
Przypadek pierwszy:
- Wyjdź gdzieś, poznaj kogoś… - mówiła mama do Ewuni – ciągle tylko siedzisz w domu.
Jesteś młoda, ładna powinnaś się bawić i poznać jakiegoś przystojnego młodzieńca.
Poszła. Poznała. I dopadł ją pech – wyszła za mąż z wielkiej miłości. Mąż przystojny, wysoki, może nieco zbyt szczupły ale za to z bujną, gęstą czupryną. No i przede wszystkim zakochany. Już w 3 miesiące po pierwszej randce zaproponował małżeństwo, na które Ewa zgodziła się z radością i nadzieją na lepsze jutro. Niestety, jak to zwykle bywa z przystojnymi – zdradzał. Pierwsza zdrada nastąpiła już 3 tygodnie po wspaniałym weselisku, w czasie podróży poślubnej. Mąż w podróż jechać nie chciał i zaproponował, żeby Ewunia zabrała w tą upojną podróż swoją własną mamusię, a on tymczasem zostanie w domu i zrobi generalne przemeblowanie gniazdka miłości. Cóż miała robić świeża panna młoda? Pojechała zwiedzać Kazimierz nad Wisłą w towarzystwie naindyczonej i rozbawionej nieco mamusi. Czas spędziły spacerując pod ramię głównym deptakiem i obserwując całujące się na ławkach pod drzewami szczęśliwe parki. Po powrocie do domu zastały pobojowisko – sterty brudnych naczyń, ciuchy zaścielające całą podłogę w łazience, pustą lodówkę i długie włosy na haftowanej w aniołki poduszce świeżo zakupionego łoża małżeńskiego, ze złoceniami u wezgłowia.
- Skąd te włosy? – zapytała trzeźwo Ewa swojego nieogolonego oblubieńca, trzymając w palcach kręcony, czarny loczek.
- Jakie włosy? A, to…kolega wpadł ze swoją dziewczyną, to użyczyłem im łóżka. Przestań być podejrzliwa jak każda baba – zmarszczył brwi i podrapał się po kilkudniowym zaroście, ziewając przy tym niemiłosiernie.
Ewa już dawno postanowiła być żoną wspaniałą, zamilkła więc i przełknęła piekącą gulę, która pojawiła się w jej gardle i cisnęła się w stronę wyjścia, żeby eksplodować w zetknięciu z kwaśnym powietrzem pokoju.
Rozpoczęli wspólne życie we trójkę. Teściowa, która jeszcze dzień przed ślubem była wspaniałą mamulą, której oblubieniec nigdy nie posiadał, teraz przeistoczyła się w jego oczach w ziejącego jadem potwora, którego unikał jak diabeł wody święconej; mieszkanie, które miało łączyć dwa serca spragnione miłości stało się więzieniem, z którego uciekał kiedy tylko mógł.
Z czasem lojalne koleżanki zaczęły informować Ewę o tym, że miały okazję zobaczyć jej szanownego małżonka to tu, to tam z tą lub tamtą panią. W końcu Ewa nie wytrzymała, wygarnęła wszystko co jej na sercu leżało i w zamian usłyszała ogłuszająca prawdę:
- Tak, wiesz…no spotykam się z różnymi tam…a co ty się nigdy nie spotykasz?
- Prywatnie i pokątnie? Nigdy!! Od czasu kiedy jestem twoją żoną nie chadzam na randki!
- Wiesz…może mamy inne charaktery…
- Tak! Ty jesteś dziwkarzem, a ja nie!
- Ja ci nie bronię…
- Czego?
- No, żebyś się z kimś spotykała. Wyjdź gdzieś, poznaj kogoś…jesteś jeszcze młoda, to sobie kogoś znajdziesz….
Tej nocy Ewa i jej pierwszy małżonek pakowali do pudełek wiano niewiernego.