Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

Jeśli w Wielki Piątek deszcz kropi, radujcie się chłopi czyli szyty, bełyty - zawtra Wełygdeń!!





Drogi Czytelniku z okazji Świąt  - módl się (jeśli potrzebujesz), jedz (z umiarem), pij (jeśli lubisz), a przede wszystkim KOCHAJ. Kochaj szczególnie bliźniego, jak siebie samego.(co jest łatwiejsze, jeśli bliźni jest przystojny, wysoki, i potrafi oblizać sobie brwi językiem).

Tych cudowności życzy Ci Pieprz, (daleko od kraju ale z prezentem w postaci czekoladowego zajączka na kolanach)

sobota, 19 kwietnia 2014

Kochajcie – reszta jest niczym czyli wdzięczę się jak prosię na Wielkanoc,






                 Z okazji Wielkanocy - dla Was wszystkiego, czego byście życzyli mnie:)
I poklepcie mnie czasem po szczeciniastych pleckach,  jeśli coś Was rozbawi. Cmooook!

Wieprzu z Krainy Puddingu. (i pleśni)

czwartek, 6 czerwca 2013

Dziś kota nie będzie! Będę ja! Czyli czy można mieć romans z transcendencją na pokładzie Boeinga?



Zamiast kota - ja. Ponieważ to moje jedyne zdjęcie w życiu, na którym wyglądam ździebko romantycznie (czyt. tak jak nie wyglądam nigdy w życiu) zdecydowałam się je umieścić. Zamierzam zastygać częściej w takiej pozie, a kto wie, kto wie...być może odetka mi się ta arteria odpowiedzialna za rozumienie poezji i stanę sie bardziej uduchowiona? Przez moment pomyślałam nawet, że na fakt uduchowienia może mieć wpływ częste obcowanie z niebem. W końcu latam samolotem 3 razy w miesiącu...

Latanie ma swoje plusy. Oczywiście, jesli nie trzeba kwitnąć przy ścianie w oczekiwaniu na spóźniony samolot i trzymać kciuków za baterię w tablecie. Polaków na lotnisku można poznac bardzo łatwo - to ci co gromadza się dookoła tablicy odlotów przebierając nerwowo  kopytami i wpadają w galop natychmiast po ukazaniu się informacji o numerze wejścia. Nie wiem dlaczego ale żeby wejść do samolotu odlatującego do Polski albo Rumunii nalezy przejść  16 km śliskimi korytarzami, na krórych straszą napisy " w tym korytarzu nie ma toalet", następnie zejśc krętymi schodami do lochu, ustawić się wraz z setką innych oczekujących w pomieszczeniu o kubaturze 20 metrów kwadratowych i pocić wytrwale przez około 40 minut.

Kiedy człowiek wypoci już ostatnią kropelkę wody (nikt nie pije bo przeciez toalet w tych kazamatach brak), dzinsy przylepią mu się do półdupków, a włosy upodobnią do ślicznotki wyłażącej ze studni w filmie Ring, wtedy własnie otwierają się drzwi i owiewa nas orzeźwiający wiatr syberyjski. Już tylko kolejka do schodów na przeraźliwym wygwizowiu i jestesmy w środku. Sądząc po zapachu, wszyscy mają na sobie swetry ze spoconej kozy i skarpetki z sierści starego capa.

Nie kapryszę. Siadam na pierwszym wolnym, bez względu czy obok leci staruszka, niemowle, bracia syjamscy czy też jeżozwierz. Najciekawszym współpasażerem okazał się jak dotąd wokalista grupy Gospelowej IDMC Gospel Choir.

Nie musiałam wybierac się na koncert, miałam własny!Myślę, że w ciągu 2 godzin słowo GOD usłyszałam około 500 razy - śpiewane, mruczane i szeptane. Cały zespół bardzo fajny, otwarci ludzie z poczuciem humoru - do końca nie zorientowałam się, że miejsce do którego się wybierają to Częstochowa. To co wymawiali brzmiało bardziej jak Karpacz.

Miałam tez okazję leciec obok człowieka, który z detalami opowiedział mi na czym polega jego nowa praca. Ponieważ miało to związek z bankiem i informatyką odpadłam już przy drugim zdaniu, a on gadał i gadał i gadał. Była też pani - amatorka chrupek serowych z dużą ilością bransoletek. Z lewej strony, przez dwie godziny dobiegało "Brzdęk, szelestu-szelestu, brzdęk, chrrrrrup, chrup, chrup, mlask, brzdęk, brzdęk, szelstu, szelstu, chrrrrrup. chrrrrrup, mlask, mlask". No, i ten zapach...jakby się gorgonzola z camembertem zaciekle naparzały. I tak byłam wytrwała, dopóki nie zwróciła się w moją stronę z niewinnym zapytaniem o godzinę. 

Michelle od ciast - piecze wytrwale, i gada, gada, gada. Kiedy już zacznie, to ciężko sie przebić. Powiedziałam jej ostatnio, że mówi jak Vicky Pollard. Nie obraziła się, pomyślała chwilę, zaśmiała sie i przyznała mi rację. Ktos nie wie kim jest Vicky Pollard? Koniecznie trzeba nadrobić - od 0.55:)





Dobranoc:) I przewietrzmy swetry i skarpety!




poniedziałek, 6 maja 2013

Kot z Henfield. Niebezpieczny, podstępny i rudy!


Kot, który mnie śledził i próbował się dostać do mojej sypialni.
Ale jakby co...to udawał, że jest całkiem niezainteresowany. Na moje "kici, kici" zupełnie nie zwracał uwagi i gapił się w deski martwym kotem.

Albo przechodził mimo....
Ciasto z Henfield o wyjątkowo długiej nazwie. Równie niebezpieczne i podstępne jak kot. Pieczone nocą przez blond zabójczynię nazywaną Michelle. Michelle zawsze piecze nocą...a potem zostawia wypieki w kuchni. Czyż to nie okrutne?

czwartek, 24 maja 2012

Czuje się ogłuszony, że ludzki umysł tak niewielką wagę przykłada do filozoficznej i metafizycznej roli ekskrementów czyli Merda d’Artista!





Żeby Zrozumieć jak to jest ze mną o poranku trzeba zamknąć oczy i posłuchać tego:
http://www.youtube.com/watch?v=6ekQncY1RIg&feature=colike
(tak całkiem na marginesie jestem De-phazzo uzależniona)

Tak, tak…taka właśnie jestem o poranku : delikatna, eteryczna, z resztkami snu ciągnącymi się za mną jak włosy anielskie, niespieszna, zrelaksowana; kroczę sobie pośród leżących na podłodze psich skór niczym nimfa wodna przez nenufary, docieram bosą stópką do kuchni i maleńką rączką zakończoną długimi paznokciami (o matko huto! jak ja nie lubię obcinania paznokci i tak odrastają!) nastawiam sobie pachnącą kawę w tygielku. Bajka, po prostu poranna bajka. Ludzie nie lubią wstawać rano, a ja uwielbiam. Dlaczego? Bo nie muszę. Mogę sobie ten poranek celebrować w nieskończoność. Potem ablucje łazienkowe(dużo wanilii i czekolady) i zabieram Beasty Boys na spacerek do ogrodu. Krasnale, sztuczne żaby, motyle i plastikowe muchomory zgromadzone nad basenem i poutykane sprytnie pod choinkami uśmiechają się do mnie na powitanie, kaczka pluszcze się w oczku wodnym sąsiada, koty leżą na trawie za płotem i wypinają się porannie do psów i w ogóle jest cudownie.

/gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć jak rozpoczęły panowanie nad basenem krasnale to można tu http://zperspektywykrotkichnozek.blogspot.com/2010/07/witajcie-w-mojej-bajce-son-zagra-na.html teraz jest gorzej, dużo gorzej/

I nagle…zaczyna się. Bo nie zna życia kto nie mieszkał na małym, starym osiedlu domeczków z niewyobrażalną ilością emerytów dookoła. I żeby nie było, że brak mi doświadczenia życiowego - przez 15 lat mieszkałam w centrum miasta, w blokach, z ogródkiem piwnym, dyskoteką, klubem studenckim, akademikami i 2 szkołami dookoła, a także największa na tym terenie giełdą samochodową. Niejedno widziałam, niejednego doświadczyłam – nadzy studenci tańczący pogo w lasku, tabuny ekshibicjonistów czające się w krzakach obok akademików, sąsiedzi wyrzucający meble przez okno, pary kopulujące uroczo i rytmicznie na ławkach, ekskrementy parujące w porannym słońcu lub ukrywające się w czeluściach nieoświetlonej windy i tak dalej, i tak dalej. Jestem zahartowana!

No, ale do rzeczy. Tłum emerytów nie spoczywa na laurach, nie opala się w majowym słońcu, nie chodzi sobie boso po trawie, nie pluszcze ciał swoich życiem steranych w wodnych ruczajach, nie łapie w siatkę motyli, nie podziwia lotu ptaków przez lornetkę. Nie. Tłum emerytów od rana pracuje pilnie w obejściu. Sąsiedzi oprócz oczywiście ulubionych narzędzi gwałtu jak piły mechaniczne, kosiarki, podkaszarki, ubijarki, młoty pneumatyczne, wiertarki ręczne, udarowe, kolumnowe, wielowrzecionowe, siekiery, motyki, piłki, szklanki…(a nie, to chyba za daleko się posunęłam) mają usta, sztuczne szczęki i notorycznie krzywdzą mnie ustami swymi. Chyba mogłabym to nazwać gwałtem oralnym?

Zaczyna się niewinnie, od zwykłego „Dzień Dobry” przy płocie, potem jest narzekanie, że wszystko zdycha w ogródku bo samoloty, bo Amerykanie znowu cos rozrzucają, bo Putin coś rozpyla, bo rachunki za wysokie, i tak dalej, i dalej. Jeśli człowiek zdąży umknąć w tym momencie jest uratowany i może sobie pogratulować, jeśli nie…trafia w czeluście piekła, zagląda w najczarniejsze zakamarki czerni, śniadanie już nigdy nie będzie takie samo, a własna miska ustępowa zacznie go napawać przerażeniem. (w nawiasach moje myśli)

- A wie pani co…nie mam apetytu.
- Oh, jak mi przykro. (co do diaska mam powiedzieć?, że zaoszczędzi na wydatkach?)
- A bo wie pani, wczoraj zrobiłam kupę…
- (O kurzy kuper! Uciekać, uciekać…gdzie są psy???) taaak?..
- Patrzę (oh, nie, nie idź dalej)…patrzę, a tam cos w środku….
- Aaa? ? /oczy na boki, suchość w gardle)
- Myślę sobie – tasiemiec! (aaa! Po co naszykowałam sobie śniadanie? I tak go nie tknę..)
- Musze chyba..psy…do domu.. – dwa kroki w stronę domu.
- E, niech sobie poganiają.(przyszpilona) Biorę to w rękę /aaaaa! Litwo ojczyzno ty moja, ty jesteś jak zdrowie…./i widzę, że to się nie rusza….(buuu…mamo!)..umyłam pod kranem ( ten tylko sie dowie kto ..) i patrzę, a to plastik! Skąd plastik?
Tutaj włącza się sąsiad zza drugiego płota:
- Pani kochana! A ja peta znalazłem i kość! Skąd kość???? (niech się ktoś zlituje, niech cos wybuchnie, zawali się komin, ziemia rozstąpi)
- Zjadł pan? – pyta sąsiadka ciekawie
- ????Nie…wyrzuciłem na śmietnik! A pet też nie był mój, bo ja takich babskich nie palę.
- Ale to pewnie pan zjadł z chlebem!
- Pani(sąsiad tupie tłustymi nóżkami za płotem ze złości) mnie stać na szynkę, ja nie muszę petów zjadać! Co pani? Zgłupiała? (wycofuję się cichaczem)
- To skąd w kupie?
- W jakiej kupie? W rurze było!
- To z wodą pan wypił?
- A idźże pani w cholerę!

Miało być jeszcze o tym jak sąsiadka mnie goniła, żeby pokazać mi czyrak swój na pośladku ale wiecie co? Żal mi was drodzy czytelnicy, którzy wchodzicie tu przypadkowo wpisując w Google hasło: "angielskie upięcie firan" i trafiacie w ... no, jak kula w płot!

piątek, 27 kwietnia 2012

"Lubię sobie powypierać" - czyli wielki traktat o wieszaniu firanek i wycieraniu kurzów z dyndającymi piersiami w tle.



Renatka została w mej pamięci,właśnie z powodu tego zdania. Właściwie zetknęłam się z nią tylko dwa razy w życiu - pierwszy raz kiedy goniła swojego psa, a ja pożyczyłam jej smyczy; i po raz drugi - kiedy przyszłam tę smycz odzyskać. Renatka własnie "wypierała". Jej ogromne, blade piersi wyskoczyły z cielistego stanika i wisiały nad balią jak dwa dzwony Zygmunta, klaszczące i ocierające się o siebie, a ja patrzyłam na to urzeczona, ponieważ tyle kobiecości w jednym miejscu to rzadkość. Interesującym dodatkiem do piersi była wielka, okrągła, uśmiechnięta pupa obciągnięta różowymi majtkami w zalotne motylki, rytmicznie poruszająca się w takt pluskania - tez mi się podobała, podobnie jak sama Renatka - duża, okrągła, różowa. Miałam wtedy 11 lat, Renatka około 10 więcej.


- Wypieram - powiedziała do mnie, dając mi subtelnie do zrozumienia, że to co robi jest dużo ważniejsze niż moja potrzeba odzyskania smyczy. - A ty lubisz wypierać? Bo jak ja sobie powypieram, to się lepiej czuję.

**



Wzięłam sobie jej dewizę życiową do serca i "wypieram" dla relaksu do tej pory. Rozbieram się wtedy do rosołu, robię wielką mydlinę w misce i wypieram, wypieram, wypieram...a wypierając pozbywam się z głowy wszystkich brudów, plam, zacieków i już w czasie wywieszania jestem jak nowo narodzona. Niestety tracę tez zainteresowanie samym praniem, które później smętnie zwisa na sznurkach przez kilka dni i schnie na wiór, wyciągając suche rękawy i błagając przechodniów o litość. Strasznie przygnębiające, ale po wielkim praniu bywam leniwa.



Z wiekiem wypracowałam sobie własna metodę sprzątania, której wszyscy dookoła nie znoszą. Mianowicie sprzątam od boków do środka, a to oznacza, że kiedy zaczynam wygarniam wszystko z kątów na środek pokoju. Kiedy na środku mieszkania pojawi się wielka kupa śmieci przypominająca dymiąca Etnę, to znaczy, że jestem w swoim żywiole.
Uwielbiam rzucić się na tą kupę, zapalić papierosa, popatrzeć w sufit i przynajmniej 20 minut nie robić nic, a jedynie cieszyć się wielkością kupy. Później zaczynam WIELKĄ SEGREGACJĘ - kosz - znowu do kąta - półka - co to jest do diaska?? - fuj - o! nareszcie znalazłam! itd.


Wielkie sprzątanie wcale nie odbywa się u mnie przed świętami, a przed i po WIELKIEJ ROBOCIE. Zanim zacznę pracować głową, muszę mieć dookoła wylizane środowisko. W czasie pracy nie sprzątam ale dokładam, wyciągam, rozkładam, rozrzucam, nie ściele, nie jem, nie myję się, nie żyję...Ale kiedy skończę...zaczynam wyciągać ze wszystkich kątów na środek wielka kupę, zapalam papierosa i patrzę w sufit...



....A TERAZ posprzątałam po WIELKIEJ ROBOCIE i idę czytać co się zdarzyło na blogach, bo tyły mam niesamowite!

niedziela, 20 marca 2011

Życie to katastrofa morska, a każdy pływa jak umie. Ja czuję, że tonę!




I used to think that the day would never come
I'd see delight in the shade of the morning sun!


Jeśli katastrofa już całkiem mnie przytłoczy, za każdym razem uparcie nakładam słuchawki na uszy i zaczynam śpiewać z panem Sumnerem. Właściwie śpiewa on, bo ja głównie się wydzieram. Po 30 minutach czuję się dużo lepiej, stres idzie precz. Nic nie poradzę, że jestem dzieckiem lat 80 tych i New Order mam w żyłach.

Tym razem wszystko zaczęło się od ciepłej kąpieli. O~! czy jest coś piękniejszego niż poranna kąpiel? Staff twierdził co prawda, że wysokie drzewa ale pamiętam, że i tak wody było w tym wierszu co niemiara. Radio śpiewa wesoło, ja namydlam wszystkie moje różowe i miękkie członki i pieję z zachwytu; zamykam oczy i medytuję podczas gdy woda ciepłym strumieniem spływa sobie po wszystkich załamaniach mojego ciała pluskając wesolutko. I nagle trach! Stoję pod biczem wodnym prosto z Grenladii, skurczyłam sie co najmniej o 50 cm i jednym antylopim skokiem znalazłam na zewnątrz. Przebiegłam z krzykiem pół mieszkania zrywając na nogi cały zwierzyniec, pogrążony w porannej, upojnej drzemce. Lecąc tak jak wicher przez mieszkania mego dal zupełnie zapomniałam, że w okolicach psiej miski biegać nie należy i już za chwilę sunęłam po kafelkach w zupełnie niekontrolowanym stylu, by zderzyć się czołowo z lodówką. Czy ktoś z was kiedyś słyszał jaki odgłos wydaje nagie ciało przy zderzeniu z tym elementem wyposażenia kuchni? Było to coś między plaśnięciem, a cmoknięciem. Zresztą można sprawdzić samemu rzucając w szafę chłodniczą surowym kotletem - efekt zapewne będzie ten sam. Potłukłam sobie co tam miałam, skręciłam nogę i złamałam 3 paznokcie.

To niestety dopiero początek nieszczęść. Ktoś wpadł na pomysł, że braki w ciepłej wodzie są wywołane przez nieposprzątane kominy, a więc należy wezwać natychmiast kominiarzy. Nawet nie zdążyłam się do końca ubrać kiedy zadzwonili do drzwi. Na wszelki wypadek przygotowaliśmy stosy worów aby zasłonić mieszkanie przed ewentualnymi szkodami. Kominiarze podeszli nas lisio. Jeden z nich niczym zwinna kuna wydostał się na dach, a następnie złapał za komin i zaczął krzyczeć zupełnie nieprofesjonalnie:
- "Boże! Jak ja teraz z tego zejdę!!!"

No, fakt sytuacja była nieco patowa - dach spadzisty i mokry, a on w trampkach. Zdjęliśmy go później przy pomocy drabiny sąsiada, tymczasem jednak czymś do tego komina się przypiął i znienacka, bez zapowiedzi gruchnął jakąś kulą do środka. Z wnętrza domu dobiegł głuchy łomot i oknami na zewnątrz posypała się sadza.
"I przetkane" - rzucił wesoło drugi z kominiarzy stojący w ogrodzie.

Z domu wybiegło coś na kształt tłuściutkiego,postawnego, kuśtykającego murzynka, w damskiej spódnicy i z łacińskimi sentencjami na ustach. Przed domem rozgrywało się żywe piekło z jednym kominiarzem krzyczącym na dachu, drugim wrzeszczącym w ogródku i murzynkiem na ganku. Uciekłam do środka szacować straty. Były wielkie. Wszystko pokrywał czarny kolor, a na dodatek wiedziałam, że tylko ja nadaję się w tym domu do użytku czyli do sprzątania.

Założyłam strój jak najbardziej roboczy, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty. Tymczasem pod okienko przybyli czyściutcy i dobrze wychowani panowie z serwisu term grzewczych. Ponieważ jako jedyna w domu miałam jako tako zdrowe nogi, a więc wylazłam z lochów i otworzyłam drzwi. Muszę przyznać, że odwykłam już od robienia aż takiego wrażenia na mężczyznach. Sadzę miałam nawet na zębach i języku, twarz była oblepiona czarna tłustą mazią, z włosów kapał mi pot, a bluzka postanowiła rozpiąć się do pępka. Z falującym biustem na wierzchu (także czarnym) ruszyłam w ich stronę kuśtykając pędem i potykając się na schodach.

Nie ma jak dobre wychowanie. Panowie nawet nie mrugnęli tylko zeszli ze mną w czarne czeluście piwnicy i rozglądając się po gruzowisku powiedzieli.
" Prosilibyśmy tylko o jakąś ściereczkę bo nie chcielibyśmy nabrudzić"

W tym samym tygodniu miałam mnóstwo zajęć zawodowych, weekend w szkole co oznacza kolokwia, młodego inżyniera na wyżerce, urwała się rynna, dwie osoby zachorowały, urwała się druga rynna, ukradli kable od telefonu, zepsuł się livebox i dvd.
Ale ogólnie jest ok!
A teraz sobie pośpiewam:
Listen
I may be wrong but you're missing
There's something wrong you could say
Ruined in a day!




Dziś zagadka literacka jedynie dla hardcorów,najlepiej dla takich, którzy mogą zwiedzać farmę nieboszczyków nie przerywając przy tym chrupania jabłka. Resztę zwiedzających prosimy o opuszczenie niniejszej strony i zobaczenie czy śnieg czasem nie pada.

"Im bliżej sypialni, tym więcej much, od bzyczenia zaczynało mi się kręcić w głowie. Czułam jak się o mnie obijają i wzdrygałam za każdym razem, gdy któraś dotknęła mojej twarzy albo odkrytej skóry ręki. W czasie tej drugiej odsłony doszłam do łazienki. Była ohydna, nawet niespuszczona kupa w toalecie czegoś znieść nie mogła."

Pytanie - czego nie znosi niespuszczona kupa w toalecie?
Z całych sił próbowałam poczuć się przez moment takim pływającym kawałkiem ale niestety wyobraźnia mnie zawiodła. I skąd bohaterka wiedziała, że kupa nie jest zadowolona? Czy to jakoś rzuca się w oczy albo nozdrza? Czy kupa robi focha? A jeśli tak to czy wydyma usta? Podnosi w górę oczy w pozie mdlejącej czapli? Czy tupie kupią nóźką? Bije w wodę kupimi rączkami?
Ależ mam trudne zadanie na ten tydzień. Jakieś sugestie?
A w ogóle kto dał radę doczytać do końca oprócz Magenty?