Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 grudnia 2015

Gdzieś daleko za górami, moja młodość pod śniegami czyli jeśli w piątek nic nie czeka, to zabawi cię BUBLOteka.





W latach 80-tych wybuchł w Polsce rock. Muzyki słuchało się od rana do wieczora, na dodatek pojawiły się i takie stacje radiowe, które umożliwiały nocne nagrywanie całych płyt. Co prawda nocą, ale dobre i to. W 1982 roku rozpoczęła się Lista Przebojów programu trzeciego. I to właśnie tacy ludzie jak - Niedzwiecki, Mann, Kaczkowski, Beksiński, Kordowicz, dziennikarze muzyczni Programu Trzeciego kształtowali nasze niewinne i spragnione muzyki dusze. Rock we wszelkich odmianach rządził światem.

Pod spodem, w piwnicy muzyki, jednak ciągle coś się działo. Nie można było tego usłyszeć w Trójce, czy w Harcerskiej Liście Przebojów, ale wciąż pokazywało się w Opolu, Sopocie czy....w Bublotece. Bubloteka to audycja będąca antytezą Listy Przebojów Trójki, głosowało się na najgorsze usłyszane utwory. Tutaj wciąż żyła Eleni, można było pogibać się do Modern Talking albo posłuchać "przetłumaczonych" przez dziennikarza głębokich tekstów Gazebo. Jednym z prowadzących był Grzegorz Miecugow. A tu fragment audycji:


Za największy obciach w polskiej muzyce lat 80 tych jednogłośnie uznaje się:



1. Grupa Bolter - Daj mi tę noc. (piosenka mocno roszczeniowa). Chłopaki przestają nosić długie włosy, ale wciąż wzbraniają się przed zgoleniem wąsa. Pani ma na sobie spódnico - spodnie, hit tamtych czasów. 

"W ciepłych domach troski śpią
Utrudzone szarym dniem,
A tu w dłoni druga dłoń
I nadzieja w szkle"



2. Halina Benedyk i Marco Antonelli - Frontiera. Wielki hit roku 1984! Bardzo głęboki, i jakże wyrafinowany tekst " Gdzieś daleko za górami, moja młodość pod śniegami"

"Gdzieś daleko za górami młodość moja pod śniegami
Z czystym sercem dziś wyruszam żeby znaleźć miłość swą
Con quest'aria da bambina
Questo viso da straniera
Tu mi hai fatto innamorare
Ma mia stella brillera'

Po 26 latach Halina i Marco nagrali nową wersję przeboju, i ruszyli z koncertami po Polsce. Sale były pełne. Troszku ich ząbek czasu naruszył (JAK I NAS WSZYSTKICH), a Marco jakby zmalał? 






3. Mój osobisty faworyt. Utwór, którego nie znosiłam do kości.Niestety, potrafię zaśpiewać w całości. A jeśli usłyszę gdzieś przypadkiem, potrafię nucić przez następne 3 dni. Grupa Klincz - Jak lodu bryła. 
"Lecz po nocy tej najdłuższej
Musiał nadejść dzień
Kiedy słońce lody kruszy
Chcesz uciekać w cień
Po co jednak ta komedia
Poczuj wreszcie zew
Bo to pora odpowiednia, dzień"





I NAGRODA SPECJALNA!!! Lady Punk i Mniej niż zero w języku......prawie angielskim. Początek brzmi trochę jak niemiecki, potem jakby przechodzimy w szwedzki, wrzucamy troszkę holenderskiego i hiszpańskiego, a także jakby francuskie - ulala i mamy przebój gotowy do podbicia MTV.  Klękaj Europo:-)
"Ula models for top magazines 
See her smile in her pink limousine 
Queen of lipstick, shampoo and suncreams, 
She's the fun of every man's dreams 
She thinks she's ooh-la-la, 
But she's just la-de-da "


A jaki był dla Was największy muzyczny koszmar w polskiej muzyce lat 80 tych? Będę wdzięczna za każdy link.

WASZE TYPY:

OVE - Łkający Krzysztof w piżamie.



SZA...- Biesiadne must have - Kaczuchy



ZACOFANY-W-LEKTURZE - absolutny hicior, wyprzedzający swoje czasy Dżingis Chan i Trubadurzy.



LOLA - Krzysztof Krawczyk i Zatańczysz ze mną jeszcze raz (jest moc)



Mizia (via Facebook) - Mr Lennon Universe "Tekst jest tak porażająco dosłowny, że teledyskiem powinno być wideo z sekcji denata. 
Nienawidzę tego utworu z całego serca i też znam na pamięć!"


Izabelka: Łzawy i zawodzący Rezerwat

OLQA - słodkie słowo BOLNOŚĆ (tak słyszy) Kapitan Nemo (faktycznie BOLNOŚĆ!)

Pieprzu nucący Jak Lodu Bryła, a niech to dunder świśnie!!!

poniedziałek, 12 października 2015

Moja droga asfaltowa (a po niej jedzie Fiat) czyli zanim rock came to town.




Lata 70 zawsze kojarzyły mi się z najgorszym czasem w modzie, makijażu i muzyce. Pamiętam zamalowane na błękitni powieki pań, mnóstwo tapiru i lakieru, straszliwe platformy , afro i dużo łatwopalnych materiałów, które strzelały żywym ogniem przy pocieraniu.

Mężczyzna lat 70 tych to zwykle zarośnięty dziad pokutny i Jożin z Baźin w jednym. Elementy wabiące samicę to przede wszystkim włosy, włosy, włosy - od głowy, przez wąsy, uszy, nos, aż po klatkę piersiową. W misia na klacie był zwykle wplątany chyboczący się złoty medalion,  Zresztą co tu dużo mówić, wystarczy popatrzeć na zdjęcie poniżej. (jak tu uprawiać grę wstępną z kimś kto nosi desusy podciągnięte pod pępek, a w szczecinie na twarzy menu z zeszłego tygodnia? )
www.adme.ru


Niestety, przez wiele lat byłam całkowicie zamknięta na muzykę z tamtej dziesięciolatki, bo wydawało mi się, że jest dokładnym odbiciem mody tamtych lat - kicz, afro, złote zęby i sygnety.
Dla kogoś kto wychował się na Magistrze z Wyciętą Przysadką Mózgową, Deuterze, Sedesie, WC, czy też Siekierze i Armii, lata 70 jawiły się jako dno piekieł.

W filmie Marsjanin, główny bohater zostaje uwięziony na odległej planecie mając ze sobą tylko zbiór muzyki disco lat 70tych. Tak, ja go rozumiem. To obok braku jedzenia i tlenu, prawdziwy gwoźdź do trumny.

Dziś przedstawiam własne najgorsze koszmary tamtych lat .Musiało upłynąć bardzo dużo czasu, zanim spojrzałam łaskawym okiem na muzykę lat 70-tych, przez większość mojego życia uważałam ten okres za największą sromotę, gniota i koszmarek.

Kto to jeszcze pamięta?

Pierwsza popowa piosenka, którą poznałam w przedszkolu, znakomicie wpisuje się w nurt piosenki dancingowo - bujanej (inne : Moja Walerciu, Bo do tanga trzeba dwojga, Bal wszystkich świętych). W przedszkolu śpiewały ją masy przekształcając jej tekst na wszelkie sposoby. Pamiętam wujów i cioteczki nucących czule tę melodię, i chlipiącą w kąciku ciocię Lalę, której narzeczony wyjechał do Ameryki na chwilę, a pobyt przedłużył do dziś. Wokalista nazwany został Polskim Księciem, a piosenka odniosła ogromny sukces, i tu i tam.


Oh, oh moja droga ja cię kocham
Means that I love you so
Moja droga ja cię kocham
More than you'll ever know
Kocham ciebie calem sercem
Love you with all my heart
Return to me and always be
My melody of love





Piosenka z krajów bratnich.
Uczitelka tanca. Niezapomniany song, W latach 70-tych wykonawcy z krajów po tej samej stronie żelaznej kurtyny byli w Polsce bardzo popularni - Karel Got, Izi Korn, Josef Laufer, Zsuza Koncz, Ałła Pugaczowa...przyjeżdżali do nas swoimi wartburgami i trabantami, ubrani według najnowszej mody, nowocześni, wyluzowani i bardzo socjalistyczni. A publika szalała - łatwopalne krempliny ocierały się słodko o koszule non iron,, męskie pekaesy plątały się w tańcu ze świeżymi, jeszcze dymiącymi trwałymi.Tango to je lasky wyznanie.






Dyskotekowo. Piosenka, której nikt kto żył w latach 70-tych nie może pominąć. Chłopaki doskonale wpisują się ubiorem i fryzurami w klimat tamtych czasów (szerokie kołnierzyki wyłożone na marynarę, koszula rozpięta, wisior plątający się we włosach na klacie,0:10 - sygnet, o jakim marzył każdy mężczyzna chcący uchodzić za modnego i nowoczesnego), dziewczyny w stylu Aniołków Charliego, no i niezapomniany układ taneczny 0:48. Ten układ każdy chłopak na dyskotece starał się dokładnie powtórzyć.





Piosenka etniczno -gimnastyczna.
w latach 70-tych zaczęliśmy otwierać się na egzotykę i obce języki. Afric Simone - człowiek, który śpiewał w niezidentyfikowanym języku . Sam tekst już powalał na kolana i sugerował tematykę miłości i wolnego seksu.


a dingi dingi dingi ha ha ha
a dingu dingu prrrrrrrr ramaya

Ramaya, o ho ho ramaya
avantoo ramaya, diranga DUPALA, hohoho
Ramaya, o ho ho ramaya
avantoo ramaya e DUPALA.

Prrrr motone ki elille (la la la la la la)
a keki prrr keki wanne ki elille (la la la la la la)
Boomala tomala a malonga (la la la la la la)
aryki prrrr ZASRANA PITONGA (la la la la la la)

Hey dziamosi bara bara, hey dziamosi bara bara
Y longa ti, she longa ti , eisze ba ba ba!

Afrik dawał całego siebie - szpagaty, kazaczoki, tańce góralskie, sam szał! Zastanawiacie się po co mu krzesło na scenie? Afric wprowadził nową jakość do tańca lat 70-tych - szalony pląs z krzesłem w zębach - 2.34. Warto zobaczyć. Ciekawe co powiedziałby na to 50 cent?






I niemiecka piosenka etniczna - wszystkie elementy zachowane - goła klatka, wisior, wąs i długi włos. 






A wy? Przy jakim wstydliwym songu oglądaliście swoich pląsających rodziców?

*******
dodatek optymistyczny:
Koniec czerwca 1978 roku, późny wieczór, wpatrujemy się w niebo żeby zobaczyć przelatującego Hermaszewskiego. Niestety, Hermaszewskiego nie udało nam się namierzyć, natomiast radio zagrało coś co wywołało we mnie paraliż, gęsią skórkę i radość, że istnieje nadzieja dla muzyki!!!
Panie i Panowie, moja miłość od 1978 (za 3 lata będziemy obchodzić czterdziestolecie!)




Pieprz zautomatyzowany.

czwartek, 17 września 2015

To, co popularne, jest złe czyli trzy utwory, które zdominowały moje dzieciństwo i przygotowały mnie do bycia nastolatką.



O tym, jak trzy piosenki wpłynęły na kształtowanie się mojego charakteru;

Piosenka numer jeden, która spowodowała że w życiu dorosłym jestem sceptykiem:

Moje najwcześniejsze wspomnienie związane z muzyką to wesoła piosenka -  Krakowiaczek (jeden miał koników siedem). Śpiewała mi ją nieprzeczuwająca niczego babcia. Piosenka zabiła mi niezłego ćwieka na parę lat. Całe dzieciństwo zastanawiałam się, co jest nie tak z Krakowiankami, które strugają sobie chłopców z drewna i lepią dziewczynki z wosku. Czy nie mogą normalnie uprawiać seksu z innym homo sapiens? I ile wosku potrzebowała Krakowianka, na stworzenie fajnej, jędrnej dziewczynki? Ile drzazg musiała sobie wyłuskiwać wieczorem Krakowianka po obcowaniu z chłopcem? Pytania, pytania, pytania...
Dlatego tej pory ludzie z Krakowa budzą we mnie nieufność.  A przecież jeszcze ta szabelka, co to Krakowiaczkowi zardzewiała przez siedem lat wojowania. Też jakieś takie dwuznaczne. Prawda?


"Krakowianka jedna
miała chłopca z drewna,
a dziewczynkę z wosku,
wszystko po krakowsku."

Piosenka numer dwa, która zaszczepiła we mnie chęć świntuszenia i zabiła w zaraniu romantyzm i radość z rodzinnego biesiadowania:

Okres dzieciństwa to korowód imprez rodzinnych, na których śpiewało się dużo i głośno, zanim się nie padło twarzą w sałatkę jarzynową z majonezem. Świętowanie w mojej rodzinie ciągnęło się jak rok długi od stycznia do grudnia - imieniny, urodziny, wesela, poprawiny, chrzciny i rocznice. No, i jeszcze Barbórka!

W śpiewaniu rubasznych pieśni szczególnie przodował  wujek Marian. Był pieśniarzem głęboko oddanym swojemu hobby.  Krztusił się się sałatką, kaszlał w śledzika ale pieśni nigdy nie przerwał, a nawet jeśli przerwał to i tak echo wciąż grało. Ulubioną pieśnią wujka Mariana była zdecydowanie Walercia:


Zaskakująco inteligentna pointa każdej zwrotki tej pieśni do tej pory budzi we mnie wzruszenia, jakich żaden tam Justin Biber nie wywoła. 
"Panno Walerciu, wsadzę ci, panno Walerciu, wsadzę ci,
Wsadzę ci piórko do kapelusza, panno Walerciu, wsadzę ci.
           Panno Walerciu czarną masz, panno Walerciu czarną 


               masz, wstążeczkę z pluszu przy kapeluszu, 

panno Walerciu czarną masz. "


Nie ma się co dziwić, że lubię świntuszyć skoro Walercia stała się punktem obowiązkowym każdego rodzinnego spotkania. Z drugiej strony, tak wczesne przejście z piosenką biesiadną na ty, spowodowało we mnie całkowitą obojętność na tak modne w latach 90 disco polo. Byłam biesiadno-oporna. 

Nabawiłam się też weselo - fobii. Konsekwentnie odmawiałam brania udziału we wszelkich rodzinnych imprezach i weselach, ze swoim własnym włącznie. Nie mogłam znieść myśli, że będę się musiała wesoło uśmiechać do wszelkich kuzynów, ciotek i wujków,towarzyszyć im na parkiecie w tańcu chochołów i po raz tysięczny wysłuchiwać Walerci. Wiem, złą kobietą byłam. Do tego stopnia złą, że na własne wesele też się nie zgodziłam, a obiad po-ślubny był imprezą bezalkoholową. Co do tej pory jest wspominane w mojej rodzinie jako swoiste kuriozum. Mam nadzieję, że moje własne dziecko po ślubie pójdzie sobie spokojnie do kina, albo do kawiarni i nie każe starej matce tańczyć i śpiewać Walerci oraz spędzać kilku godzin nad kwaśniejącą sałatką.

Piosenka numer trzy, dzięki której wiem, że nie należy włazić tam gdzie straszy:





W tym domu straszy - nie chodź tam o brzasku.
Źle z oczu patrzy nawet psu, co targa łańcuch.
Ktoś nocą łazi, światło ktoś pali w dzień,
W tym domu dziwne rzeczy dzieją się,
W tym domu dziwne rzeczy dzieją się.

Nie mów sobie po cichu: "co będzie, to będzie",
Lecz uważaj, dziewczyno, uważaj na siebie,
Bo możesz trafić, kto wie, gorzej niż źle


Jak widać już wtedy lubiłam teksty z dreszczykiem. Mogłam słuchać tego godzinami, i pogrążać się coraz mocniej we własnej wyobraźni, penetrując jej najciemniejsze zakurzone kątki. 

Dlatego właśnie, z zasady nie plątam się po odludnych i pustych budynkach, nie eksploruję piwnic, i dałam się namówić na jedną tylko, jak dotąd randkę na cmentarzu. Pan Andrzej wyraźnie śpiewał, że mamrotanie sobie pod nosem 'co będzie, to będzie" nie jest dobrym mottem życiowym dla szanującej się dziewczynki, która chce dożyć do świętej komunii i otrzymać zegarek oraz rower. (roweru nie dostałam, bo jak wiadomo miałam zakaz pedałowania konsekwentnie utrzymywany prawie do momentu mojej pełnoletniości. Dzięki temu jeżdżę jak ostatnia łajza.) 

Ponieważ utworu "W tym domu straszy" słuchałam jakieś 100 razy dziennie, to obecnie nie jestem typem blondynki, która zaciekawiona jakimś cholernym szmerem w piwnicy bierze drgającą i dopalającą się świeczkę w rękę i złazi po spróchniałych schodach do kazamatów, popatrzeć co tak skrobie pod podłogą. Noooo way! 
 A jeśli już muszę spać w domu, w którym może straszyć to proszę mi pozwolić zacytować samą siebie/:

(dom, do którego przybyłam znajdował się na wsi angielskiej):


Weszłam do środka, przeszłam się w górę i w dół, zajrzałam do szaf i schowków bo jeśli już jakiś wampirz dostał się wcześniej do środka to lepiej wiedzieć wcześniej niż dowiedzieć się o tym w środku nocy. Dom był pusty i chłodny. Rozlokowałam się i zaczęłam robić atmosferę - telewizor, tu światło, tam lampka, gwiżdżący czajnik. Tak się tym zmęczyłam, że musiałam wyjść na zewnątrz i zapalić. Zaciągnęłam się dymem po adidasy i zaczęłam się uspokajać, niestety nie na długo - ciemność dookoła zdawała się krzyczeć, ba! wrzeszczeć na mnie. W takich wypadkach moja wyobraźnia zaczyna żyć własnym życiem, z przodu przez trawę wyraźnie sunęła w moją stronę sina dłoń, zza krzaków na lewo coś mrygało bezczelnie, a z prawej słyszałam czyjś oddech. (...)

 Zgasiłam papierosa drżącą ręką i natychmiast znalazłam się w środku, niestety okno sięgało od sufitu do podłogi, nie miało zasłon i wychodziło na ciemny, pełen dzikiego zwierza i grozy ogród. Przytuliłam twarz do szyby, ogród popatrzył na mnie i było mu łatwiej bo to u mnie świeciło się światło, i to on miał mnie na widelcu. Wyraźnie śledził każdy mój ruch.

Postanowiłam zabarykadować się w pokoju. W tym celu dosunęłam do drzwi wolne łóżko, budząc przy tym smacznie śpiące za nim pająki. Natychmiast tez pożałowałam tego kroku, bo ze strachu okropnie chciało mi się siusiu. Ledwo żywa z przerażenia, zmęczenia i wysiłku, przebiegłam do łazienki, starając się nie patrzeć w stronę ciemnego ogrodu. Ale kątem oka wyraźnie widziałam, że zaczynają się tam niezłe harce i ilość morderców - zwyrodnialców wyraźnie się potroiła."

A jaka jest wasza melodia z dzieciństwa?
Pieprzu  tańczący la-ba-da.