Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sex dla ubogich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sex dla ubogich. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 sierpnia 2017

Gdy seks tantryczny spędza ci sen z powiek czyli strzelaj seksapilem w nieboskłon, siostro!




"Anko! Hanko! Janku! Józku! Gnamy na tym samym wózku.
Podążamy w jedną stronę. Naczynia połączone.
Właśnie w tym sedno. Ty i ja to jedno.
My, Wy, Oni, One, naczynia połączone.
Jedno ciało, jeden cel, jeden bezcenny biznes.
Miłością nie zawiścią, empatią nie egoizmem.
Czas pod kopułę wbić, w czerep, łeb, głowiznę!
Wszyscy jesteśmy jednym organizmem!"

Łąki Łan

Czy jest coś bardziej ekscytującego niż początek związku? Te wszystkie spojrzenia, przypadkowe dotknięcia, obietnice i zapowiedzi czegoś niezwykłego, które powodują, że człowiek jest w stanie przenosić góry i biec do wybranki 6 km przez las, ruchome piaski, pola minowe i zagajniki barszczu sosnowskiego.

Bezspornie (służę przykładami), czasem bywa fajnie, ale zazwyczaj my kobiety więcej sobie wyobrażamy, niż faktycznie dostajemy. To zresztą wcale nie przeszkadza nam czepić się takiego "nie całkiem wirtuoza gier miłosnych" i znosić swój los dumnie, i z pokorą. Bo lepiej mieć, niż nie mieć (męskiego osobnika na własność). Przynajmniej dotyczy to mojego pokolenia, urodzonego i wychowanego we wczesnym prekambrze. 

Jeśli udało nam się trafić na talent, który na dodatek jest chociaż trochę kreatywny, to może być fajnie nawet pół wieku później. Jeśli mamy pecha, to już za chwilę będziemy obcować z Apollinem Obwisłym, paradującym w wyciągniętych do kolan, szarych majtasach, którego hobby to obcinanie paznokci u nóg, koniecznie w stołowym, tak żeby mogły wczepiać się na amen w wełniany dywan i zmienić go w wesołe rżysko. Oczywiście osobnik taki, oprócz potrzeb kulinarnych, posiada też te wyższego rzędu. I kiedy sobie o nich przypomni, wstaje, odrzuca w kąt cążki, podciąga majtasy, drapie się seksownie po za-padce piersiowej i z obleśnym uśmiechem na ustach rzuca w waszą stronę:

- A może byśmy tak...hehehe...
- Wpadli na dzień do Kazimierza? - rzucamy z nadzieją.
- Nie, nie..troszkę bliżej...do wyra, na małe bara-bara..

Jeśli dzieci położone już spać, pranie zrobione, zmywarka opróżniona, ból głowy wykorzystałyśmy już wczoraj, i nie ma gdzie uciec, musimy się pogodzić z nieuniknionym, no, bo w końcu ta przysięga małżeńska, a na dodatek ten strach, że jeśli powiemy nie, to może nas wyręczyć ta chuda żmija z czwartego piętra. Zresztą, kobieta to naiwne stworzenie, które ciągle wierzy, że "wszystko się może zdarzyć". Wierzcie mi! Nie może! Jeśli raz pozwolisz facetowi skręcić w stronę szarych majtasów, to wyciągnąć go z nich może jedynie inna kobieta. (chyba, że zastosujesz moją autorską metodę pt" Jak zostać księżniczką i wleźć na piedestał ")

Idziemy w końcu do tego wyra ,(o, naiwności niewieścia) i zanim jeszcze położymy kolano na materacu słyszymy:
- Haha...dziś możesz zrobić ze mną co chcesz. Jestem cały twój!!
No, to masz pozamiatane.





Na takie słowa dają się nabierać jedynie naiwne sarenki. My, zaprawione w bojach rosochate łosze, już dobrze wiemy, że w tłumaczeniu z chłopskiego na babskie, oznacza to mniej więcej:

-- Mam ochotę leżeć rozwalony na wyrze i czekać aż odwalisz całą robotę skacząc po mnie jak króliczek Duracella, zaciągając do ciężkiej harówki ręce, usta, język, kolana, piersi i inne części ciała ssając, masując, podszczypując, gładząc, liżąc, nacierając, rozmasowując i podrzucając w wolnych momentach do góry własne piersi, kręcąc nimi zwariowanego twista. A to wszystko ze zmysłowym uśmiechem na ustach! Nagrodą będzie soczysty klaps w tyłek, z wymyślnym komplementem:
- Klasa dziewucha. A teraz przynieś piwo!

I to właśnie jest powód tak zwanej "oziębłości kobiet", która nie istnieje przy prawdziwym drwalu z naszych marzeń. Taki drwal majtek nie nosi, a paznokcie u nóg obcina siekierą za chałupą. No i nie gada, jak potrzaskany o jakimś wyrze, a wpada do domu, w biegu rozpina flanelę,  i bierze nas gdzie popadnie: na stole, w stodole, na drągu, w pociągu...nie zdejmując nawet spodni. (bo kogo kręci całkiem nagi facet, ja się pytam?) A po dopełnieniu obowiązku przytula kudłatą brodę do naszych pleców, i szepcze nam w ucho takie rzeczy, że na samo wspomnienie ściskamy uda i zaczynamy się rumienić. 

Oczywiście, na brak drwala w naszym życiu same sobie zapracowujemy już na początku związku, kłamiąc jak z nut i udając orgazmy, tak dla świętego spokoju, a trochę ze strachu, żeby nie otrzymać etykietki "zimnej kłody". A przede wszystkim, żeby się chętny nie zniechęcił,i nie zwrócił z prośbą o pomoc do takiej jednej Aśki, co to może dyplomu magistra nie posiada, ale klękanie na życzenie opanowała do perfekcji. Pamiętajcie bowiem, powtórzę po raz setny, że nawet najbrzydszy facet wierzy, że zasługuje na Angelinę Jolie przy swoim boku. I będzie tej Angeliny poszukiwał, bo tak już został stworzony.  Na dodatek, chętnymi Angelinami wybrukowane są ulice każdego miasta i sioła, a także pampasy, puszcze, stepy i dżungle . 

Ale, wróćmy do sedna. Seks stał się udręką, co robić? Jeśli chcemy jakoś przetrwać w tych zgliszczach, bo oprócz łóżkowych igraszek, wszystko inne jakoś funkcjonuje, to polecam dwie metody do wypróbowania. 

Pierwsza:
  "Kto pierwszy, ten lepszy". 
Biegnij do wyra przed nim, i już w pełnym pędzie krzycz:
-  Dziś jestem twoja, możesz zrobić ze mną co chcesz.

Bez obaw, dużo nie zrobi. Nie licz, że obudzisz w nim Grey'a, i że nagle wyciągnie spod łóżka pejcze, kajdanki i skórzaną maseczkę, albo posmaruje cię Nutellą, czy musztardą (to dla hardcorów) i zacznie ją z ciebie zlizywać. Z pewnością rozboli go głowa, na samą myśl o ilości roboty jaką ma do wykonania. Słowa "gra wstępna' doprowadzają mężczyzn do rozpaczy, bo brzmią jak zapowiedź wielogodzinnych tortur. Język mu kołowacieje, palce cierpną, kolana mdleją, lędźwie trzeszczą.  A mężczyzna nie lubi się przemęczać, jeśli nie musi.  Na samą myśl o takiej robocie wszystkie członki, z tym najpotrzebniejszym na czele, odmawiają mu posłuszeństwa. Bądź pewna, że szybko usłyszysz:
- Coś dzisiaj jestem zmęczony ...Wiesz co? Może teraz ty? A może lepiej sama dokończysz?

No i masz spokój. A jeśli coś ci tam po głowie chodzi, to umyj podłogi albo zaprzyjaźnij się z prysznicem. 



Druga metoda, jest prostsza, ale należy wprowadzić ją już na początku związku.
"Łóżko parzy" 
- pod żadnym pozorem nie pozwól mu zbliżyć się do łóżka w celach innych niż sen. W mieszkaniu jest wiele miejsc, które można wypróbować, i które dają dużo więcej przyjemności, niż miętoszenie pościeli. Schody nadają się do wszelkich igraszek wyśmienicie. Zaręczam wam, że żaden facet nie jest się w stanie wyłożyć się na nich płasko i zaproponować wam ujeżdżania. No, chyba że życzy sobie przerobienia kręgosłupa na rzeszoto. 

Problemem może być wrodzone lub nabyte lenistwo partnera. Po jakimś czasie może przestać chcieć wracać do domu. 

Jeśli twój facet nie tryska radością po powrocie z pracy, i zobaczeniu cię siedzącej nago, na stole w kuchni, i wcinającej lubieżnie kapiącego słodkim sokiem na twoje nagie piersi melona,to zaprawdę, powiadam ci, jest niereformowalny. Znajdź sobie jakieś inne hobby. Może kurs haftu krzyżykowego? Widziałaś te wszystkie blogi, gdzie kobiety produkują te wszystkie cudeńka? Torebki, obrazki, wyszywanki, laleczki, pierścioneczki itp. No, to teraz już wiesz czemu to robią. Nie mają wyjścia, ręce trzeba czymś zająć, a nadmiar energii w coś wypuścić. 

Istnieją na tym świecie uparte kobiety, których zawołaniem rodowym jest "ja go zmienię". Daj sobie spokój, sister. Nie zmienisz. Możesz zmienić jedynie jednego faceta na innego, ale proszę cię, wybieraj mądrze i nie rzucaj się jak wygłodniała hiena, na wszystko co nie ucieknie przed tobą na drzewo, i posiada adres. Jesteś kobietą. Fajny seks możesz mieć nawet po 80-tce, to tylko kwestia ilości lubrykantów. 

Można oczywiście próbować uczyć starego psa nowych sztuczek...! Tylko czy chce nam się aż tak męczyć?



Popatrzymy na Magdę, która właśnie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Zresztą, postanowiła nie ograniczać się jedynie do rąk, była gotowa do oddania wszelkich członków i zakamarków swojego ciała, żeby tylko coś wreszcie zaczęło się dziać w sypialni. Pragnęła żeby to było coś ekscytującego, bo obecnie sytuacja stanęła na nędznych dłużyznach, które nie prowadziły do wyczekiwanego finału, a skręcały na manowce skurczy, bóli głowy, albo czegoś ciekawego w TV, co natychmiast trzeba było obejrzeć. Czas na dobrą zmianę!


-Marek! Kiedy ostatni raz się kochaliśmy?
- Madziu..., co znowu za głupoty czytasz? 
- Słuchaj, spróbujmy czegoś nowego...tutaj piszą, że seks tantryczny, scala ze sobą związki...
- mmmm...brzmi nieciekawie...
- Posłuchaj, w tej gazecie jest napisane, że :"Tantra zajmuje się głównie uwalnianiem energii psychofizycznej – mocy zwiniętego węża kundalini, który znajduje się u podstawy kręgosłupa"**
- Mojego węża nie trzeba uwalniać. W razie potrzeby uwalnia się sam! 
- Taaaa....posłuchaj! "Seks tantryczny stawia nacisk na przeżycia duchowe oraz na bliskość partnera; polega to na tym, by maksymalnie wydłużyć zbliżenie"
- hm...wydłużyć?a o jaką długość tu chodzi? wiesz, o 6.00 muszę wstać! 
- nie martw się, jeśli zaczniemy teraz to będziemy mieć sporo czasu
- Teraz??? Przed kolacją?
- Po kolacji nie masz energii nawet na to,  żeby zanieść talerz do kuchni...
- Dobrze, już dobrze...a jak to ma wyglądać?
- Chodzi o to, żeby maksymalnie wydłużyć grę wstępną. O!"Każdy pocałunek, dotyk, spojrzenie mają znaczenie. Seks tantryczny zakłada, że powstrzymywanie się przed szczytowaniem w przypadku mężczyzny pozwala mu zachować więcej energii, którą może on spożytkować podczas gry wstępnej, dając partnerce maksimum rozkoszy jeszcze bez stosunku."**
- Hm...
- No, spróbujmy,...mamy pieścić się nawzajem zaczynając od głowy, aż do stóp. Wiesz...możemy się pieścić, podgryzać, całować, dmuchać, lizać...będzie fajnie!
- Mam ci dmuchać w usta? 
- Chodzi o delikatne dmuchnięcie, a nie natychmiastowe spowodowanie rozedmy płuc, idioto! I zanim dojdziesz do ust, to po drodze masz inne części, którymi też masz się zająć!
- Dobra, a  możesz tę gazetę gdzieś położyć, żebym mógł zerkać...
- Nie chodzi o to żebyś bez przerwy gapił się w słowo pisane, masz skupić się na mnie..zobacz to łatwe do zapamiętania. Idziemy od głów do stóp....mówimy sobie komplementy i pieścimy się nawzajem. 
- A ile to ma trwać?





- Tyle, ile potrzeba! Ale najpierw  musimy się zrelaksować. Połóż się tu koło mnie, zamknij oczy,  i oddychaj głęboko....cztery głębokie wdechy i wydechy, żeby oczyścić myśli...
.....
-Hej! Ty chrapiesz!
- Nie, nie...tylko tak się jakoś głęboko  zrelaksowałem..i tak jakoś...
- Zaczynamy pieszczoty.  Idziemy pomału od głowy w dół, patrzymy sobie w oczy i mówimy do partnera coś seksownego...Jesteś piękny.
- Jestem piękny?!
- Ty masz mówić do mnie!
- Że jestem piękny?
- Na miłość boską, że ja jestem piękna. Masz mnie komplementować i pieścić!!
- Dobrze, dobrze...rozumiem już o co chodzi...możemy zaczynać?
- Jesteś super facetem...masz takie piękne zielone oczy...
- Zielone?
- Zielonkawe...i skup się na mnie!
- Jesteś super kobietą, masz takie piękne brązowe oczy...i te..te..
- Nie powtarzaj po mnie! Wymyśl coś sam... na dodatek ja jestem na twoich oczach, a ty przesunąłeś się do moich piersi.. Czy ty myślisz, że kobieta składa się tylko z piersi i waginy?.A gdzie nos, usta, szyja, uszy, kark?



- To wszystko też trzeba komplementować? To będzie trwało wieki...ok, ok..masz piękne usta, masz piękne, uszy, masz piękną szyję...twoje piersi...są..są..
- Pomału...wróć! Kiedy mówisz o moich uszach to zacznij je delikatnie pieścić..
- Ale ty mi nie pieść uszu, bo wtedy mam wrażenie, że to jakiś zabłąkany skorek skrada mi się do ucha...
--Dobrze, ucha nie...masz usta, które chce się całować..kochany..
- Mam cię teraz całować?
- Och, nie gadaj tylko działaj!
- Ale mówiłaś, że mam komplementować...
- Powiedz coś miłego o moich ustach, dotknij ich, pocałuj delikatnie
- Masz ładne usta
- Mówisz to bez żadnych uczuć!
- To może lepiej dmuchnę?
.....(po 10 minutach)

- Czy w cipkę tez mam ci dmuchać?
- Coś ty powiedział???!! W jaką cipkę??!! W jaką cipkę troglodyto zacofany! Cipki to są w rosole! W seksie tantrycznym nie ma żadnych cipek! To są drogocenne wrota, złoty lotos, albo kwiat piwonii...
- A ja co niby mam? 
- Jadeitową różdżkę, berło światła albo jaspisową łodygę!
- Ja-de-co? Zresztą nieważne. W moim przypadku możesz spokojnie wykreślić różdżkę i łodygę. Może być berło...Co cię tak śmieszy? To mam dmuchać w te drogocenne wierzeje?
- Nie bądź chamem! Wierzeje...twoja była to miała wierzeje, na dodatek ciągle szeroko otwarte..koń z bryczką i dwa zastępy piechurów z bagnetami by  się zmieściły!! I kolubryna!
- To co mam mówić ?
- Niech będzie kwiat piwonii..
- Bo już taka jesienna?....dobrze, dobrze, pokój. To wolno mi dotykać kwiatu lotosu, i tych tam chwastów, czy mam tylko obrabiać miedzę dookoła?
- A możesz użyć języka w innym celu niż tylko głupie gadanie?
- Wiesz co? Potrenujemy sobie  te pieszczoty następnym razem, bo robisz się nerwowa, a mieliśmy się odprężyć. Spróbujmy może dojść do finału. Są tam jakieś ciekawe pozycje?
- Są...o, tu...rozszczepianie bambusa!
- Że co?...Kto ma kogo rozszczepiać?
- Zachowujesz się jak truteń! A twoja duchowość jest na poziomie pantofelka!
Sam sobie przeczytaj!
- Ok... kobieta ..na plecach..mmm...ok...druga noga...acha,acha...przesuwa kolano...przechylając nogę partnerki...bla bla bla...punkt g...masaż stóp...stymulować...dotykać piersi...taaa...acha...
A możesz mi to jakoś rozrysować? Bo tutaj nie ma żadnej ilustracji...lewa noga tutaj..a prawa. Au!



-

- Kopnąłeś mnie w brodę!
-  Przepraszam...naderwałem chyba ścięgno.Wiesz co? Pokaż tą gazetę...ja coś wybiorę.O! Nosorożec! To mi się podoba..
- Jasne, zauważ, że znajduje się w rozdziale - dla małej jadeitowej różdżki.
 - A, to lepiej nie. To może być dla ciebie niebezpieczne.
- Wątpię. Dawaj śmiało...No! Nie krępuj się! Wyciągaj berło! Brama otwarta!
- Nie, lepiej nie..
- Mówię, dawaj!! Dawaj tego nosorożca bo cię palnę!
- A może coś innego...
- Wiesz co? Ja już chyba dość tej gimnastyki na dzisiaj. Idę pod prysznic!
- A to może ja się położę, a ty zrobisz ze mą co chcesz?
- ???! Teraz to już z pewnością idę pod prysznic..
- To  może chociaż potrząśniesz mi berłem?
-  Bujaj odwłok!


Post jest dedykowany mojemu ulubionemu Skorpionowi, wraz z piosenką. 
"Z kursu nie zepchną nas, idziemy prosto! Niech mówią nam co chcą, niech śmieją się i drwią. Łamiemy szyfry chmur!Strzelaj w nieboskłon, (siostro)! "


Przy zbieraniu doświadczeń do napisania tego postu, nie został skrzywdzony żaden osobnik płci męskiej, ani też żaden nie został pozostawiony bez pomocy w potrzebie. Żadne schody nie zostały uszkodzone. Tekst był sponsorowany przez dwa melony.

Pieprzu 
Ja jestem James, James Lovelock...
gorący jak jądro, lekki jak obłok


**https://kobieta.wp.pl/czym-jest-seks-tantryczny-5982754152297601a

piątek, 29 stycznia 2016

Między siłą uczuć piętnas­to­lat­ki i do­rosłej ko­biety nie ma spec­jalnej różni­cy czyli po czym nie należy drapać Masaja?



Jak bardzo można oszaleć z miłości?
Wydawało mi się, że wiem już wszystko na ten temat, a moje lata doświadczeń (głównie cudzych) i tony literatury, powodują, że nic nie będzie w stanie mnie zaskoczyć 

Błąd! Naiwnaś Gabryśka, zagubiona w tym świecie jak dziecko we mgle. 

Są bowiem na świecie rzeczy, o których filozofom się nie śniło, a co dopiero takiemu pyłkowi w kosmosie, takiemu puszkowi na wietrze jak ja. I taka właśnie trudna do zrozumienia  historia, wpadła ostatnio w moje ręce. Sprawdzałam kilkukrotnie - jest prawdziwa, a zdjęcia potwierdzające szaleństwo, można sobie odnaleźć w internecie. Historia miłosna, chociaż tak naprawdę, dla mnie samej od miłości oddalona o lata świetlne. 

Wyobraźmy sobie jurną, jędrną,  zdrową serem i czekoladą Szwajcarkę w kwiecie wieku, której pieniądze pozwalają na podróż z narzeczonym do Kenii. Tam właśnie w promieniach zachodzącego słońca (ale kicz!), na promie z miejscowości X do Y spostrzega siedzącego na barierce półnagiego Masaja i zapada na ciężką postać swędzącej miłości, po której tylko Masaj może ją podrapać . Zakochuje się natychmiast i nieodwołalnie, na śmierć i życie, a nawet na przysięgę małżeńską. Narzeczonego w trybie natychmiastowym odstawia na bok, i omdlewa z pożądania, kiedy udaje jej się natrafić na trop tambylca. 

Z ogromną determinacją, graniczącą z  opętaniem dowiaduje się jak też ma na imię hebanowy Amor, co przy braku wspólnego języka nie jest sprawą prostą, i załamana wraca do kraju, jako że bilet powrotny został wykupiony już wcześniej. Pomimo, że Szwajcaria wydaje nam się krainą mlekiem i miodem płynąca, nasza bohaterka cierpi tam niewymownie, serce jej krwawi i tęskni do pięknego Masaja, chociaż zdołała wymienić z nim tylko około 4 słów. - No problem! Hello!Hakuna Matata!  Ciężko zakochana, sprzedaje cały szwajcarski kram, rezygnuje z sera i jak śmiercionośna strzała ściga wybrańca, który akurat wypasał kozy na drugiej półkuli, aby rzucić mu się w zdziwione, muskularne ramiona i wyszeptać - Bierz mnie Tarzanie. Jam Twoja Jane. 

Masaj wziął co mu się w ręce wepchało, tym bardziej, że dysponowało niezłą  gotówką, i skonsumował tak szybko jak tylko potrafił.(dokładnie pięcioma pchnięciami i trzema chrumknięciami - hmmm...człowiek miał jednak nadzieję na więcej finezji)  I chciało by się rzec -i żyli w chacie z łajna krowiego długo i szczęśliwie, wypasając kozy i zaplatając sobie nawzajem warkoczyki. Niestety, jak można było przypuszczać - nic z tego, chociaż do ślubu kwiatuszek doprowadził.

Moim zdaniem, Szwajcarska globtroterka nie przerobiła dokładnie lekcji z okresu bycia nastolatką, kiedy człowiek wiesza na ścianie plakaty jakiegoś wyjącego odmieńca łamanego przez łysego szakala, i omdlewa dla niego z "miłości", dodając do papierowego obrazka wszystkie cudowne cechy charakteru, jakie tylko jest w stanie sobie wyobrazić. Oczywiście w życiu nie przyjdzie nastoletniej dziuni (czyli nam samym) do głowy, że szakal może być - leniwy, kłamliwy, obleśny, że pewnie mu się głośno odbija, a nawet śmierdzą mu stopy. Żadnemu bóstwu stopy nigdy nie śmierdziały, a więc i naszemu z pewnością też nie mogą. 

Jestem w stanie wyobrazić sobie co też roiło się naszej pannie Hoffman w głowie, z pewnością wyglądało to tak:
....leżę sobie z pięknym Masajem, na plaży w Mombassa, na dowolnie wybranym boku. Co chwilę donoszą mi tace z owocami, po dekolcie cieknie mi sex on the beach, w oddali ktoś przygrywa na bębenku, a my przytuleni do siebie całujemy się od ranka do wieczora, i oddajemy się dzikim rozkoszom wyuzdania. Masaj pokazuje mi  czarne ars amandi, , którego mój króliczek w życiu nie oglądał. Umieram z rozkoszy, ktoś nuci pod palmami...Ayaya Coco Jumbo, Ayaya...
I ogólnie jest super!

Tymczasem, jest kilka rzeczy, które ten cudowny sen bidulce troszku zamazały, rozbebłały, i zrobiły z niego kiszkę kaszaną. Przed wydaniem się za Masaja należy bowiem wziąć pod uwagę, że:

- Masajowie się nie całują.( auuu...5 pchnięc bez całowania i już?)

- Masajski język to nie niemiecki, angielski też nie.

- Masajowie nie dotykają cudzych genitaliów i nie lubią żeby ich były dotykane.(żadnego dzyń, dzyń dęcia w trąbkę, macania dzidy, ssania pierożka)

- Masaja nie pogłaszczesz po twarzy. (po pierwsze zniszczysz mu makijaż, a po drugie to nie uchodzi i możesz dostać dzidą przez wnętrzności)

 -Masaj może mieć wiele żon.( a wiele z nich będzie młodszych od ciebie trzy razy)

- Masajscy mężczyźni nie jadają z babami.

- Masajski wojownik głównie siedzi w buszu z innymi chłopami i knuje, albo wypasa kozy dwie Sachary dalej.

-Masajskie kobiety są przed ślubem obrzezane.( a to niespodzianka, i co ty na to fraulein?)

 -Masajowie żywią się mlekiem, mięsem i krowią  krwią (jeszcze cieplutką)

 - Chata Masaja jest uszczelniona krowim łajnem, i sięga nam gdzieś tak do kolan. 

- Masajski chłop żuje liście jakiegoś świństwa i odpluwa dookoła, zwykle na podłogę chaty.

 - Tak, w Afryce jest wiele much, jeszcze więcej, i więcej. Ale i tak ilość much nie dorasta do pięt ilości komarów.

- Lew, słoń, i inna gadzina, którą bezpiecznie ogląda się w zoo, może nam nieco utrudnić życie jeśli nasza chata znajduje się na głębokiej prowincji.

- W chacie Masaja brak pryszniców, wodę nosi się w kanistrach, czasem kilka kilometrów.

 - Jeśli nawet masz pieniądze, nie oznacza to jeszcze, że w sklepach jest jedzenie.

 - Na masajskim zadupiu nie ma szpitala, a w najbliższym niekoniecznie są leki, a jeśli są to i tak niekoniecznie je dostaniesz, a jeśli dostaniesz to nie znaczy, że są odpowiednie dla Ciebie fiołku alpejski. 

 -Ciężko żyje się z facetem, który nigdy w życiu nie nosił spodni, a jego sandały zrobione są ze starych opon samochodowych, i który ma na sobie więcej biżuterii niż ty miałaś przez całe życie.

Ja widać zostaje nam tylko matata, matata, matata...

Jak to się skończyło? Oczywiście zgodnie z przewidywaniami, nasza Szwajcarka po trzech latach dała dyla w Alpy, zabierając ze sobą świerzb, malarię, niewydolność nerek, anemię, i jeszcze parę innych interesujących chorób, a także córkę. 

Morał:
W sumie, faceci są wszędzie tacy sami - niby z niego piękny Masaj, a pije, kłamie, jest zazdrosny, wydaje twoją kasę - identycznie jak Kowalski co to mieszka dwa domy dalej. Czy warto jeździć do Afryki aby się o tym przekonać?  Przy Kowalskim mniej byłabym narażona na ten świerzb i malarię.  No, i Kowalski nie kazałby mi się obrzezać, jeść mięsa z kozy, a także robić kupę jedynie za miastem i podcierać się kamykiem. Wybieram Kowalskiego!


Nie wiem dlaczego ale właśnie ta piosenka kojarzy mi się z przeczytaną książką...
Masaj jest piękny, Masaj uroczy...Masaju powiedz mi czy kochasz mnie...


Wieprzu, wciąż nieobrzezany, radosny jak norka bo z toaletą 4 metry dalej i zapasami papieru toaletowego.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Jak świnić i nie połknąć jaszczura? Tylko dla dorosłych i bezpruderyjnych.




Dawno nie zaglądałam na półkę z polską literaturą kobiecą. Kobiecą, bo pisaną przez kobiety dla kobiet (ku pokrzepieniu serc niewieścich). Jak zauważyłam, literatura ta ma kilka kierunków:

Po pierwsze :
Cudowne miejsca, z dala od zgiełku wielkiego miasta, zazwyczaj pachnące wanilią, bzem lub ukryte w cieniu magnolii. Tam własnie nasza bohaterka osiada na stałe i poznaje - koniarza, rzeźbiarza, nadmuchiwacza rybek ozdobnych lub innego popaprańca ( w skrócie jest on wariacją Kusego z Rancza).

Po drugie :
Niekochana, zdradzana żona poznaje kobiety, które ustawiają ją do pionu i pokazują, że życie bez tego wieprzka Kazia może być piękne. I kiedy już nasza bohaterka zrzuci 50 kg, przebiegnie maraton, wespnie się na szczyt szczytów - pojawia się królewicz Staś (adwokat, lekarz, manager), który pokazuje jej , że w życiu jeszcze wiele się może zdarzyć. Pa-pa Kaziu, mam prawo do szczęścia ze Stasiem. (Liga broni! Liga radzi! Liga nigdy cię nie zdradzi!)

Po trzecie:
Powieść dla kobiet roi się od samotnych matek obdarzonych dziećmi o niesamowitej inteligencji, wnikliwości i znajomości savoir-vivre . Dzieci te już od najmłodszych lat cytują sentencje łacińskie, analizują ludzkie charaktery lepiej niż panna Marple , udzielają życiowych rad i sypią anegdotami jak z rękawa.
Pogubiłam się w tych dzieciach kompletnie, przyznaję. No, bo jeśli...Zosia to matka Marysi i Krzysia, Weronika jest matką Zosi i Rysia, Rysia ma w domu Weronikę i Zdzisia...to kim do licha jest Krzysia? Po dogłębnym wertowaniu notatek ustaliłam, że Krzysia ma tylko męża Rysia.

Po czwarte:
Chłopy, w większości to jętki jednodniówki. Podfrunie, zapyli i odleci w dal. Porządni są tylko ci co dopiero nadejdą. Ogólnie, chłopy to żłoby. Jeśli w powieści pojawi się jakiś porządny, to wiadomo, że gej albo zakamuflowany poligamista.

W sumie, ten sam temat można obrabiać na mnóstwo sposobów, dodając w razie potrzeby odpowiednią liczbę  dzieci, psy, konie, koty, teściowe, koleżankę z problemem alkoholowym. I żeby sprawa była jasna - nie mam nic przeciwko babskiemu pisaniu, na babskie tematy, dla bab. Też lubię poczytać, bez obrzydzenia, z przyjemnością. Czytanie o miłości, i zwykłym życiu ma dla mnie działanie katartyczne po morderstwach, dewiacjach, nieszczęściach, antysemityzmie, którymi się zwykle napycham jak makaronem z sosem pomidorowym.

Tym razem odkryłam jednak trzeci wymiar babskiego pisania - powieść erotyczna. Polska powieść erotyczna podeszła mnie znienacka. Biorąc do ręki książkę (a raczej czytnik), przygotowałam się na jeden z wyżej opisanych scenariuszy.Czytanie powieści dla kobiet, to właściwie jak witanie się ze starym znajomym - spokojnie, bezpiecznie, niespiesznie. Leżę więc sobie na sofie, na dowolnie wybranym boku, siorbię kawkę i zagryzam ciasteczkiem...i nagle, jak mnie nie łupnie przez potylicę zdanie:

"Misiu jęknął, Michalina przełknęła jego smak, wstała z kolan i mocno się do niego przytuliła"
Niestety, Misiu nie był usatysfakcjonowany "Jeszcze trochę musisz się poduczyć - zarechotał"

Ejże - pomyślałam  - coś ostro jak na babskie pitu-pitu. Ale feministyczny gniew, przesłonił mi myślenie o tym na całe 10 minut)
Nie wiem jak to jest u was, ale gdyby jakiś Misiu zarechotał w ten sposób po moim wstaniu z kolan, byłby to ostatni rechot w jego życiu. Bardzo możliwe, że byłabym też ostatnią kobietą, która "przełknęła jego smak". .

Podziwiam, że ktoś potrafi wyprodukować zdanie:
"Smak, który poczuła, nie był smakiem jego ust. Nie był też smakiem kropli deszczu. Był smakiem jego męskości"
"ich języki się splatały niczym wodorosty"

Gdybym ja coś takiego napisała, pewnie umarłabym ze śmiechu. Bez ironii - podziwiam. ( niestety, sama mam wizję biednych, splątanych jęzorami kochanków, którzy otwierają z przerażenia oczy i próbują ciągnąć jęzory, każde w swoją stronę, supłając jej jeszcze bardziej)

Przeczytałam książkę do samego końca (tyle sutków ile z bohaterkami powieści, nie wyssałam nigdy w życiu. Może dlatego, że nie jestem fanką ssania sutków?) i zasępiłam się nad mizerią języka Kochanowskiego w temacie seksu. Kobieta ma - kobiecość. Mężczyzna ma - męskość. I tyle.

Postawiłam sobie pytanie - Jak też w języku polskim można nazwać inaczej - męskość?

I udałam się po pomoc do Wikipedii, słowników synonimów, antonimów, słowników wyrazów obcych i googla aby uzyskać odpowiedź

Pomijając wyrażenia obelżywe i medyczne, mamy co następuje:

anakonda, bazyliszek cukinia, drąg, dropsik, dzida, flet, fred, frodo, fujarka, grucha, grzechotnik, grzyb, interes, jaszczur, pan Wacław, pan Strażak, pędzel, penetrator, pyton, sisiorek, siurek, trąba, tropiciel, szlaban, strzelba.

Czy któreś z tych słów nadaje się, żeby zastąpić MĘSKOŚĆ? Sprawdźmy;

Marysia przylgnęła ustami do jego podniesionego szlabanu.
Przesuwała dłonią po panu Wacławie, miarowo...w górę i w dół.
Marek zsunął bokserki, i jej oczom ukazał się nabrzmiały z pożądania grzyb.
Czuła jak rośnie cukinia w nogawce jego spodni.
.
Nie podziałało na mnie.

Z kobiecymi narządami jest jeszcze gorzej:
 pusia, szczelinka, myszka, kuciapka

Zanurzył palce w jej kuciapce....No, tak...a kuciapka na to - kwak, kwak.

Wszystko brzmi okropnie. Pisanie o seksie w naszym języku jest naprawdę trudne. Lepiej pozostać w obłoku dwuznaczności, niż bawić się we wrzucanie dropsika do szczelinki.

Wieprzu, z podarowaną świnką Pusią. (dzięki Miziu)

piątek, 16 stycznia 2015

Cycki rzecz nietrwała i na nich świat nie stoi, czyli czego chce mężczyzna i jak mu to dać?



Moja drogie siostry w płci,
mówi się, że mężczyzna ma życiu jedynie dwie potrzeby, albo chce się kochać, albo jest głodny. I tyle w temacie. Ja w to nie wierzę.  Mężczyźni to skomplikowane instrumenty, i żeby dobrze na nich grać należy je przedtem dobrze nastroić. 

Oczywiście, ponieważ ty i ja jesteśmy damami, pominiemy tu przypadki rodzaju męskiego nadal siedzące na gałęzi i drapiące się bez obciachu, z rechotem po swoich klejnotach, a także wszelkich zboczeńców, zwyrodnialców i odmieńców, facetów skupionych na wypiciu jak największej ilości piwa, takich, którzy siedzą głęboko w jaskiniach, oraz związkofobów, bez względu na ich wiek, majątek i pochodzenie.

Czego chce mężczyzna? Wiem, wiem co ci  przychodzi  do głowy... to najprostsza odpowiedz. No, dobrze, tego też ale przecież nie tylko. Strasznie nudne byłoby życie pędzone jedynie między stołem, a łóżkiem. 

Mężczyzna to niezwykle skomplikowany twór, i jak się okazuje, nie o naszą fizyczność głównie mu chodzi, Przeczesałam internet, odbyłam sporo rozmów, podejrzałam parę bardzo atrakcyjnych forum, przeczytałam blogi, wiersze i teksty piosenek pisane przez mężczyzn i doszłam do wniosku, że rodzaj męski jest jak harfa o 47 strunach. A my tak trywialnie - żarcie i sex.

Czego chcą mężczyźni i jak im to dać?


ON CHCE:

1. Po pierwsze i najważniejsze. Kobiety, która mnie chce!

Co by sobie w głowie nie uroił przedstawiciel płci męskiej, a więc że może tylko z:
Angeliną Joli, Kate Winslet, Shakirą, tylko z rudą, tylko z chudą,  jedynie z jednonogą karlicą z Wysp Kurylskich czy tylko z poskramiaczką dzikich węży....to i tak guzik warte, i możemy sobie na jego marzenia pogwizdać (z tym, że w ukryciu, żeby go nie zniechęcać ) i tak przegrają w przedbiegach z pełnokrwistą kobietą z krwi i kości, którą można przytulić, powąchać i uścisnąć.
To my! Hurra! 

Ponieważ to mężczyźnie przypada w udziale polowanie, w swoim życiu zwykle dostał już kosza z razy tysiąc pięćset sto dziewięćset, jeśli raz lub dwa zobaczy, że ktoś go naprawdę chce, to zwykle uzna taką kobietę za najcudowniejsze i najmądrzejsze stworzenie na świecie, i natychmiast zapała (choćby na jedną noc) czym tam ma w naszym kierunku. Ale czy można mu się dziwić? My też wolimy tych, którzy nas chcą niż tych, którzy udają, że w ogóle nie istniejemy. 

Backstreet boys śpiewają wyraźnie
"I don't care who you are, where you're from
Or what you did, as long as you love me" 


Mówi ci to coś?
Uwaga! Zaraz, zaraz,,,stop siostro!!! Stój szalona! Nie przesadzaj z chceniem, bo skutek może być odwrotny. Nie goń zwierzyny, to zwierzyna ma za tobą podążać truchtem. Zbyt osaczony mężczyzna może dać drapaka. Czyli na pierwszej randce nie wpijamy się w niego jak pijawka, i nie płaczemy na jego ramieniu, znacząc mu koszulę tanim tuszem do rzęs,  że bez niego zginiemy To zbyt duża presja dla współczesnego mężczyzny.  


2. Kobiety z poczuciem humoru. 
Nic tak faceta nie stresuje jak wiecznie spięta przedstawicielka płci pięknej z zaciśniętymi ustami, udami i pośladkami, wiecznie naburmuszona księżniczka, agresywna harpia, panna co-to-zawsze-wie-lepiej, jęcząca zołza lub jędza, która chodzi po domu i mamrocze inwektywy pod nosem. Tłumaczyć chyba nie trzeba. 

Uwaga! Nie przesadzaj z rechotem, i klepaniem go po plecach. Po pierwsze możesz sobie nieodwracalnie uszkodzić mężczyznę (a  powinien pozostać długo giętki) , a po drugie zrobisz złe wrażenie.  

Humor koszarowy polegający na zawodach kto dalej splunie, nasika na stojąco,  albo kto potrafi wybekać ładniej swoje imię, raczej nie wchodzi w grę. Wiem, że mężczyźni tak się właśnie zabawiają w swoim gronie,  ale TY JESTEŚ KOBIETĄ. Te umiejętności można zaprezentować dopiero kiedy razem zamieszkacie i zwierzyna nie będzie miała gdzie uciec.(będziesz go miała czym zaskakiwać w długie zimowe wieczory)


3. Kobiety, która patrzy mi w oczy i jest pewna siebie.  
A matki nas uczyły, że mamy skromnie spuścić oczy w obecności rodzaju męskiego. Już wiadomo dlaczego. Rzadko patrzymy sobie w oczy, to co robimy to jedynie zerknięcia. Żeby zostać zauważonym należy posyłać długie spojrzenie, w ten sposób wybranek wie, że jest wybranym. 


*Po przeczytaniu całego tekstu na portalu Psychology Today, wypełnianego psychopaplaniną o tym jak bardzo ważne jest to popatrzenie w oczy, zaraz napadła mnie chęć przetestowania. Ponieważ pora była późna, i w około panowała ciemność do testu musiałam użyć jakąś dekadę ode mnie młodszego hinduskiego sprzedawcę ze sklepu za rogiem. Znaliśmy się bo robiłam tam zakupy prawie codziennie. 

Tym razem stojąc przy kasie i prosząc o zapałki do grilla wypuściłam strzałę, popatrzyłam "na długo" i dostałam w zamian jeden z najszerszych uśmiechów na świecie, a także te rzeczy z zieleniny, które się nie sprzedały w ciągu dnia, a nie mogły czekać do dnia następnego. Ludzie! To działa!!!!

Uwaga! Nie chodzi tu o prowokacyjne spojrzenie,  poparte oblizywaniem się, dotykaniem biustu i wywijaniem pośladkami. Na takie rzeczy musisz poczekać kochana, kiedy już zamkniesz drzwi i klucz wyrzucisz za okno. Ahaha...i wtedy, mamy Cię FACET!


Pewna siebie - myślisz, że szuka takiej, która będzie mu dyktować co on ma robić? Nic z tego. "Jest pewna siebie" - w męskich ustach oznacza, że nie będzie robiła dwóch rzeczy, których mężczyźni chronicznie nie znoszą:

a/ podgrzewanie atmosfery do temperatury wrzenia a następnie jak topór w plecy słowa : 
 - no to cześć/ nie dzisiaj/ innym razem/ nie jestem jeszcze na to gotowa/ głowa mnie boli
(oni tego nie znoszą. kocie.....)

b/ takiej, która nie będzie go zamęczała pytaniami czy jej kolanko utyło, czy wygląda grubo w tej sukience, czy ta fryzura jej pasuje i takie tam rzeczy, o których mężczyzna nie chce słuchać bo kompletnie tego nie rozumie. Ona ma wiedzieć sama. 


4. Kobiecej. I tutaj wrzucono: długie włosy, sukienki, buty na obcasach, pończochy, koronkową bieliznę, uśmiech, delikatność, miły głos, pieszczoty, długie paznokcie, czerwone paznokcie, ładnie pachnącej, mięciutkiej, rude włosy, blond włosy, czarne włosy (ogólnie sporo tu włosów, czegoś miękkiego i pachnącego wanilią i czekoladą) - w sumie bardzo wielki worek chcenia i męskich tęsknot. 

Cóż, trzeba zapuścić włosiska, przeprosić  się z butami na obcasach, nauczyć uroczo przekrzywiać główkę, śmiać się perliście, lekko zaczepiać rączką o męskie ramionko, być delikatną ze stopniem agresji na poziomie oseska....zniż ten głos siostro, przestań się wydzierać, byciem kobiecą załatwisz sobie więcej niż rozwiązaniem siłowym / wokalnym ). Od tego do diaska jesteś kobietą żeby być kobieca! i basta! Basta! Nie chcesz? Twoja sprawa.

U!waga Kobieca może oznaczać zarówno: typ infantylny niczym piętnastolatka,  (jeśli on to typ tatuśka) lub wampa, kumpla, spolegliwą pokojówkę, siostrę szpitalną, i cokolwiek on tam sobie wymarzy, a ty musisz odkryć :)

5. Spontanicznej i ciekawej / inteligentnej
Żadnego wskakiwania mu na plecy, nagłego wyskakiwania o północy z szafy z okrzykiem "Indianie,,," Spontaniczna w języku męskim to nie kobieta, która zadzwoni do niego do pracy z wiadomością,  że spontaniczne wyczyściła jego biurko ze starych gazet lub  spontanicznie usunęła z domu jego kolekcje chrząszczy. (nie ruszaj, choćby cie nie wiem jak kusiło  Podkoszulek z lat licealnych i spodnie z których niewiele zostało, to męskie wspomnienia z czasów kiedy on miał więcej włosów, mniejszy brzuch i chciał podbić świat - niech ma, a co ci to przeszkadza?)

W języku mężczyzny, spontaniczna oznacza jedynie - chętna do kochania się zawsze i wszędzie - w pociągu, przeciągu, na stole, pod stołem, na schodach, pod schodami, w szafie, w wannie i pod prysznicem, na seansie w kinie, i w pociągu pędzącym przez prerie Arizony ..(zapędziłam się i miałam wizję Hani grożącej mi palcem)

Ciekawa i inteligentna?
Myślę, że chodzi raczej o taką, która nie marnuje czasu na siedzenie na kanapie i wgapianie się w telewizor przy jednoczesnym piłowaniu pazurów. Nuda panie...nuda i koszmar mężczyzny.
Widzimy ją. Siedzi w szlafroku, usta nadęte, wałki na głowie, piłuje zawzięcie:

- A do kina byś poszła?
- eeee...nie.
- a to chodźmy na spacer
- eee...nie...
-A może..?
-eee...to już kompletnie nie...

Już samo pisanie o tym powoduje u mnie nerwowe drgawki , chęć dania drapaka i zamieszkania z daleka od tej gęsi w podomce.

Ale tak w sumie, to nie o to chodzi. Kiedy mężczyzna już się nacieszy tym seksem spontanicznym, zje co tam znajdzie, zostanie odpowiednio wygłaskany i wycałowany, to chciałby sobie jeszcze coś dla własnej przyjemności zrobić - uratować świat, skonstruować bombę, złowić rybę, ułożyć ikebanę czy napisać sonet.  I żadna baba mu do tego nie jest potrzebna. On musi mieć męskie, własne zajęcie. Musi bo inaczej się udusi. . 

I taki zrelaksowany, najedzony, szczęśliwy wystawia prawą nogę za próg,  żeby zaraz usłyszeć " Gdzie idziesz? Czemu zostawiasz mnie samą? Już mnie nie kochasz?". Mężczyzna, jako stworzenie przebiegłe zdaje sobie sprawę z tego, że ciekawa kobieta będzie miała pewnie swoje hobby i zostawi go w spokoju przynajmniej na dwie godziny, a może na cały wieczór lub pół weekendu. 

Uwaga!  Inteligencję okazuj w sposób nieostentacyjny. Jeśli chociaż raz wyrwiesz się nie pytana i okaże się, że jesteś inteligentniejsza od niego to nigdy ci tego nie wybaczy i przy najbliższej okazji ucieknie do kelnerki z baru Park, która co prawda myśli, że Freud i Jung to bliźniacy syjamscy występujący w cyrku,  ale za to tak kapitalnie wywija czym tam ma i będzie go podziwiać za to, że potrafi wbić gwoźdź.  A ty zostaniesz z tym Freudem w ręce, i będziesz sobie recytować Szekspira w ośmiu znanych ci językach do pustych ścian.  

6. Opiekuńczej:

Taka co to i ugotuje, i zadba kiedy biedaczek będzie umierał z powodu przejedzenia na kanapie. Przejmie się, że koledzy w pracy są wredni i nie będzie używała zabronionych słów:
- a przestań już udawać i nie symuluj, leniu patentowany!
To jest złe, tak nie mówimy. Każdą męską przypadłość, nawet katar, traktujemy jakby to była ebola w stanie zaawansowanym. Szczególnie ważne jest wtedy dostarczanie leżącemu rozrywek i odpowiedniej ilości i jakości posiłków. 

Opiekuńczej, to znaczy również takiej,  przy której będzie mógł odłożyć tarczę i miecz na bok, bez obawy, że dostanie nożem w plecy. Takiej, przy której może pokazać miękkie podbrzusze. 

UWAGA! Opiekuńcza nie oznacza, że masz zachowywać się jak jego matka. Ubranie i jedzenie może przygotować sobie sam. 

FRAZY ABSOLUTNIE ZABRONIONE W HODOWLI MĘŻCZYZNY:

- a nie mówiłam?
- jasne, cały ty!
- wiedziałam, wiedziałam...
- dupa z ciebie nie chłop..     destrukcyjne jak dynamit w kwasie solnym (wg. Ove)
- A Kowalski z drugiego piętra..../ a mąż Zosi to.... destrukcyjne jak dynamit w kwasie solnym (wg. Ove)
- trzeba się mnie było zapytać! ja bym ci powiedziała jak to zrobić..
- jesteś do niczego  destrukcyjne jak dynamit w kwasie solnym (wg. Ove)

w sytuacjach intymnych:.
- CÓŻ, to się zdarza,....czytałam o tym w takiej gazecie medycznej...
- ojej, miałeś jakiś wypadek?
- to już?  serio? żartujesz? 
- no...pospiesz się bo chcę jeszcze serial obejrzeć
- posuń głowę,...a co tam za plama na suficie?
- a może by tak ściany pomalować?
- a mój poprzedni chłopak to...

FRAZY WYSOKO CENIONE, PRZY KTÓRYCH MĘŻCZYZNA PIĘKNIE ROZKWITA:

- jesteś fantastyczny/wspaniały/rewelacyjny/ nikt tylko ty
- WOW..nie wiedziałam, że może być aż tak...
- Kocham cię (byle nie za wcześnie, bo się spłoszy)
- ooooo....taaaak....ooooo...ooooo...taaaaak!

Właściwie to jak nauczymy się tych 4 fraz w kilku językach lub choćby w migowym, możemy podbić świat męskich fantazji międzynarodowo. Nie ważne czy on jest Pigmejem z dżungli , rosyjskim marynarzem czy polskim kierowcą. Nie ma znaczenia. 

A resztę to już same musicie wymyślić siostry:)

* wszyscy testowani mężczyźni zostali pozostawieni w kondycji przed-testowej, żaden nie ucierpiał, i każdy był traktowany przeze mnie z należytym szacunkiem .

wtorek, 6 stycznia 2015

Chodź mała a tak ci sakwę przetrzepię że żaden grosik w niej nie zostanie czyli JAK nie podrywać.







Nie polubię Cię
Jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok
Porachuję kości
Nie polubię Cię
Twej koszuli pstrości
Zbliżysz się o krok
Porachuję kości
Kusisz zapachami
Prowokujesz gestem
Wodzisz za mną wzrokiem
Czterogłowym smokiem
Namierzasz radarami
Jestem jak ruchomy cel
Naostrzone zęby
Nie polubię Cię
Nie polubię Cię
Jak powiedzieć prościej?
Zbliżysz się o krok
Porachuję kości
"Granda" M.Brodka

Każda z nas z pewnością była podrywana setki razy. Mogłoby się wydawać, że podrywanie to cudowna gra między mężczyzną, a kobietą. To jak polowanie. On delikatnie daje do zrozumienia, że jest chętny, ona się waha, on nie odpuszcza, w końcu ona się poddaje - kurtyna, oklaski. To jak tango. Tak powinno być. A jak bywa?

Na 100 przypadków podrywania w 50 chciałam dać podrywaczowi w łeb i wysłać go w kosmos, w 30 nie zrozumiałam, że to podrywy, następne 17 powaliło mnie ze śmiechu na podłogę w ciężkich drgawkach, a jedynie trzy procent sięgnęło celu i przyszpiliło mnie do ściany. I nie dlatego, że nie byłam gotowa na bycie poderwaną. Byłam! Ale niechże to będzie poprawnie wykonane podrywanie, a nie farsa.

Ostatni raz byłam przynęcana na kawał o cygance, dwa tygodnie temu. Podrywant z każdym zdaniem suchego żartu przybliżał swoją twarz do mnie, a ja odsuwałam się delikatnie chcąc mu dać do zrozumienia, że nie tędy droga. Tarł o moją mózgownicę wysuszonym dowcipem, tarł, tarł aż się zatarł. Na moje szczęście.  Skończyłam rozpłaszczona na oknie samolotu z przerażeniem na twarzy,  niemal gotowa krzyczeć i walczyć o życie, albo chociaż o trochę powietrza Resztę lotu spędziłam przykryta płaszczem ze słuchawkami na uszach. Ten podryw nie był dobry. Był zły, bardzo zły.

Co mężczyzna powinien wiedzieć zanim zacznie skomplikowaną grę zwaną podrywem?

Po pierwsze:
Człowieku, nie przesadzaj z bliskością. Zwieszanie się i chuchanie z bliska na obcą kobietę, jest średnio romantyczne, złe działa na kobiecą cerę, niszczy mój makijaż i misternie ułożoną fryzurę. Z pewnością każda podrywana będzie wiła się jak piskorz, aż się wywinie i pierzchnie spłoszonym galopem, pozostawiając po sobie jedynie zapach perfum i ranę po obcasie na twojej stopie.  

Po drugie teksty o tym, że spadłyśmy z nieba mogą nas już tylko przyprawić o ból głowy.
Nie wiem, kobiety , jaka amunicja w was trafia, ale u mnie to są zwykle wytarte i wyświechtane teksty o pięknie oczu mych błękitnych. Słyszałam więc już tysiąc razy, że:

- Można się w nich utopić, są błękitne jak Morze Czarne, są jak niebo w letni dzień, są głębokie jak dwie studnie (?????),są jak dwa jeziora, oceany, strumyki , szafliki, pierniki, nocniki, statystyczne roczniki i fabryczne podajniki.  

Na stronach internetowych znalazłam listę zabawnych zagajeń, które powinny każdą białogłowę powalić na kolana i spowodować, że będzie się czołgać za mężczyzną przytłoczona jego osobowością i niesamowitym poczuciem humoru. Wybrałam perełki:


Jesteś z kosmosu czy nosisz bieliznę dla kosmonautów? Bo masz tyłek nie z tej ziemi!
Gdyby wystawała ci metka to na pewno byłoby na niej napisane made in heaven!
Cześć mała, jesteś bezpańska? Bo mam tu smycz na takie suczki.
Chodż, a tak ci żubra wyłotoszę że ujrzysz poprzednie wcielenie.
Będę brał Cie w Peugeocie (Toyocie) przy plocie.
Chodź zabawimy się w dom. Ty będziesz drzwiami a ja będę pukał!
Hej mała. Czas zapłacić czynsz za życie w moim sercu!
Gdybyś była kanapką w McDonald's nazywałabyś się McBeauty.
Hej, mała, zjedzmy jutro razem śniadanie. Wolisz u siebie w łóżku, czy w kuchni?
Chdż mała a tak ci sakwę przetrzepię że żaden grosik w niej nie zostanie.
Sorry, ale wisisz mi drinka. Dlaczego? Bo jak Cię zobaczyłem to upuściłem swojego.


I co? Robi wrażenie?

Internet jest pełen stron gdzie mężczyźni radzą innym mężczyznom co robić, jak to robić i kiedy to robić. Oczywiście większość tych rad jest chybiona i nie ma żadnego powiązania (nawet internetowego) z rzeczywistością. Są to strony, na których frustraci radzą nieudacznikom jak zrobić coś o czym nie mają najmniejszego pojęcia. Bo wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby randka według przedstawionego przez jedną ze stron dla seryjnych podrywaczy scenariusza:

"Bardzo ważny jest  kontakt wzrokowy. W większości przypadków dziewczyna musi zauważyć faceta zanim on do niej podejdzie ze względu na poczucie bezpieczeństwa. Co ciekawe jednak kontakt wzrokowy może być przy tym ostry, ale nie nachalny!"

Zgadzam się, sytuacja gdzie podrywający wyskakuje zza węgła domu i atakuje mnie jednym z wyżej wymienionych atrakcyjnych zagajeń mogłaby się skończyć dla niego w szpitalu. Ja też bywam zaskakująco szybka, a z powodu nikczemnego wzrostu atakuję podstępnie od dołu, jestem jak pod-paskowa blond kobra, jak kucający ninja, jak krasnolud z toporem. 

"Niepospolite przywitanie się i odpowiednie, kontrowersyjne zadawanie pytań to podstawa. Pytania, pytania i jeszcze raz pytania a dopiero potem opinie."


Pytania? A co z odpowiedziami? I po kiego grzyba mi opinia kogoś o kim nic nie wiem? Gdybym chciała wysłuchiwać opinii każdego mężczyzny, który chciał mnie poderwać, głowa eksplodowałaby mi zanim skończyłam osiemnaście lat. 

Spróbujmy, poderwać coś według podanych wcześniej zasad:

Lazurowymi oczami mojej wyobraźni już widzę ten świdrujący wzrok pędzącego na mnie byka - ostry ale nienachalny . Rusza do ataku, błoto bryzga mu spod kopyt, para idzie z nozdrzy.  Stop, stop rumaku! Miało być nienachalnie! Buhaj zatrzymuje się więc trzy centymetry ode mnie i wita niepospolicie:

- Chodź, a tak ci borsuka wytarmoszę, że ujrzysz poprzednie wcielenie.
- (Mdleję w ciszy z rozkoszy, oczy uciekają w tył, ślina toczy mi się z pyska, pazurami rysuję linoleum.....)

I teraz, w taką prawie nieżywą mnie trafia seria pytań! Tadam!

(Osobiście uważam, że po takim wstępie seria pytań może dotyczyć jedynie borsuków i ich pożycia seksualnego. Bo jakich do licha ekwilibrystycznych cudów chce użyć podrywacz, żeby przeskoczyć od tarmoszenia mojego nadobnego borsuka do mojego hobby, do tego co lubię, jak mam na imię i w ogóle kto ja zacz? )

No to seria borsuczych pytań:(koniecznie kontrowersyjnych)

-Ile razy w miesiącu kochają się borsuki??
- eeee?

-Jaka jest ulubiona pozycja seksualna borsuków??
- aaa..ten..

- Widziałaś kiedyś borsuka który uprawiał seks z chomikiem?
- borsuka?,,

- Jaki kolor pończoch noszą borsuczyce zimą ?
- brązowy?

- Czy uprawiałaś kiedyś seks oralny z borsukiem?
- że co proszę?

- Ile borsuków w naszych lasach kupuje borsucze dildo w sex-shopach online?
- hmmmm?

- Czy sex analny jest zakazany wśród borsuków?
- cooo?

I tak chłoszcze mnie borsuczym życiem przez następne 20 minut, aż do bólu przedramienia.  A następnie wyraża swoją opinię, której jestem tak ciekawa jak zbiorów manioku w krajach środkowej Afryki w czasie wojny mandżurskiej.

-Nie wiesz dużo o życiu seksualnym borsuków maleńka, ale ja postaram się to zmienić. 
-Hiiiiihiiiihiiii - zacieszam histerycznie Wreszcie ktoś zadba o poukładanie mi wszystkiego w głowie, Mój Einstein przydrożny, Hawkins dla opornych, Gates na weekend.....

Ale, ale...zaraz, zaraz...to nie wszystko! Krynica mądrości rzecze: 

"Stawianie jej na pierwszym miejscu jest oczywiście niedopuszczalne! Dlatego delikatne i niezbyt gwałtowne oddalenie się podsyca jej ciekawość."

Nie wiem dlaczego postawienie mnie na pierwszym miejscu miałoby być niedopuszczalne? Czy wbiłabym się w dumę, że taki intelektualnie zaangażowany samiec zechciał zwrócić uwagę na pył marny, kruszynę niewielką, czyli mnie kobietę?

I co? Pozostaje mi tylko krzyczeć za odchodzącym:

-Hej kochany...proszę, nie zostawiaj mnie takiej rozgrzanej....!!!! Mój borsuk ciągle taki niewytarmoszony....!

Pewnie w marzeniach czytający poradnik, widzi już jak na czworakach podążam za nim (ja kobieta, nie ja- Gabi) gnana ciekawością i pożądaniem, ZE SMYCZĄ W ZĘBACH, ROZWIANYM WŁOSEM, OTWARTĄ PASZCZĄ...i swędzącym borsukiem oczywiście.

- Ach, samcu ty mój nadobny (krzyczę), zaczekaj, weź mnie, wytarmoś mi sakwę, pukaj aż mi będą bańki nosem szły i będę błagać o więcej. Tak, tak, tak!!!!

Marzę o tym. To musiałoby być niezapomniane zdarzenie.



Wieprzu Samo Zło!