przed zakusami podstępnie opróżniającego dom rodzinny juniora, został właśnie przyszpilony 12 cm gwoździami...aaaa...muszę się uspokoić bo zwariuję!
- No i co się takiego stało? Gaaabi, daj spokój. To jakaś histeria? Kompletnie cię nie poznaję.
- (cenzura)! Dlaczego ja nie mogę mieć normalnego życia? Dlaczego po powrocie do domu nie mogę znaleźć swoich rzeczy na miejscu? Chcę kłódkę na drzwiach pokoju! I drzwi pod prądem!!!
- Jasne - mruknął obrażając się natychmiast. - Zobacz jak ty się zachowujesz. Wracasz po dwóch tygodniach do domu i zamiast się relaksować to robisz aferę z powodu jakiegoś koca!
- Dlaczego...? Dlaczego koc jest przybity do ściany?
- Aaaa....no, widzisz...to jest kurtyna cieplna. Wiało z gory.
- I musiałeś do tego użyć mojego najlepszego koca? Nie mógł to być jakiś stary łach? Albo twoja kurtka?
- Ale ten tak leżał na boku, to pomyślałem, że niepotrzebny.
- Zejdź mi z oczu na co najmniej godzinę, bo jeszcze chwilę i zginiesz w męczarniach...

Co oznacza, że nie jestem jeszcze gotowa na pełną konfrontację. 

W podobny sposob straciłam niektóre meble (nie pasowały tutaj), ubrania(źle w tym wyglądałaś, to nie twój kolor), zastawę stołową (nie mieściła się na półce ), książki (zauważyłem, że nie wracasz do nich to wywiozłem do biblioteki, panie tak się ucieszyły), buty (nie były fajne, następnym razem powinnaś się poradzić zanim coś kupisz), narzuty na łóżka (chciałem zrobić z nich patchwork, ale coś nie wyszło) i wiele, wiele innych rzeczy.


-
Dodatek extra:
Tak, miałam skończyć ale tymczasem...
Wpadłam jak zwykle lekko spóźniona do salonu fryzjerskiego. Byłam tak bardzo podniecona wizją odświeżonych blondów z odrobiną złotego połysku, że z radości wyrwałam klamkę z drzwi. 

Nie wiem co ja mam w tych rękach...imadło? 4 lata temu wyrwałam drzwi od lodówki, tak na dobre...tak, że trzeba było zmienić lodówkę, a przecież przybiegłam tylko skubnąć listek sałaty i wypić szklaneczkę rosy zebranej o poranku! A tym razem klamka, wyrwana z mięsem z krwawiących trzewi drzwi, żyły na wierzchu, odrzwia w agonii. Straszny widok.  

Popatrzyłam na swoje malutkie rączki, i pomyślałam, że drzemie w nich moc,  a potem przyszło mi do głowy, że mój mąż to miał szczęście...i wszystkie żywe istoty, które przeszły przez moje dłonie też. Nie zapomnijmy jednak, że moja prababcia własnymi dłońmi wybudowała kamienicę, i jeszcze w wieku 95 lat sama przynosiła sobie węgiel z piwnicy, babcia pracowała już jako 5 latka, urodziła 6 dzieci, nie odrywając się nawet od łuskania fasoli, moja mama w pewnym momencie oprócz pracy zawodowej doglądała 3 odrębne  gospodarstwa domowe, mając do dyspozycji jedynie 24 godzinną dobę, a ja sama urodziłam 4 kg juniora przerywając studiowanie książki do gramatyki jedynie na 10 minut. Czym jest dla mnie taka materia jak chińska podróbka metalu? Hej!

Pieprzu!

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Każdy jest trudny, zanim stanie się łatwy.






Kiedy zapyta się mężczyznę, jak powinien wyglądać ideał kobiety, większość spuszcza oczy i bredzi coś o skromności, inteligencji, dobrym charakterze. 
Takie zabawne opowieści chorego w malignie, plecenie andronów lub dub smalonych, koszałki - opałki, fantasmagorie i dyrdymały. Nawet najbrzydszy facet na świecie chce mieć fajną laskę przy swoim boku. Oczywiście fajność jest dość dowolnie interpretowana i rozciąga się od Jolanty Rutowicz kim do diaska jest Jola, aż po "sky is the limit". Bo tak już ten świat został stworzony, że kobieta jest jak to najbardziej czerwone piórko w kapeluszu, nowe BMW albo sygnet rodowy na małym palcu, jej uroda określa status samca. 

Dowodem na moją tezę, niech będzie program TV o rolniku, który szuka żony. Obejrzałam sobie w internecie dwa/trzy odcinki i mogę wam opowiedzieć jak było:


Scena 1:

Rolnicy opowiadają o tym kim są i czego oczekują od przyszłej partnerki - tu mamy ecie-pecia, o którym wspomniałam wyżej,  z dodatkiem - pracowitości, ukochania ziemi, zwierzątek mieszkających na zagrodzie i szeroko pojętej bogobojności. Oczywiście uroda nie jest najważniejsza, bo liczy się wnęCZe. Niech będzie nawet koślawa, sinawa, a jej suknia plugawa, byle tylko chciała, kochała i do piersi przytulała. 

Scena 2:

Rolnicy gorączkowo, zębami otwierają listy, w których znajdują się zdjęcia kandydatek. I w tym momencie natura bierze górę. Listy, w których zdjęcia nie przedstawiały ładnej buzi, lądują na boku bez czytania, a panowie zaczynają się wykrzywiać coraz mocniej. Kto by się przejmował tym, co ma do powiedzenia dziewczyna bez widocznej urody? (bo bywa jeszcze taka mniej widoczna, ale to nie ten temat). 

W skrócie, bez względu na to, ile wysiłku włożyły panie w opisanie swoich zalet, te z lepszym zdjęciem wygryzły je w przedbiegach. W czasach fotografii cyfrowej zmarszczki, fałdki, cienie pod oczami, nie mają szans. Naturalna może być tylko dziewczynka do lat 15, lub staruszka 80+. Wtedy zachwycamy się niedoskonałościami, siwymi włosami, girlandą zmarszczek, piegami, przebarwieniami...cmokamy z zachwytu, że wreszcie tak normalnie, tak naturalnie. Ale same wolimy wersję pierwszą. I nie ma co się dziwić mężczyznom, że podążają dokładnie tym samym trendem. 

Scena 3:

Panie przyjeżdżają na pierwszy casting. I tu robi się jeszcze zabawniej. Jeden z rolników zapomniał już całkiem o tym, czego to chciał od kandydatki na przyszłą panią rolnikową, i ganiał po gumnie te które miały paznokcie jak Freddy Kruger, dekolty głębokości Rowu Mariańskiego i szpilki, w których ja sama mogłabym przemieścić się jedynie z łazienki do sypialni (potem z bólu pękłyby mi łydki i gałki oczne). Zapomniał, że na gadzinie i oziminie te walory urody raczej wrażenia nie zrobią, a w szpikach trudno będzie przed znarowionym knurem pierzchać po rżysku. 

Historia agrarno- emotywna nie miała happy-endu. Kiedy spadły różowe okulary, okazało się, że to tylko taka gra pozorów na użytek szklanego ekranu, i żadna z tych panien ani przez chwilę nie rozważała spędzenia reszty życia na sypaniu owsa prosiakom, czy czesaniu kupra kurakom. Ale należy wyciągnąć z tego wniosek,  że podrasowaniem walorów można większość mężczyzn zbałamucić. Przynajmniej na chwilę, bo jak się już ockną, to nic ich przed ucieczką nie powstrzyma. (chyba, że solidne mury)





Ci sami mężczyźni, którzy dostają oczopląsu na widok zgrabnych piersi, jędrnej pupy (lub podniesionej na wyższy poziom, aż do granic absurdu, jak u pani, która jest znana z tego, że jest znana - mega zadek) ładnej buzi, zgrabnych nóg, i którzy czują się z tego powodu niekomfortowo, bo wiedzą, że takie panie pozostają jedynie w sferze ich marzeń, obwiniają kobiety o to, że są łatwe i "lecą na kasę" . 


Siedzi sobie taki bezzębny, wyleniały Belzebub na wytartej kanapie, pociąga z butelki tanie piwsko i płacze, że świat jest niesprawiedliwy, bo te co mu się podobają, to traktują go jak powietrze. Z pewnością lecą na kasę, a on akurat kasę to cznia, i do roboty chodzić nie zamierza po to, żeby jakaś lalunia jego w pocie czoła wypracowaną kasę na perfumę zamieniała. Beznadziejne te dziewuchy, na wnęCZe chłopaka nie patrzą, tylko forsa się liczy...tylko forsa...

Kobiety? Łatwe? Z pewnością trudniejsze ni z faceci. Zaproponuj najbliżej siedzącej osobie seks.(ach, ile przy tym zabawy!szczególnie jeśli wcześniej zgasicie światło) Założę się, że jeśli jesteś kobietą, chętnego najdziesz w mniej niż 10 minut. Nie czarujmy się, to faceci są łatwi. Zawsze znajdziesz chętnego.

Dlaczego kobiety lecą na kasę? Ciekawe, że nie zadają sobie pytania dlaczego oni lecą na piersi jak arbuzy, nadmuchane usta i tyłek wielkości Wielkiej Raczy.


Nam, kobietom, tak bardzo na piękności naszych partnerów nie zależy. Głównie dlatego, że piękny facet to samo zło! Będzie okupował łazienkę, wydawał kasę na maseczki, manicure, farbował włosy, paprał się naszymi cudownymi kremami i był łakomym kąskiem dla wszystkich kłusowniczek. Straszliwie męczące, a w końcu to my jesteśmy stworzone do tego żeby lśnić, błyszczeć i pachnieć. Każda mądra kobieta unika przystojniaków w celach innych niż szybka i niezobowiązująca konsumpcja. Ciastko z kremem nie powinno być podstawą naszej codziennej diety, bo po kilku dniach nabawimy się zgagi, nadkwasoty i bolesnego refluksu. 

Atrakcyjność mężczyzny to znośny wygląd, klasa i kasa. Klasa bez kasy jest jak najbardziej w porządku, kasa bez klasy odpada całkowicie. 
Mężczyzna, który rokuje, że będzie miał kasę lub już ją ma, to smaczny kąsek. 
A dlaczego? A dlatego, ponieważ daje nam to nadzieję, że facet będzie robił coś więcej niż leżenie na tapczanie, dłubanie w nochalu i głośne rechotanie z powodu niezwykle udanej defekacji. Na dodatek mężczyźni źle znoszą sytuację, w której kobieta jest górą - ma wyższe stanowisko, więcej zarabia, jest bardziej znana. To wpędza ich w depresję, pijaństwo, gangsterkę i bijanie żony (niech się szantrapa nie wywyższa). 

 Co ciekawe, faceci, którzy znają swoją wartość nie jojczą, nie marudzą,  i nie wypisują w internecie, jak bardzo kobiety lecą na kasę. Oni po prostu żyją i  kochają:-) I to jest dla nas nadzieja, bo beauty is fading, i nie ma co z tym walczyć nadmiernie. (ale troszkę warto)  Pozostaje nam inwestować we wnęCZe. 


Wieprzu.




środa, 29 listopada 2017

Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje miało naraz...rozważania o urodzie okraszone zdjęciami.


 W życiu tak już jest, że ciągle wydaje nam się, że MY zasługujemy na to co najlepsze, że jesteśmy nieodkrytym cudem, który jedynie przez przypadek i złośliwość kulawego losu urodził się we Wdzydzach, zamiast w Los Angeles. Bo gdybyśmy urodzili się w Los Angeles, to hohoho...niech się Angelina i jej usta pompowane glonojada schowają w mysią dziurę. 

"Ech, gdyby mnie tak ubrali, uczesali i pomalowali, to wyglądałabym lepiej niż ona" mamroczemy pod nosem, siorbiąc kakao przy oglądaniu najnowszego zdjęcia Joanny Krupy, podciągając przy tym stare, luźne, frotowe skarpety i drapiąc się po nieestetycznie zarośniętej łydce. I to, moi drodzy, jest prawda. (nie, że mam zarośniętą łydkę, of course, chociaż z drugiej strony jestem zbyt leniwa żeby to teraz sprawdzić bo jest listopad). 

Nie ma brzydkich kobiet, są tylko nieudane ujęcia, niedobrane kolory i fatalne fryzury. Nie wierzycie? Dla posiadających Facebook polecam stronę Agnieszka Jany - your beauty adviser - przekonacie się same, jaką wielką można przejść przemianę nie używając skalpela. Nie, Agnieszka Jany mi nie płaci, ale muszę przyznać, że ja bym chętnie zapłaciła, żeby mi powiedziała jak z makolągwy przedzierzgnąć się w łabędzia. Bo wiecie, jak już bym się nauczyła malować, to przecież hohoho...może nawet przestałabym ubierać się na czarno-granatowo (bo wydaje mi się, że w każdym innym kolorze wyglądam jak bułka pszenna niedopieczona).


Dlaczego trudno jest być kobietą?Dlatego, że codzienne tortury są wpisane w naszą płeć. Same sobie zgotowałyśmy ten los wymyślając pielęgnację i makijaż. No,  po cholerę nam to było? Nie mogłyśmy sobie spokojnie siedzieć zapocone, zarośnięte po uszy w jaskiniach i ewentualnie iskać się nawzajem, pozbywając się z sierści pcheł? Jakaś nadgorliwa wariatka musiała stamtąd wyleźć i odkryć, że jak nie wytarła ust po zeżarciu jagód, to więcej samców kręciło się dookoła i znosiło jej kości mamuta do obgryzania. A potem poszła lawina - gorsety, krynoliny, chińska stópka, bransolety na szyjach, tatuaże, kolczyki w nosie, w uszach, w wargach wszelakich, skubanie brwi, pompowanie biustu, nadymanie ust, i wypełnianie pośladków. Aż doszłyśmy do wrót absurdu:
Czy rozświetlasz sobie pochwę? Czy już wybieliłaś odbyt?

Aż strach pomyśleć co będziemy sobie konturować i podrasowywać w następnym dziesięcioleciu. Liposukcja wątroby? Peeling żołądka? Skracanie jelita grubego? 
Nawet mężczyźni czują, że sprawa trochę za daleko zaszła, część zdążyła się przyzwyczaić, że piersi zawsze wskazują północ, a poranną toaletę kobieta zaczyna od rozprowadzaniu kolagenu, który przez noc odłoży się w prawej nodze, po reszcie ciała, żeby uzyskać wypukłości tam i tu, ale pojawiają się i tacy jak Kendrick Lamar, którym się marzy:

Pokaż mi coś naturalnego jak afro Richarda Pryor'a
Pokaż mi coś naturalnego jak tyłek z rozstępami" 

Niestety tyłki z rozstępami są do obejrzenia tylko za pieniądze, w drogich filmach dla dorosłych. Podobnie jak nieogolone strefy intymne. Tylko dla bogaczy. 

A jeszcze w cudownych latach 70tych, mogłyśmy dumnie nosić zarost na nogach i pod pachami, i dzięki temu mieć więcej czasu dla siebie. Pamiętam te czasy, kiedy wchodziłaś do morza i nie wiedziałaś co cię smyra po stopie - wodorosty czy  włosy łonowo - udowe przepływających obok pań. To były piękne czasy, których kobiety nie doceniały. Koncerny sprzedające golarki wmówiły nam, że musimy być gładziutkie jak niemowlaki, i tym samym skazały na niekończące się boje z maszynkami, piankami, krwawymi śladami na łydkach, wrastającymi włosami i swędzeniem spowodowanym odrastaniem w tempie ekspresowym tych kłaków - krzaków. 

Facetom się wydaje, że my jesteśmy takie ładne z urodzenia. Oj, naiwnyś, naiwnyś...jak dziecko we mgle. Żeby przypominać istotę ludzką mamy roboty więcej niż rolnik na przednówku.

Popatrzmy na mnie. Ten kto mnie zna, wie że normalnie, o poranku wyglądam tak:
sorry, mamo, lepiej nie patrz





Ale nie mogę przecież wyjść w takim stanie z domu lub wrzucać takiego zdjęcia na Facebooka, bo jak wiadomo  reality bites, a ja mam skórę wrażliwą na ukąszenia i muszę dbać o pozory. Na bycie brzydkim może sobie pozwolić tylko wyjątkowo inteligentna bestia, o znaczącej pozycji w stadzie. Jak mogłyśmy wyczytać ze Słoneczników (czy jest ktoś, kto nie czytał Słoneczników?), uroda to rzecz trywialna, a bycie interesująco brzydkim, to dopiero hit. Moim zdaniem nie dotyczy to kobiet. 
Kobieta musi piękną być. (piękno może być definiowane zupełnie dowolnie)

Ale kto do diaska miał nas nauczyć jak się robi z porannego koczkodana piękną kobietę? Ja dowiedziałam się o tym, że jest coś takiego jak puder w kremie, dobrze po trzydziestce. A jeszcze niedawno myślałam, że zalotka to coś do jedzenia. (znając siebie, to pewnie bym i tak zjadła, gdybym miała).

Jak być piękną do licha? No, na to pytanie odpowiedz mógł mi dać jedynie wujek google. 

Okazuje się, że piękno wymaga poświęceń i wydawania pieniędzy. Zacznijmy od przygotowania twarzy. Google powiedziało mi, kup sobie Gabryśka maseczkę z glinki różowej i nakładaj na lico, a wkrótce piękno twojej twarzy będzie porażające. Uwierzyłam.
Po batalii, w której poległa kuchnia, łazienka, cztery ręczniki, szlafrok, a ja biegałam po domu naga, ale za to z rozpylaczem w ręku, bo ta francowata maseczka nie może zaschnąć, zmycie tego czegoś sprawiło mi taką ulgę, że natychmiast ubyło mi z 15 lat!!!
Czy coś co nazywa się 'różową glinką" powinno mieć taki kolor? I czy nie wygląda to trochę jak powrót do czasów wesołych troglodytek? 

wiem że nie dostanę obiadu za umieszczenie tego zdjęcia



Policzyłam sobie, że jeśli bym chciała zrobić sobie peeling, nałożyć jakieś płatki kolagenowe pod oczy, wyregulować brwi (pięknie się nazywa, ale nie zapomnijmy, że to tortura polegająca na wyrywaniu włosów z ciała) to dnia byłoby za mało. Stwierdzając, że z twarzą mogę jeszcze zaczekać, postanowiłam przerzucić się na pielęgnację włosów. 

Obejrzałam więc parę programów na YOUTUBE i zobaczyłam siebie jako zapuszczone, kudłate zwierze, które nie ma pojęcia o tym co wyprawia się na jego głowie - zero wiedzy o sls-ach, humektantach, emolientach, peelingach, wcierkach i mgiełkach. Okazało się, że skalp też muszę peelingować, nastepnie masować olejami, emulgować odżywkami, spłukiwać trzymając głowę w odpowiedniej pozycji, posiadać odpowiednie zgrzebło, szczotkę, a włosów nie wolno mi owijać w ręcznik, a jedynie w stary t-shirt. Czy muszę dodawać, że komuś w tej rodzinie zniknęło parę koszulek XXL? 



Po pięciu godzinach moje włosy i skalp były cudownie zadbane, a mnie już było wszystko jedno, i chciałam się jedynie położyć.Gdziekolwiek. Niestety, nie mogłam, ponieważ musiałam czekać aż kłaczyska wyschną - bo suszyć nie należy, a na dodatek trzeba je do spania odpowiednio uczesać.
Kiedy włosomaniaczki uświadomiły mnie, że całą akcję muszę powtarzać dwa, trzy razy w tygodniu, postanowiłam kupić sobie fajną czapkę, a resztę pozostawić pani Anetce. Na włosomaniaczkę się nie nadaję. Z drugiej strony uwielbiam machnąć sobie fotkę u fryzjera, bo mam zawsze wrażenie, że biorę udział w jakimś widowisku science - fiction. 











Który facet by to wytrzymał? A to dopiero początek, bo przecież zostało mi do obrobienia całe ciało i wszystkie jego wypustki, a samych paznokci jest ze 20! do tego dwie pięty, łokcie, pachy, jeden wzgórek, cały areał do odchwaszczenia, centymetry kwadratowe natłuszczania, polerowania, balsamowania ....niestety, moja cierpliwość to nie guma z majtek. I jeszcze ta ciągła niepewność - czy nie rozdwajają mi się końcówki??? Czy paznokcie są w dobrej kondycji?  Czy któryś facet jest świadomy, że ma końcówki włosów i że trzeba o nie dbać?? Facetowi zależy najwyżej na jednej końcówce, i specjalnie się nią nie smuci. W nocy obudziłam się spocona z przerażenia, bo przypomniałam sobie, że nie zrobiłam peelingu ust! Poczułam natychmiast jak zanika mi łuk kupidyna! Jak żyć?


Nie jestem mistrzem makijażu i cieszę się, jeśli uda mi się pomalować rzęsy w taki sposób, żeby kropki nie odbijały mi się pod brwiami. Jestem natomiast mistrzem kamuflażu. Potrafię zamaskować nawet 3 cm odrost. Voile! 



Czyli, ustaliłyśmy, że wszystkie możemy być cool, pod warunkiem, że będziemy chowały to, co w nas nieładne, bo jednak na włosing, olejing, peeling, masking kilka razy w tygodniu to ja się nie piszę! Jeśli nie da się tego schować, należy nosić z dumą i lekkością. Jest szansa, iż nikt się nie zorientuje, że to nasz słaby punkt. 

Co za ulga.....




Czas leci, i już nigdy nie będę wyglądać tak, jak 44 lat temu.(właśnie wróciłam do takiej fryzury, bo nadzieja umiera ostatnia). Ale widzę, jaka głupia byłam, i jak zatruwałam sobie życie, uważając że jestem brzydulą, tylko dlatego, że miałam grzywkę w ząbek czesaną. Swój wstyd przeżywałam stokrotnie, ponieważ przez kilka lat fotograf w moim rodzinnym mieście umieszczał to zdjęcie (jestem na nim z naprawdę przystojnym kawalerem, który wręcza mi kwiaty) w wielkiej gablocie na Rynku z okazji 8 marca, i wszyscy mogli do woli śmiać się z mojej grzywki. 




Stwierdzam więc, że kiedy będę oglądać swoje zdjęcia z dzisiaj za 10 lat, pewnie powiem sobie to samo. Czemu ty dziewczyno tak się siebie czepiałaś? Postanowiłam przestać się czepiać i na podobieństwo Star cmokać do siebie z zachwytem co rano. I wam życzę takiego samego, pozytywnego podejścia do sprawy. Najważniejsze to polubić siebie, bez względu na wielkość walorów dodanych. 


Jest obecnie taki trend, żeby powtarzać po latach zdjęcia w tym samym miejscu, i podobnym uczesaniu i ciuchach. A więc, w 2018 w Świnoujściu, postanawiam zmierzyć się z tym:
Świnoujście, lato 1974




Buźka:-) Pieprzu.
A w następnym poście o tym dlaczego kobiety lecą na kasę i o mężczyźnie, który nie chciał być "idolem wiszących cycków". 

środa, 2 sierpnia 2017

Gdy seks tantryczny spędza ci sen z powiek czyli strzelaj seksapilem w nieboskłon, siostro!




"Anko! Hanko! Janku! Józku! Gnamy na tym samym wózku.
Podążamy w jedną stronę. Naczynia połączone.
Właśnie w tym sedno. Ty i ja to jedno.
My, Wy, Oni, One, naczynia połączone.
Jedno ciało, jeden cel, jeden bezcenny biznes.
Miłością nie zawiścią, empatią nie egoizmem.
Czas pod kopułę wbić, w czerep, łeb, głowiznę!
Wszyscy jesteśmy jednym organizmem!"

Łąki Łan

Czy jest coś bardziej ekscytującego niż początek związku? Te wszystkie spojrzenia, przypadkowe dotknięcia, obietnice i zapowiedzi czegoś niezwykłego, które powodują, że człowiek jest w stanie przenosić góry i biec do wybranki 6 km przez las, ruchome piaski, pola minowe i zagajniki barszczu sosnowskiego.

Bezspornie (służę przykładami), czasem bywa fajnie, ale zazwyczaj my kobiety więcej sobie wyobrażamy, niż faktycznie dostajemy. To zresztą wcale nie przeszkadza nam czepić się takiego "nie całkiem wirtuoza gier miłosnych" i znosić swój los dumnie, i z pokorą. Bo lepiej mieć, niż nie mieć (męskiego osobnika na własność). Przynajmniej dotyczy to mojego pokolenia, urodzonego i wychowanego we wczesnym prekambrze. 

Jeśli udało nam się trafić na talent, który na dodatek jest chociaż trochę kreatywny, to może być fajnie nawet pół wieku później. Jeśli mamy pecha, to już za chwilę będziemy obcować z Apollinem Obwisłym, paradującym w wyciągniętych do kolan, szarych majtasach, którego hobby to obcinanie paznokci u nóg, koniecznie w stołowym, tak żeby mogły wczepiać się na amen w wełniany dywan i zmienić go w wesołe rżysko. Oczywiście osobnik taki, oprócz potrzeb kulinarnych, posiada też te wyższego rzędu. I kiedy sobie o nich przypomni, wstaje, odrzuca w kąt cążki, podciąga majtasy, drapie się seksownie po za-padce piersiowej i z obleśnym uśmiechem na ustach rzuca w waszą stronę:

- A może byśmy tak...hehehe...
- Wpadli na dzień do Kazimierza? - rzucamy z nadzieją.
- Nie, nie..troszkę bliżej...do wyra, na małe bara-bara..

Jeśli dzieci położone już spać, pranie zrobione, zmywarka opróżniona, ból głowy wykorzystałyśmy już wczoraj, i nie ma gdzie uciec, musimy się pogodzić z nieuniknionym, no, bo w końcu ta przysięga małżeńska, a na dodatek ten strach, że jeśli powiemy nie, to może nas wyręczyć ta chuda żmija z czwartego piętra. Zresztą, kobieta to naiwne stworzenie, które ciągle wierzy, że "wszystko się może zdarzyć". Wierzcie mi! Nie może! Jeśli raz pozwolisz facetowi skręcić w stronę szarych majtasów, to wyciągnąć go z nich może jedynie inna kobieta. (chyba, że zastosujesz moją autorską metodę pt" Jak zostać księżniczką i wleźć na piedestał ")

Idziemy w końcu do tego wyra ,(o, naiwności niewieścia) i zanim jeszcze położymy kolano na materacu słyszymy:
- Haha...dziś możesz zrobić ze mną co chcesz. Jestem cały twój!!
No, to masz pozamiatane.





Na takie słowa dają się nabierać jedynie naiwne sarenki. My, zaprawione w bojach rosochate łosze, już dobrze wiemy, że w tłumaczeniu z chłopskiego na babskie, oznacza to mniej więcej:

-- Mam ochotę leżeć rozwalony na wyrze i czekać aż odwalisz całą robotę skacząc po mnie jak króliczek Duracella, zaciągając do ciężkiej harówki ręce, usta, język, kolana, piersi i inne części ciała ssając, masując, podszczypując, gładząc, liżąc, nacierając, rozmasowując i podrzucając w wolnych momentach do góry własne piersi, kręcąc nimi zwariowanego twista. A to wszystko ze zmysłowym uśmiechem na ustach! Nagrodą będzie soczysty klaps w tyłek, z wymyślnym komplementem:
- Klasa dziewucha. A teraz przynieś piwo!

I to właśnie jest powód tak zwanej "oziębłości kobiet", która nie istnieje przy prawdziwym drwalu z naszych marzeń. Taki drwal majtek nie nosi, a paznokcie u nóg obcina siekierą za chałupą. No i nie gada, jak potrzaskany o jakimś wyrze, a wpada do domu, w biegu rozpina flanelę,  i bierze nas gdzie popadnie: na stole, w stodole, na drągu, w pociągu...nie zdejmując nawet spodni. (bo kogo kręci całkiem nagi facet, ja się pytam?) A po dopełnieniu obowiązku przytula kudłatą brodę do naszych pleców, i szepcze nam w ucho takie rzeczy, że na samo wspomnienie ściskamy uda i zaczynamy się rumienić. 

Oczywiście, na brak drwala w naszym życiu same sobie zapracowujemy już na początku związku, kłamiąc jak z nut i udając orgazmy, tak dla świętego spokoju, a trochę ze strachu, żeby nie otrzymać etykietki "zimnej kłody". A przede wszystkim, żeby się chętny nie zniechęcił,i nie zwrócił z prośbą o pomoc do takiej jednej Aśki, co to może dyplomu magistra nie posiada, ale klękanie na życzenie opanowała do perfekcji. Pamiętajcie bowiem, powtórzę po raz setny, że nawet najbrzydszy facet wierzy, że zasługuje na Angelinę Jolie przy swoim boku. I będzie tej Angeliny poszukiwał, bo tak już został stworzony.  Na dodatek, chętnymi Angelinami wybrukowane są ulice każdego miasta i sioła, a także pampasy, puszcze, stepy i dżungle . 

Ale, wróćmy do sedna. Seks stał się udręką, co robić? Jeśli chcemy jakoś przetrwać w tych zgliszczach, bo oprócz łóżkowych igraszek, wszystko inne jakoś funkcjonuje, to polecam dwie metody do wypróbowania. 

Pierwsza:
  "Kto pierwszy, ten lepszy". 
Biegnij do wyra przed nim, i już w pełnym pędzie krzycz:
 Dziś jestem twoja, możesz zrobić ze mną co chcesz.

Bez obaw, dużo nie zrobi. Nie licz, że obudzisz w nim Grey'a, i że nagle wyciągnie spod łóżka pejcze, kajdanki i skórzaną maseczkę, albo posmaruje cię Nutellą, czy musztardą (to dla hardcorów) i zacznie ją z ciebie zlizywać. Z pewnością rozboli go głowa, na samą myśl o ilości roboty jaką ma do wykonania. Słowa "gra wstępna' doprowadzają mężczyzn do rozpaczy, bo brzmią jak zapowiedź wielogodzinnych tortur. Język mu kołowacieje, palce cierpną, kolana mdleją, lędźwie trzeszczą.  A mężczyzna nie lubi się przemęczać, jeśli nie musi.  Na samą myśl o takiej robocie wszystkie członki, z tym najpotrzebniejszym na czele, odmawiają mu posłuszeństwa. Bądź pewna, że szybko usłyszysz:
- Coś dzisiaj jestem zmęczony ...Wiesz co? Może teraz ty? A może lepiej sama dokończysz?

No i masz spokój. A jeśli coś ci tam po głowie chodzi, to umyj podłogi albo zaprzyjaźnij się z prysznicem. 



Druga metoda, jest prostsza, ale należy wprowadzić ją już na początku związku.
"Łóżko parzy" 
- pod żadnym pozorem nie pozwól mu zbliżyć się do łóżka w celach innych niż sen. W mieszkaniu jest wiele miejsc, które można wypróbować, i które dają dużo więcej przyjemności, niż miętoszenie pościeli. Schody nadają się do wszelkich igraszek wyśmienicie. Zaręczam wam, że żaden facet nie jest się w stanie wyłożyć się na nich płasko i zaproponować wam ujeżdżania. No, chyba że życzy sobie przerobienia kręgosłupa na rzeszoto. 

Problemem może być wrodzone lub nabyte lenistwo partnera. Po jakimś czasie może przestać chcieć wracać do domu. 

Jeśli twój facet nie tryska radością po powrocie z pracy, i zobaczeniu cię siedzącej nago, na stole w kuchni, i wcinającej lubieżnie kapiącego słodkim sokiem na twoje nagie piersi melona,to zaprawdę, powiadam ci, jest niereformowalny. Znajdź sobie jakieś inne hobby. Może kurs haftu krzyżykowego? Widziałaś te wszystkie blogi, gdzie kobiety produkują te wszystkie cudeńka? Torebki, obrazki, wyszywanki, laleczki, pierścioneczki itp. No, to teraz już wiesz czemu to robią. Nie mają wyjścia, ręce trzeba czymś zająć, a nadmiar energii w coś wypuścić. 

Istnieją na tym świecie uparte kobiety, których zawołaniem rodowym jest "ja go zmienię". Daj sobie spokój, sister. Nie zmienisz. Możesz zmienić jedynie jednego faceta na innego, ale proszę cię, wybieraj mądrze i nie rzucaj się jak wygłodniała hiena, na wszystko co nie ucieknie przed tobą na drzewo, i posiada adres. Jesteś kobietą. Fajny seks możesz mieć nawet po 80-tce, to tylko kwestia ilości lubrykantów. 

Można oczywiście próbować uczyć starego psa nowych sztuczek...! Tylko czy chce nam się aż tak męczyć?



Popatrzymy na Magdę, która właśnie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Zresztą, postanowiła nie ograniczać się jedynie do rąk, była gotowa do oddania wszelkich członków i zakamarków swojego ciała, żeby tylko coś wreszcie zaczęło się dziać w sypialni. Pragnęła żeby to było coś ekscytującego, bo obecnie sytuacja stanęła na nędznych dłużyznach, które nie prowadziły do wyczekiwanego finału, a skręcały na manowce skurczy, bóli głowy, albo czegoś ciekawego w TV, co natychmiast trzeba było obejrzeć. Czas na dobrą zmianę!


-Marek! Kiedy ostatni raz się kochaliśmy?
- Madziu..., co znowu za głupoty czytasz? 
- Słuchaj, spróbujmy czegoś nowego...tutaj piszą, że seks tantryczny, scala ze sobą związki...
- mmmm...brzmi nieciekawie...
- Posłuchaj, w tej gazecie jest napisane, że :"Tantra zajmuje się głównie uwalnianiem energii psychofizycznej – mocy zwiniętego węża kundalini, który znajduje się u podstawy kręgosłupa"**
Mojego węża nie trzeba uwalniać. W razie potrzeby uwalnia się sam! 
- Taaaa....posłuchaj! "Seks tantryczny stawia nacisk na przeżycia duchowe oraz na bliskość partnera; polega to na tym, by maksymalnie wydłużyć zbliżenie"
- hm...wydłużyć?a o jaką długość tu chodzi? wiesz, o 6.00 muszę wstać! 
- nie martw się, jeśli zaczniemy teraz to będziemy mieć sporo czasu
- Teraz??? Przed kolacją?
- Po kolacji nie masz energii nawet na to,  żeby zanieść talerz do kuchni...
- Dobrze, już dobrze...a jak to ma wyglądać?
- Chodzi o to, żeby maksymalnie wydłużyć grę wstępną. O!"Każdy pocałunek, dotyk, spojrzenie mają znaczenie. Seks tantryczny zakłada, że powstrzymywanie się przed szczytowaniem w przypadku mężczyzny pozwala mu zachować więcej energii, którą może on spożytkować podczas gry wstępnej, dając partnerce maksimum rozkoszy jeszcze bez stosunku."**
- Hm...
- No, spróbujmy,...mamy pieścić się nawzajem zaczynając od głowy, aż do stóp. Wiesz...możemy się pieścić, podgryzać, całować, dmuchać, lizać...będzie fajnie!
- Mam ci dmuchać w usta? 
- Chodzi o delikatne dmuchnięcie, a nie natychmiastowe spowodowanie rozedmy płuc, idioto! I zanim dojdziesz do ust, to po drodze masz inne części, którymi też masz się zająć!
- Dobra, a  możesz tę gazetę gdzieś położyć, żebym mógł zerkać...
- Nie chodzi o to żebyś bez przerwy gapił się w słowo pisane, masz skupić się na mnie..zobacz to łatwe do zapamiętania. Idziemy od głów do stóp....mówimy sobie komplementy i pieścimy się nawzajem. 
- A ile to ma trwać?





- Tyle, ile potrzeba! Ale najpierw  musimy się zrelaksować. Połóż się tu koło mnie, zamknij oczy,  i oddychaj głęboko....cztery głębokie wdechy i wydechy, żeby oczyścić myśli...
.....
-Hej! Ty chrapiesz!
- Nie, nie...tylko tak się jakoś głęboko  zrelaksowałem..i tak jakoś...
- Zaczynamy pieszczoty.  Idziemy pomału od głowy w dół, patrzymy sobie w oczy i mówimy do partnera coś seksownego...Jesteś piękny.
- Jestem piękny?!
- Ty masz mówić do mnie!
- Że jestem piękny?
- Na miłość boską, że ja jestem piękna. Masz mnie komplementować i pieścić!!
- Dobrze, dobrze...rozumiem już o co chodzi...możemy zaczynać?
- Jesteś super facetem...masz takie piękne zielone oczy...
- Zielone?
- Zielonkawe...i skup się na mnie!
- Jesteś super kobietą, masz takie piękne brązowe oczy...i te..te..
- Nie powtarzaj po mnie! Wymyśl coś sam... na dodatek ja jestem na twoich oczach, a ty przesunąłeś się do moich piersi.. Czy ty myślisz, że kobieta składa się tylko z piersi i waginy?.A gdzie nos, usta, szyja, uszy, kark?



- To wszystko też trzeba komplementować? To będzie trwało wieki...ok, ok..masz piękne usta, masz piękne, uszy, masz piękną szyję...twoje piersi...są..są..
- Pomału...wróć! Kiedy mówisz o moich uszach to zacznij je delikatnie pieścić..
- Ale ty mi nie pieść uszu, bo wtedy mam wrażenie, że to jakiś zabłąkany skorek skrada mi się do ucha...
--Dobrze, ucha nie...masz usta, które chce się całować..kochany..
- Mam cię teraz całować?
- Och, nie gadaj tylko działaj!
- Ale mówiłaś, że mam komplementować...
- Powiedz coś miłego o moich ustach, dotknij ich, pocałuj delikatnie
- Masz ładne usta
- Mówisz to bez żadnych uczuć!
- To może lepiej dmuchnę?
.....(po 10 minutach)

- Czy w cipkę tez mam ci dmuchać?
- Coś ty powiedział???!! W jaką cipkę??!! W jaką cipkę troglodyto zacofany! Cipki to są w rosole! W seksie tantrycznym nie ma żadnych cipek! To są drogocenne wrota, złoty lotos, albo kwiat piwonii...
- A ja co niby mam? 
- Jadeitową różdżkę, berło światła albo jaspisową łodygę!
- Ja-de-co? Zresztą nieważne. W moim przypadku możesz spokojnie wykreślić różdżkę i łodygę. Może być berło...Co cię tak śmieszy? To mam dmuchać w te drogocenne wierzeje?
- Nie bądź chamem! Wierzeje...twoja była to miała wierzeje, na dodatek ciągle szeroko otwarte..koń z bryczką i dwa zastępy piechurów z bagnetami by  się zmieściły!! I kolubryna!
- To co mam mówić ?
- Niech będzie kwiat piwonii..
- Bo już taka jesienna?....dobrze, dobrze, pokój. To wolno mi dotykać kwiatu lotosu, i tych tam chwastów, czy mam tylko obrabiać miedzę dookoła?
- A możesz użyć języka w innym celu niż tylko głupie gadanie?
- Wiesz co? Potrenujemy sobie  te pieszczoty następnym razem, bo robisz się nerwowa, a mieliśmy się odprężyć. Spróbujmy może dojść do finału. Są tam jakieś ciekawe pozycje?
- Są...o, tu...rozszczepianie bambusa!
- Że co?...Kto ma kogo rozszczepiać?
- Zachowujesz się jak truteń! A twoja duchowość jest na poziomie pantofelka!
Sam sobie przeczytaj!
- Ok... kobieta ..na plecach..mmm...ok...druga noga...acha,acha...przesuwa kolano...przechylając nogę partnerki...bla bla bla...punkt g...masaż stóp...stymulować...dotykać piersi...taaa...acha...
A możesz mi to jakoś rozrysować? Bo tutaj nie ma żadnej ilustracji...lewa noga tutaj..a prawa. Au!



-

- Kopnąłeś mnie w brodę!
-  Przepraszam...naderwałem chyba ścięgno.Wiesz co? Pokaż tą gazetę...ja coś wybiorę.O! Nosorożec! To mi się podoba..
- Jasne, zauważ, że znajduje się w rozdziale - dla małej jadeitowej różdżki.
 - A, to lepiej nie. To może być dla ciebie niebezpieczne.
- Wątpię. Dawaj śmiało...No! Nie krępuj się! Wyciągaj berło! Brama otwarta!
- Nie, lepiej nie..
- Mówię, dawaj!! Dawaj tego nosorożca bo cię palnę!
- A może coś innego...
- Wiesz co? Ja już chyba dość tej gimnastyki na dzisiaj. Idę pod prysznic!
- A to może ja się położę, a ty zrobisz ze mą co chcesz?
- ???! Teraz to już z pewnością idę pod prysznic..
- To  może chociaż potrząśniesz mi berłem?
-  Bujaj odwłok!


Post jest dedykowany mojemu ulubionemu Skorpionowi, wraz z piosenką. 
"Z kursu nie zepchną nas, idziemy prosto! Niech mówią nam co chcą, niech śmieją się i drwią. Łamiemy szyfry chmur!Strzelaj w nieboskłon, (siostro)! "


Przy zbieraniu doświadczeń do napisania tego postu, nie został skrzywdzony żaden osobnik płci męskiej, ani też żaden nie został pozostawiony bez pomocy w potrzebie. Żadne schody nie zostały uszkodzone. Tekst był sponsorowany przez dwa melony.

Pieprzu 
Ja jestem James, James Lovelock...
gorący jak jądro, lekki jak obłok


**https://kobieta.wp.pl/czym-jest-seks-tantryczny-5982754152297601a

środa, 28 września 2016

"Dzięki utożsamieniu członka z transcendencją sukcesy społeczne i duchowe mężczyzny promieniują również na czysto męskie walory" czyli kiedy Mars połyka Wenus.




                                    


"natural wayusmiech.gif wystarczy tyle na początek"*

Kupowałam ostatnio loda w osiedlowym sklepie. Ponieważ upał naciskał swoimi 34 stopniami, jeszcze zanim zapłaciłam, niecierpliwym ruchem  oswobodziłam loda z papierka i z lubością pozwoliłam swojemu językowi przejechać się szybkim ruchem od nasady aż po sam koniuszek jedwabistej słodyczy. Kieszeni miałam 6, a szperać w poszukiwaniu drobniaków mogłam tylko prawą ręką, dlatego zaczęłam się kręcić i wić niby kobieta wąż w trakcie zrzucania skóry,  i trochę czekolady znalazło się na moim biuście, widocznym wstydliwie w letnim dekolcie (nosze głębokie dekolty żeby zaoszczędzić na praniu bluzek). 

Jeszcze nie zdążyłam sapnąć ze złości, kiedy siedzące tam bezzębne dziadki, ssące ciepłą kaszankę, zaczęły przerzucać się śmiałymi propozycjami, kto i co może mi i z jakich okolic wylizać i wysiorbać, i jakiej to niebiańskiej rozkoszy niechybnie doznam poddając się tym pieszczotom. 

Ja wiem, że wyglądam na ofiarę losu i panienkę, co to nie umie dwa do dwóch dodać, ale wierzcie mi, w środku mnie mieszka Dziewica Orleańska z podniesionym mieczem. I jak już się zmuszę, to nawet potrafię się zdenerwować. Poczułam podniecającą ochotę złapania jednego z tych lepkich łbów oburącz i wciśnięcia go pomiędzy moje bliźnięta, a tym samym skazania go na śmierć przez uduszenie. Niestety, jak zwykle uśmiechnęłam się niewinnie i oddaliłam pospiesznie. 

 Oczywiście, ktoś może mi zarzucić, że gdyby zamiast książąt przedzierzgniętych w żaby, w sklepie pana Edka siedział na ławeczce ssąc kaszankę John Cusack  to jeszcze bym mu dopłaciła za wysiorbanie.To prawda. Jest taka możliwość. 

"Trzeba być sobą usmiech.gif ot cała filozofiausmiech.gif"

Moja droga mama, odkąd owdowiała musi barykadować drzwi, i kłamać, na temat posiadania mitycznego  narzeczonego, ponieważ tabuny wygłodniałych, trzęsących się ze starości  męskich zombie czatują u wyjścia z klatki schodowej, trąc wysuszonymi językami o drewniane futryny. Część z nich porusza się za pomocą balkoników, część kokietuje na problemy z prostatą, ale nie odpuszczają. Nawet złoto-zęby facet, co to ma furę i konia, smali do niej cholewki, próbując przynęcania na darmową dostawę ziemniaków z wniesieniem do piwnicy. (ziemniaków, nie matki)

Wszystko przez to, że ktoś podobno słyszał, jak matula rzuciła od niechcenia jednemu z kawalerów "Panie Stachu, tylko się rozbiorę i zaraz panu dam" niestety, zdanie powtarzane z ust do ust, zagubiło swój najważniejszy, końcowy element - klucze od piwnicy. Niektórzy zarzucają mojej mamie, że gdyby na tej furze przyjechał Janusz Gajos z dostawą buraków, to pewnie by się nie wahała i mu dała. To prawda. Jest taka możliwość. 

"a mi się wydaje, ze trzeba dużo gadać. to ich kreci"

Ale co jest? Czy równouprawnienie nie gwarantuje nam tego, że mamy możliwość wybrania sobie  tego kto będzie dbał o nasze ziemniaki?

Kobieta wiele zniesie. Jeśli już wyobraziliście sobie ile, to teraz pomnóżcie to przez dwa i dodajcie te liczbę, którą wymyśliliście na początku. 


Facet ma łatwiej, jemu nie pozwala na znoszenie więcej zwykła, ludzka fizjologia. Nie da rady, i już! Zwykła hydraulika. Prawdą jest, że facet jaki jest, taki jest. Wystarczy, że ma pieniądze lub władzę, i na tym może skończyć. Oczywiście najlepszą opcją jest posiadanie obu zalet jednocześnie, okraszonych nienachalną urodą.  
Historia pokazuje jednak, że nie trzeba być Justinem Trudeau, żeby kobiety leżały pokotem na twojej wycieraczce, wykopując się z niej nawzajem szpilkami od Manolo Blahnika.  

Nawet gdyby mężczyzna wyglądał jak połączenie płozy od sań z kłębkiem moheru, zawsze znajdzie się tłum chętnych, które będą spijać mu każde słowo z ust, przytakiwać z dziką radością, łasić się jak kotki w rui i kochać, ach kochać, aż do jego ostatniego grosza. Bo kobieta zniesie wszystko, nawet twój tupecik, pod warunkiem, że masz : pieniądze, władzę albo urodę amanta filmowego, a jako bonus potrafisz przeczesać grzywkę językiem. 

""Dokładnie, faceci patrzą na kobiety z punktu widzenia ich przydatności seksualnej, a kobiety doceniają tez inne aspekty, a może przede wszystkim nawet."

Czy Melania zainteresowałaby się Donaldem T. (zbieżność imienia i inicjału z innym Donaldem przypadkowa) gdyby robił zakupy w Biedronce, mieszkał na siódmym piętrze w bloku i walczył o kroksy w Lidlu? Myślę, że wyniosłe "spieprzaj dziadku", byłoby jedynym co mógłby usłyszeć .  A tak to -"Cenię pana inteligencję  i niesłychaną erudycję zmieszaną w cudownym koktajlu z czarem osobistym"... i jakie to ma znaczenie, że z jego fryzury śmieje się histerycznie pół globu, jeśli co wtorek  jeździmy Rolls Roycem  na woskowanie krocza? Bo to też zniesiemy. (bez mężczyzn hodowałybyśmy sobie owłosienie łonowe aż do kolan i plotły z niego fikuśne warkoczyki, a tymczasem musimy upodabniać się do oskubanych kurczaków i jeszcze same siebie okłamywać, że to dla higieny)

"najlepiej ich olewać; wtedy latają jak psy z pęcherzyną"

Bogaty facet inwestuje w przyjemności. Bogata kobieta inwestuje w siebie, żeby mieć jakiekolwiek szanse u samca. Nawet jeśli to samiec, który doprowadza ją do torsji, lub nawet jeśli to inwestowanie przedzierzga ją w Donatelle Versace. (Nie próbuj tego jeśli Twoje konto jest mniejsze niż parę milionów dolarów) 

Jeden z króliczków Playboya popełnił łzawe wyznanie na piśmie, gdzie przyznaje, że seks z Hue Hefnerem był najbardziej obrzydliwą rzeczą jakiej doświadczyła w życiu, i po każdym takim fiku-miku pędziła jak chart afgański z rozwianym włosem, dźwigając w obu dłoniach silikonowe piersi, prosto do toalety wyłożonej włoskim marmurem, aby tam w odosobnieniu zwymiotować foie gras zmieszane z Dom Perignon. Ponieważ jest kobietą, a jak wiemy, kobieta wiele zniesie, co wieczór jednak walczyła dzielnie z innymi blond pięknościami o miejsce w łożu Hue.  

Bo pieniądze kręcą światem. Władza też kręci. 
Jeśli facet, który wyrżnął i wydusił własnymi rekami pół Europy lata jak szalony po łące, żeby nam zebrać bukiecik zielska, następnie pada przed nami na kolana i trzecia godzinę znosi nasze gadanie o wyższości serialu M jak miłość nad serialem Barwy Szczęścia,  to to nas kręci. Mnie by kręciło. 

Niestety, ta zasada jak dotąd nie odnosiła się do kobiet. Najpierw musiałyśmy udowodnić, że jesteśmy wystarczająco zachwycające, żeby ktoś w ogóle chciał się po nas schylić.  Potem musimy pomału udowadniać, że mamy też coś w głowie, jednocześnie pamiętając, że zbytnie sukcesy, za wysoka płaca, wyłażący zza niedopiętego guziczka bluzki intelektualizm odejmuje nam urody tak jak każdy rok na naszym liczniku. 

I w  żadnym razie nie wolno nam wyznać, że jesteśmy feministkami, To przekreśla nas na wstępie. Dla 99 procent mężczyzn feministka to zaniedbana, lekko spocona i nieogolona babochłopka bez wdzięku i seksapilu, na dodatek żarłoczna. Takie dziwo, jak dwugłowe ciele - nadaje się jedynie do pokazywania w cyrku, ale nie do trzymania w porządnym mieszczańskim domu z pianinem i wersalką, a już z pewnością nie w sypialni gdzie stoi zdjęcie świętej pamięci mamusi. No, i przydałoby się, żeby lubiła seks na żądanie i na śniadanie. I nie zapominajmy, że mężczynie z wiekiem nie ubywa uroku, to jedynie żona mu się starzeje. On jest wciąż piękny i może nosić rozciągnięte galoty, wystawiać ogromny bojler na widok publiczny i ciągle uważa że jest uroczy.

Uwaga mężczyźni!Uwaga kobiety! Nadciąga wielka zmiana!
Niniejszym chciałam donieść drogim koleżankom, że czasy kiedy jakaś młódka była doczepiona niczym brelok do chłopiny o wątpliwej urodzie i uroku osobistym pasztetu z pieczarkami, minęły. Na zachodzie wyraźnie widać trend odwrotny - to my mamy teraz prawo wybrać sobie młodszego. 

Dlaczego? No, przestań pytać i porównaj siebie z męskimi równolatkami. Widzisz różnicę? Nie? To przestań golić głowę, a zacznij golić wąsy i nogi! Na woskowanie bikini przyjdzie pora po trzeciej randce. Załóż czerwone szpilki, załóż czarne pończochy i odpal coś motywującego. Nie...żaden tam jazz, coś mocno motywującego, takiego żeby zdmuchnęło zaczeski z łysin. A teraz kołysz biodrami...umyj się, uczesz się i wybieraj kogo chcesz:-)

Pieprzu w głębokim przysiadzie i szpilkach, trąca  w transie burakiem o ziemniaka i ssająca kaszankę na zimno.







*cytaty pochodzą z internetowego forum, temat : jak go zdobyć