Jak bardzo można oszaleć z miłości?
Wydawało mi się, że wiem już wszystko na ten temat, a moje lata doświadczeń (głównie cudzych) i tony literatury, powodują, że nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć
Błąd! Naiwnaś Gabryśka, zagubiona w tym świecie jak dziecko we mgle.
Są bowiem na świecie rzeczy, o których filozofom się nie śniło, a co dopiero takiemu pyłkowi w kosmosie, takiemu puszkowi na wietrze jak ja. I taka właśnie trudna do zrozumienia historia, wpadła ostatnio w moje ręce. Sprawdzałam kilkukrotnie - jest prawdziwa, a zdjęcia potwierdzające szaleństwo, można sobie odnaleźć w internecie. Historia miłosna, chociaż tak naprawdę, dla mnie samej od miłości oddalona o lata świetlne.
Wyobraźmy sobie jurną, jędrną, zdrową serem i czekoladą Szwajcarkę w kwiecie wieku, której pieniądze pozwalają na podróż z narzeczonym do Kenii. Tam właśnie w promieniach zachodzącego słońca (ale kicz!), na promie z miejscowości X do Y spostrzega siedzącego na barierce półnagiego Masaja i zapada na ciężką postać swędzącej miłości, po której tylko Masaj może ją podrapać . Zakochuje się natychmiast i nieodwołalnie, na śmierć i życie, a nawet na przysięgę małżeńską. Narzeczonego w trybie natychmiastowym odstawia na bok, i omdlewa z pożądania, kiedy udaje jej się natrafić na trop tambylca.
Z ogromną determinacją, graniczącą z opętaniem dowiaduje się jak też ma na imię hebanowy Amor, co przy braku wspólnego języka nie jest sprawą prostą, i załamana wraca do kraju, jako że bilet powrotny został wykupiony już wcześniej. Pomimo, że Szwajcaria wydaje nam się krainą mlekiem i miodem płynąca, nasza bohaterka cierpi tam niewymownie, serce jej krwawi i tęskni do pięknego Masaja, chociaż zdołała wymienić z nim tylko około 4 słów. - No problem! Hello!Hakuna Matata! Ciężko zakochana, sprzedaje cały szwajcarski kram, rezygnuje z sera i jak śmiercionośna strzała ściga wybrańca, który akurat wypasał kozy na drugiej półkuli, aby rzucić mu się w zdziwione, muskularne ramiona i wyszeptać - Bierz mnie Tarzanie. Jam Twoja Jane.
Masaj wziął co mu się w ręce wepchało, tym bardziej, że dysponowało niezłą gotówką, i skonsumował tak szybko jak tylko potrafił.(dokładnie pięcioma pchnięciami i trzema chrumknięciami - hmmm...człowiek miał jednak nadzieję na więcej finezji) I chciało by się rzec -i żyli w chacie z łajna krowiego długo i szczęśliwie, wypasając kozy i zaplatając sobie nawzajem warkoczyki. Niestety, jak można było przypuszczać - nic z tego, chociaż do ślubu kwiatuszek doprowadził.
Moim zdaniem, Szwajcarska globtroterka nie przerobiła dokładnie lekcji z okresu bycia nastolatką, kiedy człowiek wiesza na ścianie plakaty jakiegoś wyjącego odmieńca łamanego przez łysego szakala, i omdlewa dla niego z "miłości", dodając do papierowego obrazka wszystkie cudowne cechy charakteru, jakie tylko jest w stanie sobie wyobrazić. Oczywiście w życiu nie przyjdzie nastoletniej dziuni (czyli nam samym) do głowy, że szakal może być - leniwy, kłamliwy, obleśny, że pewnie mu się głośno odbija, a nawet śmierdzą mu stopy. Żadnemu bóstwu stopy nigdy nie śmierdziały, a więc i naszemu z pewnością też nie mogą.
Jestem w stanie wyobrazić sobie co też roiło się naszej pannie Hoffman w głowie, z pewnością wyglądało to tak:
....leżę sobie z pięknym Masajem, na plaży w Mombassa, na dowolnie wybranym boku. Co chwilę donoszą mi tace z owocami, po dekolcie cieknie mi sex on the beach, w oddali ktoś przygrywa na bębenku, a my przytuleni do siebie całujemy się od ranka do wieczora, i oddajemy się dzikim rozkoszom wyuzdania. Masaj pokazuje mi czarne ars amandi, , którego mój króliczek w życiu nie oglądał. Umieram z rozkoszy, ktoś nuci pod palmami...Ayaya Coco Jumbo, Ayaya...
I ogólnie jest super!
Tymczasem, jest kilka rzeczy, które ten cudowny sen bidulce troszku zamazały, rozbebłały, i zrobiły z niego kiszkę kaszaną. Przed wydaniem się za Masaja należy bowiem wziąć pod uwagę, że:
- Masajowie się nie całują.( auuu...5 pchnięc bez całowania i już?)
- Masajski język to nie niemiecki, angielski też nie.
- Masajowie nie dotykają cudzych genitaliów i nie lubią żeby ich były dotykane.(żadnego dzyń, dzyń dęcia w trąbkę, macania dzidy, ssania pierożka)
- Masaja nie pogłaszczesz po twarzy. (po pierwsze zniszczysz mu makijaż, a po drugie to nie uchodzi i możesz dostać dzidą przez wnętrzności)
-Masaj może mieć wiele żon.( a wiele z nich będzie młodszych od ciebie trzy razy)
- Masajscy mężczyźni nie jadają z babami.
- Masajski wojownik głównie siedzi w buszu z innymi chłopami i knuje, albo wypasa kozy dwie Sachary dalej.
-Masajskie kobiety są przed ślubem obrzezane.( a to niespodzianka, i co ty na to fraulein?)
-Masajowie żywią się mlekiem, mięsem i krowią krwią (jeszcze cieplutką)
- Chata Masaja jest uszczelniona krowim łajnem, i sięga nam gdzieś tak do kolan.
- Masajski chłop żuje liście jakiegoś świństwa i odpluwa dookoła, zwykle na podłogę chaty.
- Tak, w Afryce jest wiele much, jeszcze więcej, i więcej. Ale i tak ilość much nie dorasta do pięt ilości komarów.
- Lew, słoń, i inna gadzina, którą bezpiecznie ogląda się w zoo, może nam nieco utrudnić życie jeśli nasza chata znajduje się na głębokiej prowincji.
- W chacie Masaja brak pryszniców, wodę nosi się w kanistrach, czasem kilka kilometrów.
- Jeśli nawet masz pieniądze, nie oznacza to jeszcze, że w sklepach jest jedzenie.
- Na masajskim zadupiu nie ma szpitala, a w najbliższym niekoniecznie są leki, a jeśli są to i tak niekoniecznie je dostaniesz, a jeśli dostaniesz to nie znaczy, że są odpowiednie dla Ciebie fiołku alpejski.
-Ciężko żyje się z facetem, który nigdy w życiu nie nosił spodni, a jego sandały zrobione są ze starych opon samochodowych, i który ma na sobie więcej biżuterii niż ty miałaś przez całe życie.
Ja widać zostaje nam tylko matata, matata, matata...
Jak to się skończyło? Oczywiście zgodnie z przewidywaniami, nasza Szwajcarka po trzech latach dała dyla w Alpy, zabierając ze sobą świerzb, malarię, niewydolność nerek, anemię, i jeszcze parę innych interesujących chorób, a także córkę.
Morał:
W sumie, faceci są wszędzie tacy sami - niby z niego piękny Masaj, a pije, kłamie, jest zazdrosny, wydaje twoją kasę - identycznie jak Kowalski co to mieszka dwa domy dalej. Czy warto jeździć do Afryki aby się o tym przekonać? Przy Kowalskim mniej byłabym narażona na ten świerzb i malarię. No, i Kowalski nie kazałby mi się obrzezać, jeść mięsa z kozy, a także robić kupę jedynie za miastem i podcierać się kamykiem. Wybieram Kowalskiego!
Nie wiem dlaczego ale właśnie ta piosenka kojarzy mi się z przeczytaną książką...
Masaj jest piękny, Masaj uroczy...Masaju powiedz mi czy kochasz mnie...
Wieprzu, wciąż nieobrzezany, radosny jak norka bo z toaletą 4 metry dalej i zapasami papieru toaletowego.














