Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

środa, 28 kwietnia 2010

Siała baba mak...



Siała baba mak, nie wiedziała jak.
Wszystkich swoich studentów darzę nieokiełznana miłością. Nie jest ważne - stary czy młody, brzydki czy ładny, mądry czy mniej mądry. Spalam się w tym strasznie ale inaczej nie potrafię. Mam wrażenie, że na każdym spotkaniu dokonuję sekcji na swoim ciele i przewracam go na drugą stronę, z tego powodu po 3 godzinach zajęć bywam kompletnie nieprzytomna i urobiona jak górnik po szychcie. Nagrodą są słowa - Co? Już? Koniec???.
Nie wiedziałam, że to działa w obie strony. Zasiałam i zebrałam. Kiedy już tak całkiem zapadłam się w głąb najczarniejszej czerni otrzymałam: własnoręcznie pieczony chleb /wykonany przez najstarsza kursantkę/, piękne zdjęcie wykonane SPECJALNIE DLA MNIE, kilka ciepłych listów,prawdziwe ruskie pierogi ręcznej roboty i małe złote serdeuszko, a nawet LAURKĘ! - no? i jak tu nie kochać ludzi?
Tym samym postanowiłam wrócić do życia i ustawić się pionowo. Wszystkich serdecznie pozdrawiam i kończę z marudzeniem.

Baba co sieje, jest olejem na płótnie:)

sobota, 24 kwietnia 2010

PRZYCZYNĄ DESZCZU JEST ROZŁOŻENIE PARASOLA?




Parasol nie chroni od łez

Tak dobrze bez niego jest

Bo lepiej nie wiedzieć

Co spływa mi z rzęs

Czy łzy

Czy deszcz

Czy łzy

Czy deszcz

Parasol nie chroni od łez

/Jonasz Kofta

A na obrazie znajduje sie pan Goździkiewicz. Bardzo go lubię.

piątek, 16 kwietnia 2010

Bajka o Męczysławie.



Wyobraźcie sobie niedużą kobietę, skuloną w pół, ciągnącą za sobą na grubym powrozie ogromny wóz napakowany ludźmi.
Ludziska stoją sobie niedbale, podgryzają kiełbasę z chrzanem, uśmiechają się mile i wesoło strzelają z bata.
A któż tam wierci się na koźle?
W pierwszym rzędzie tańczący kazaczoka Rodzice Moi Kochani, mamusia z wielkim hasłem „Rodzinie trzeba pomagać” i tatuś poprawiający okulary z odezwą o wdzięcznym tytule "Należy" , następnie niosące potargane spodnie dziecię, zmarszczony i kręcący głową mąż, szczebioczące ciocie, ujmująco mili kuzyni i kuzynki, nieco nadęta teściowa, kilku szczerzących się pracodawców, wymagający studenci, i chlapiące śliną psy . Znajomi już spadli z wozu ale wciąż próbują się na niego dostać. O…jeden już się wspina. Spadł. Hihi…ależ wzniecił kurz. Nie, nie… trzyma się mocno, aż mu kostki u rak zbielały. O, już się sprytnie podciągnął na rękach i mimo, że nogi nieco mu się wloką po kamienistej drodze to nie puszcza.
Coś śpiewają?
Aaa…śpiewają – Czarny Wpieprzu ty nasz, kochamy cię!! Słoneczko ty nasze, zawsze uśmiechnięte, kochamy cię!
Ale można usłyszeć też basowe:
„A ty wołku, blond wołku, dobrze mi orzesz…od świtania jak do nocki stanęły zoooorzeeee”
Czarny Wpieprz wciąga powietrze i posuwa się wolno, noga za nogą…
- Co tak wolno córeczko? Szybciej tymi kulaskami przebieraj, szybciej!
A wóz rośnie i rośnie, co chwila wskakuje na niego jakiś nowy miłośnik, aż w końcu sznur pęka i wszyscy wpadają do rzeki. Czarny Wpieprz ogląda się do tyłu, prostuje się i uśmiechnięty odbiega w podskokach. Wie, że trochę to potrwa zanim się wszyscy wygrzebią, a że ręki nie podał, że po raz pierwszy nie pomógł? Powie, że się zamyślił.
Niestety, tak dawno nie biegał wolno, że zaraz złapał katar.

środa, 7 kwietnia 2010

Ewy przypadki czyli Miłość to sprawa idealna, małżeństwo - realna.




Przypadek pierwszy:

- Wyjdź gdzieś, poznaj kogoś… - mówiła mama do Ewuni – ciągle tylko siedzisz w domu.
Jesteś młoda, ładna powinnaś się bawić i poznać jakiegoś przystojnego młodzieńca.

Poszła. Poznała. I dopadł ją pech – wyszła za mąż z wielkiej miłości. Mąż przystojny, wysoki, może nieco zbyt szczupły ale za to z bujną, gęstą czupryną. No i przede wszystkim zakochany. Już w 3 miesiące po pierwszej randce zaproponował małżeństwo, na które Ewa zgodziła się z radością i nadzieją na lepsze jutro. Niestety, jak to zwykle bywa z przystojnymi – zdradzał. Pierwsza zdrada nastąpiła już 3 tygodnie po wspaniałym weselisku, w czasie podróży poślubnej. Mąż w podróż jechać nie chciał i zaproponował, żeby Ewunia zabrała w tą upojną podróż swoją własną mamusię, a on tymczasem zostanie w domu i zrobi generalne przemeblowanie gniazdka miłości. Cóż miała robić świeża panna młoda? Pojechała zwiedzać Kazimierz nad Wisłą w towarzystwie naindyczonej i rozbawionej nieco mamusi. Czas spędziły spacerując pod ramię głównym deptakiem i obserwując całujące się na ławkach pod drzewami szczęśliwe parki. Po powrocie do domu zastały pobojowisko – sterty brudnych naczyń, ciuchy zaścielające całą podłogę w łazience, pustą lodówkę i długie włosy na haftowanej w aniołki poduszce świeżo zakupionego łoża małżeńskiego, ze złoceniami u wezgłowia.
- Skąd te włosy? – zapytała trzeźwo Ewa swojego nieogolonego oblubieńca, trzymając w palcach kręcony, czarny loczek.
- Jakie włosy? A, to…kolega wpadł ze swoją dziewczyną, to użyczyłem im łóżka. Przestań być podejrzliwa jak każda baba – zmarszczył brwi i podrapał się po kilkudniowym zaroście, ziewając przy tym niemiłosiernie.
Ewa już dawno postanowiła być żoną wspaniałą, zamilkła więc i przełknęła piekącą gulę, która pojawiła się w jej gardle i cisnęła się w stronę wyjścia, żeby eksplodować w zetknięciu z kwaśnym powietrzem pokoju.
Rozpoczęli wspólne życie we trójkę. Teściowa, która jeszcze dzień przed ślubem była wspaniałą mamulą, której oblubieniec nigdy nie posiadał, teraz przeistoczyła się w jego oczach w ziejącego jadem potwora, którego unikał jak diabeł wody święconej; mieszkanie, które miało łączyć dwa serca spragnione miłości stało się więzieniem, z którego uciekał kiedy tylko mógł.

Z czasem lojalne koleżanki zaczęły informować Ewę o tym, że miały okazję zobaczyć jej szanownego małżonka to tu, to tam z tą lub tamtą panią. W końcu Ewa nie wytrzymała, wygarnęła wszystko co jej na sercu leżało i w zamian usłyszała ogłuszająca prawdę:
- Tak, wiesz…no spotykam się z różnymi tam…a co ty się nigdy nie spotykasz?
- Prywatnie i pokątnie? Nigdy!! Od czasu kiedy jestem twoją żoną nie chadzam na randki!
- Wiesz…może mamy inne charaktery…
- Tak! Ty jesteś dziwkarzem, a ja nie!
- Ja ci nie bronię…
- Czego?
- No, żebyś się z kimś spotykała. Wyjdź gdzieś, poznaj kogoś…jesteś jeszcze młoda, to sobie kogoś znajdziesz….
Tej nocy Ewa i jej pierwszy małżonek pakowali do pudełek wiano niewiernego.

piątek, 2 kwietnia 2010

Wielkanocy Czas - trochę prywaty



Ufff...zdążyłam z jajami tuż przed Świętami!Wszystkim Wszystkiego Dobrego!Mam jaja i turlam w Waszą stronę:

Aniu - Tobie na zajączka więcej czasu dla siebie, i żeby praca wyszła prima sort!
Wspieram Cię mocno!
Marzyniu - niech żyje czas bez bólu pleców, szczególnie że będzie w końcu lepszy czas. Trzymam za Was kciuki.
Magento - żeby Nietoperz się rozrósł do niespotykanych rozmiarów! I napisz koniecznie doktorat z tych kropielnic, temat już jest:)
Tami, Davi, Riverman - kolorowych jajek!
Żuczku - uśmiechu na każdy dzień roku!
Lelevino - czekam na szelest kartek!
Anaste, Duszko - dobrego czasu z rodziną!
Reg - więcej optymizmu!

Wszystkim znajomym blogowym - WESOŁEGO JAJA i wspaniałych tekstów na blogach. Zwolnijmy trochę przez te parę dni, co? Mam tyły w czytaniu, muszę dogonić czas przeszły.:)Ściskam wszystkich co widać na załączonym obrazku!