Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

czwartek, 4 lutego 2010

Krótka notka, nieco seksistowska w wyrazie ale w rzeczywistości stworzona ku pokrzepieniu serc. niewieścich



Bezsprzecznie – to mężczyźni bałaganią w domu najwięcej. Nieważne ile ma lat twój facet – 10-20-30 czy 70 mała jest nadzieja na to, że coś w tej materii zmienisz. Mój mąż twierdzi, że to wszystko dlatego, ponieważ mężczyźni mają inne sprawy na głowie niż przejmowanie się drobiazgami. Te drobiazgi to obsikana deska w toalecie, sterta niezmytych naczyń w zlewie, resztki wyleniałego kołtuna w odpływie wanny i wieczne utyskiwania kobiet „Wynieś wreszcie te śmieci bo mam dość prowadzenia żywienia zbiorowego dla much”!!!!! Czasem ma się wrażenie, że mężczyźni wykonują pewne rzeczy po omacku, błądząc po domu jak pijane dzieci we mgle.
Jeśli już umyje naczynia, to w zlewie zostawi resztki z obiadu, które wyglądają zbyt obrzydliwie żeby je samemu wyciągać./do tego służą kochane kobiece rączki/ Ubikację myją niechętnie bo to też nie licuje z powagą majestatu męskiego. Najchętniej siedzieliby sobie w oczekiwaniu na Wielką Męską Robotę, która pojawia się raz na pół roku.
Swoją drogą ciekawe o czym ważnym myślał mąż mojej przyjaciółki znosząc wózek do piwnicy po spacerze z najmłodsza latoroślą…Zamknął piwnicę, wrócił na górę i przypomniał sobie, że dziecko nadal leży w zapiętym wózku, pod kołderką.
Mój tata naraził się mojemu dziadkowi /a swojemu teściowi/ podając mi zamiast syropu na apetyt czystą benzynę. Mając dobry węch głośno protestowałam, niestety zostałam zbesztana i nakłoniona siłą perswazji do połknięcia świństwa. Do końca życia mój dziadek podejrzewał tatusia o zbrodnicze zamiary w stosunku do wnusi. Tatuś zresztą uległ męskiemu roztargnieniu nie raz, nie dwa. Wyjeżdżając na delegację zapakował wszelkie kosmetyki do walizy zanim się wykąpał. Ponieważ nie chciało mu się kopać w bagażu, żeby znaleźć tam dezodorant, podstępnie postanowił użyć mojego. Widziałam jak wychodził z tego przybytku jakiś taki bardziej barczysty niż zwykle. Tym razem sięgając na półeczkę zamiast dezodorantu ściągnął krochmal w sprayu.
Dziadek zafundował sobie „nos pijaka” podkradając babci krem na odciski i używając go jako kremu do twarzy. Tatuś mył dwukrotnie zęby kremem do depilacji. I można by tak bez końca. A mój mąż?
Poranek, cudownie odświeżająca kąpiel i balsam do ciała o zapachu wiśniowo – waniliowym. Ponieważ nasza ówczesna łazienka była miejscem, które po kąpieli przypominało saunę, wszelkie rytuały upiększające ciało musiały być wykonywane w kuchni. Natarłam więc wszystko co dało się natrzeć, wklepałam to i owo i zajęłam się wycieraniem łazienki. Wyciągnęły mnie stamtąd okropne dźwięki, który kojarzyły mi się z japońskimi filmami o samurajach popełniających honorowe harakiri. Na środku pomieszczenia stał mój mąż z szeroko otwartymi oczyma i próbował złapać powietrze. Po 10 minutach sytuacja się wyjaśniła. Widząc wiśniowo – waniliowy pojemnik na stole wziął go za lody. Jeszcze prawie śpiąc załadował wielką stołową łyżkę do ust….od tej pory mam zakaz używania owocowych balsamów do ciała.

27 komentarzy:

  1. Hihihihih
    ale kosmos.
    Wpuść chłopa ... to ci kosmetyki zeżre :)
    Dawno temu jak byłam w szkole średniej, chłopak mojej koleżanki zjadł jej całe opakowanie nowego pudru w kulkach. Nie zorientował się wcale, stwierdził tylko ze chyba były przeterminowane, bo jakieś takie dziwne:)
    A mój chłop - jakiś taki chyba nudny - sprząta, zmywa naczynia i jeszcze nie wypił mi zmywacza ani nie zjadł żadnego kremu ..
    Buziole na miły dzionek

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się uczę od syna :D Ale tak naprawdę to zawsze wolałam twórczy bałagan (byle bez tego cholernego kurzu, ale akurat to świństwo wraca jak zaraza), w którym tylko ja się potrafię rozeznać.
    Nie zjadam natomiast produktów kosmetycznych.

    Za to bardzo mi się podoba pomysł ze znoszeniem różnych istot do piwnicy. Pomyśl tylko, gdyby tak różne osoby poupychać w różnych schowkach, piwniczkach, skrytkach... zapanowałby wreszcie błogi spokój :) wszędzie czysto, schludnie, poukładane z wyjątkiem tego, co sama rozbebeszę, ale to wiadomo przynajmniej co gdzie jest) nikt nie wyżera kosmetyków ani nie usiłuje otruć. Genialne, bo proste :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :)Poranne ablucje Mego kończą się dzień w dzień podtopieniem łazienki, podejrzewam "taplanie" w wodzie.Po tym i po mokrym papierosowym pecie na brzegu wanny poznaję ,że moje kochanie mył się przede mną.:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. bałaganię zdecydowanie ja, ale i ja też sprzatam, więc jest przynajmniej sprawiedliwie. tylko nie lubię jak Kochane Słoneczko zmywa naczynia, bo zmywa tylko to, co jest w zlewie, pomijając zupełnie to, co się do zlewu mogło np. nie zmieścić i stoi obok:) a ja mam czasem ochotę zjeść mój pomarańczowy piling do ciała - tak pachnie, że cud! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. aż dziwne, że nasz gatunek jeszcze nie wymarł! ..żyjemy chyba w myśl zasady: co nas nie zabije, to nas wzmocni :D
    Ja staram się kupować balsamy do ciała w jakichś naturalnych albo cytrusowych zapachach, bo wiem, że gdybym miała taki o zapachu czekolady, to nie mogłabym się powstrzymać przez spróbowaniem...

    Dobrze, że po tej benzynie nie dostałaś papierosa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bezprzecznie-znowu uśmiałem się do łez...:):)Kurcze wiesz co?ja Ci musze rację przyznać..Zaczałem już od malutkiego myląc wode mineralną z gorzałą w kielichu (nieświadomie jak Babcie kochałem..)Dawno temu będąc żonkosiem pomyliłem płyn do kąpieli z tym do higieny....no tej Waszej...;)będąc sam zrobiłem pranie samą wodą z dodatkiem rozpuszczalnika do kamienia w kiblu...ja już lepiej przestanę wymieniać..:):):)Wielka Męska Robota choć raz na rok wymaga dużo przygotowań z reguły i siły, dlatego wiesz,my się nie lenimy tylko sprężamy do skoku jak tygrysy..:):):)
    Lepiej sobie pójdę już:):)

    OdpowiedzUsuń
  7. heheheh:) obsmiałam się! ale notka okropnie prawdziwa.juz miałam zaprotestować, że mój młody myje garnki, kiedy napisałaś o tych resztkach w zlewie..
    pozdrawiam:-)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie się o tym czyta :), trochę gorzej po nich sprząta. Dlatego w momentach takich pomyłek, jak spożyta łyżka lodów przez Twego małżonka, jakoś tak mimochodem uśmiecham się złośliwie pod nosem :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój mąż ma wieczny problem ze znalezieniem. Czegokolwiek. Nie ma na wierzchu. W oczy nie kuje, to nie zobaczy;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ech, ten post to miód na me serce! :-D

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze , że tatuś nie przytknął ci zapałki do ust , bo byś mu spaliła oddechem grzywę :):):):)hahahahahahahaha od razu widzę wszystkie męskie wpadki w mojej famili i stwierdzam ,, no coś w tym jest " :):):)

    OdpowiedzUsuń
  12. No dzięki!!!
    Pośmiałam się:-)
    Mężczyźni wszak do wyższych rzeczy są stworzeni:-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ty chyba nienawidzisz facetów... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja???????? Mam głównie do czynienia z facetami, uwielbiam mężczyzn w każdej postaci:))

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie męska robota trwała przez cały zeszły rok...a teraz się lenie a z prac domowych najbardziej lubię prasowanie...
    a co do pomyłek,zdarza się że brudne rzeczy zamiast do kosza na brudy,ładuję do sedesu :)

    OdpowiedzUsuń
  16. a gdzie link do Twojego drzewka?

    OdpowiedzUsuń
  17. http://czarnypieprz.posadzdrzewo.pl/

    OdpowiedzUsuń
  18. Super ;)))) No i dobra no , sama o mało nie zjadłam balsamu do ciała , a nie wspomnę o mydle w kształcie czekolady , a jak byłam mała to jadłam krem Nivea i kredę szkolną hahahahahaha jestem facetem ????? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja myłam zęby tatusiowym kremem do golenia:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  21. Obecnie zamieszkujące ze mną osobniki męskie są spod znaku Panny. Psi samiec też. Kwok nie było na stanie.

    OdpowiedzUsuń
  22. wróciłam do domu na weekend, i mój tato wyciąga dłonie, myślałam, że na powitanie i mówi do mnie, co to za krem kupiłam do rąk, on ma pomarańczowo-żółte dłonie i nie może tego domyć, użył samoopalacza, mało tego, dwa razy, bo się szybko wchłonęło...

    mężczyźni :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mój nic nie zeżarł podejrzanego, nic nie nasmarował, ale do dziś wspominam pewne przedszkolne jasełka. Dzieci rzędem jak malowane. Wystrojone w bielusienieńkie bluzeczki, a córuchna?? W podkoszulku, o zgrozo, na długi rękaw. Bo jaśnie małżonek ubrał w to co naszykowałam na krzesełku. A jak bluzeczka na wieszaczku obok była to jej nie dojrzał przecież. To cud, że spódniczkę położyłam, bo by niebożę w rajtuzkach jeszcze się wdzięczyła samych:)))

    OdpowiedzUsuń
  24. O kurcze!! Przeczytalam i z przerazeniem doszlam do wniosku, ze Wspanialy jest kobieta. Co ja biedna teraz poczne??:)) To on sprzata, jak zmywa gary, to razem ze zlewozmywakiem i blatami szafek kuchennych. Ja myje tylko gary:)) Nie przypominam sobie zeby sie kiedys nazarl lub napackal czyms dziwnym, on ma zwyczaj pytac, jak nie jest pewnien. No baba!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam zaległości, więc zaczynam od początku...
    Pieprzu, jak zawsze masz świętą rację. Ja dostałam jako syrop na kaszel środek do czyszczenia plam z kościołowych spodni pod tytułem: "Tri".
    Czasami odnoszę wrażenie, że nasze żywoty są równoległe...

    OdpowiedzUsuń
  26. O Jesssssu jestem babą :P Pozdrawiam z przerażeniem :)

    OdpowiedzUsuń