Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

wtorek, 8 grudnia 2015

My jesteśmy straszne zmory, bardzo groźne z nas upiory,Jeśli nie chcesz się nas bać, musisz nam buziaka dać.(część 2)









Odsłuchali Rockwella z końca pierwszej części? Dobrze, bo świetnie wprowadza w atmosferę. To jedziemy...

Ogród w naszym domu jest pełen starych rzeźb, które wydają się poruszać w świetle księżyca.  A ponieważ jest to tradycyjny angielski dom, w którym gardzi się czymś tak trywialnym jak firanka i zasłona, całe nasze życie po zmroku jest wystawione na oblegającą nas jak wata ciemność. Tak, tak, życie intymne też. I to też!  Oczywiście, w takim miejscu nie należy nigdy tracić czujności i dawać swojej wyobraźni pola do popisu. Żadne - "coś tam mignęło za oknem", lub "coś zaskrobało w szybę" nie wchodzą w grę. Zbiorowa panika gwarantowana. 

Bezfirankowe okna wychodzące na dyszący grozą ogród:

Nic więc dziwnego, że każde pukanie do drzwi lub okien po zmroku  ścina nasze kobiece serca mrozem grozy. Powody tej grozy bywają jednak bardzo różne - w zależności od własnych preferencji i narodowości. Osobiście należę do grupy polskich ultra sceptyków. A to oznacza, że żadne strzygi, utopce, wampirze, kobiety-pająki, wilkołaki, sukuby, stukostrachy, o podrzędnych duchach i zjawach nie wspomnę, kiepsko się ze mną komponują. Już kiedyś pisałam, że jedna z moich przyjaciółek opisała to w bardzo dosadny sposób:
"Ty byś nie zauważyła ducha, nawet gdyby ci przysadził kopniak w tyłek"
Myślę, że ma rację. Pewnie pomyślałabym, że tak mi coś strzyknęło w krzyżach ze starości. 

Dom nic nie ułatwia...jest stary jak najstarsze angielskie starowinki, rury wyją, stropy stękają, schody trzeszczą, okna (o pojedynczych szybach, zsuwane w dół) same się zamykają z trzaskiem, a drzwi, dla odmiany,  same się otwierają. Na dodatek ilość luster, dziwacznych obrazów i wielkich okien wychodzących wprost w ciemność przekracza tu unijne normy. Przechodząc korytarzem, lub siedząc na łóżku w sypialni ma się wrażenie bycia obserwowanym (czy wspomniałam , że rzeźby znajdują się w całej chałupie, i w ciemnych  korytarzach też? Wszystkie mają naturalne ludzkie kształty - idąc po ciemku, można się więc nabić nieoczekiwanie na palec Napoleona) lustra odbijają się w lustrach...wiecie, człowiek patrzy w te lustra i czeka aż wyłoni się z nich vicewers dziki.

( Dla tych, którzy nie wiedzą kim lub czym są vicewersy dzikie mała ściąga: opis vicewersów dzikich). No, i są jeszcze koty. Koty, które wchodzą i wychodzą kiedy mają na to ochotę.

Jedna z rzeźb, na której łapska można się nadziać:



Nic więc dziwnego, że dla ludzi u których sceptycyzm został wyparty przez mistycyzm, dom taki może być wspaniałym miejscem do rozwijania w nieskończoność własnej wyobraźni. Nadmienię, że większość czasu spędzamy z ludźmi, którzy widzą co Bóg napisał do nich na ścianach, uważają, że są divami operowymi z czasów międzywojnia lub, że pod łóżkiem zaczaił się na nich android wysysający krew. Jeden nierozsądny krok, o jeden ciarek za daleko, jedno niepotrzebne spojrzenie w ciemność...i Huston! Mamy problem...

Zaczyna się zwykle od drobiazgów...

Własnie przygotowywałam sobie swoją wieczorną kawkę, kiedy jestestwem mym wstrząsnął przeraźliwy, stawiający mi na baczność wszystkie nieogolone włosy na ciele, wrzask. 
---AAAA...ahaaa....aaaa

I żadnego wyjaśnienia, żadnego rozwinięcia tematu. Po prostu suche - aaaaaa. Porzuciłam więc, rozlaną na blacie stołu czarną, aromatyczną ciecz i rzuciłam się do holu, niemal pewna, że musiało się stać coś upiornego. Moja koleżanka z przerażeniem malującym się na obliczu ściskała klamkę ogrodowych drzwi, ciągnąc je do siebie z siłą Pudziana .

- Co ty robisz do diabła? - zapytałam z ciekawością.
- Diabła!!!!! Aaaaaa - wrzeszczało dziwowisko z grozą w oczach. długie czarne włosy oblepiały jej twarz w tak oryginalny sposób, że wyglądała jak zjawa z filmu "Krąg".  Słaby ciarek przebiegł mi szybko od karku w stronę majtek. Zdusiłam go gumką od niewymownych.

Chwilę to potrwało zanim z rozwartych szeroko, jak wrota piekieł ust koleżanki wyszło proste, okrągłe, wyjęczane na jednym oddechu zdanie - Chciałam zamknąć drzwi, nie mogę... coś chce je otworzyć....

Przyjrzałam się uważnie całej sytuacji i spostrzegłam kawałek starej, rozsypującej się kotary , który dostała się między wrota. Grubość wyżej wymienionego strzępka nie pozwalała na domknięcie drzwi, za żadne skarby. Gabaryty i siła koleżanki mogły wkrótce spowodować wciągnięcie drzwi do środka razem z ościeżnicą i kawałkiem ogródka. 

-Puszczaj drzwi, bo zaraz odrąbie ci te grabie tasakiem - ostrzegłam z wrodzoną delikatnością. .
- Nieeee.....aaaaa...to wejdzie! 
- To kotara! Kotara!!!!
- Co to jest kotara?...ja nie chcę...aaaaaa - powiększająca się panika spowodowała u niej całkowity zanik znajomości języka angielskiego, zaczynała już coś bełkotać w języku własnej matki (dla mnie niestety niezrozumiałym).
- Kotara...,.do jasnej cholery! K-O-T-A-R-A! 
- Aaa....nieeeee....nie wpuszczaj jej....

Miałam wrażenie, że rozmawiam z wariatem, który już stracił kontakt z rzeczywistością lub nażarł się małych różowych tabletek, które znajdują się u nas pod ścisłym nadzorem(w specjalnej kasetce, do której klucz leży w osobnym schowku, do którego klucz schowany jest w piwnicy, do której klucz...itp.). Mogłam koleżance wydzielić soczysty policzek, który pewnie przywołałby ją do pionu, ale ponieważ jest ona wzrostu i postury więcej niż słusznych, mogłoby się to dla mnie skończyć utratą siekaczy. A tego byśmy nie chcieli sssskarbie, bo przecież dopiero co pozbyliśmy się diastemy i przestaliśmy wyglądać jak nędzna podróbka Madonny. 

Podeszłam więc bliżej, i dziabnęłam trzy razy ręką w kawał materiału. Dotarło. Oczy wróciły na swoje miejsce, szpony wypuściły z uścisku klamkę i Marika zjechała plecami po ścianie.
- Dzisiaj śpię z tobą - zakomunikowała spiżowym głosem.




Na drugi dzień zauważyłam ją krążącą wokół domu, i wykonującą jakieś dziwaczne ruchy dłońmi. Przyjrzałam się bliżej - rozsypywała jakiś proszek. Okazało się, że była to najczystsza sól. Sól ta miała trzymać wszelkie potwory ciągnące tabunami od strony pól. z dala od naszej chałupy. W pokojach zostały ustawione misy wypełnione do połowy solą, a ja zostałam poinstruowana o absolutnym zakazie dotykania proszku. .

Marika codziennie robiła przegląd mis, chrząkając znacząco i kiwając głową. Kilka razy pokazała mi coś w misce, upierając się że są to ślady pazurów. Przytakiwałam, bo ja zawsze przytakuję i zgadzam się na wszystko. Kompletny brak asertywności to moja największa wada, reszta to same zalety, oczywiście. 

Trzy dni później Marika przywlokła do domu wietrzne dzwonki i łapacze snów. Całe popołudnie spędziła na odpowiednim rozmieszczaniu jednych i drugich w całym domu.
Wieczorem dzwonki wisiały już wszędzie, i jak na dzwonki przystało, dzwoniły z każdym podmuchem wiatru.(a przyszedł do nas własnie huragan i duło jak diabli). 

 - Słyszysz? Idą....- łypnęła w stronę ciemnego pola rzepaku i kapusty Marika. 
- To wiatr. Wiatr porusza dzwonkami - odpowiedziałam próbując za wszelką cenę utrzymać równowagę umysłową, mimo zapadającego za oknem zmierzchu. 
- Żaden wiatr. Nie ma wiatru. I zamknęłam okno w twojej sypialni, sukuby uwielbiają się wciskać przez okna...- szepnęła tajemniczo.

Łapacz snów, który został powieszony w mojej sypialni, tuż nad moją głową, miał dołączoną trupią główkę z błyskającymi na czerwono oczętami. Leżąc w łóżku, i nie mogąc zasnąć z powodu hałasu jaki produkowały dzwonki, ciągle widziałam wpatrujące się we mnie mrugające ślepia. Nie jest dobrze Gabryś- pomyślałam. 

Moje okno z gąszczem pełnym sukubów:



Listopad. Wracam do UK z Polski. Wdrapuję się na górę po schodach, otwieram drzwi swojego pokoju i już zamierzam rzucić  bagaż podręczny na łózko...gdy do moich nozdrzy dociera pierwsza, ostrzegawcza fala...

Pokój śmierdział. Był to kwaśny, dobrze zbrylony zapach starego capa, który poprzednią noc spędził na jedzeniu grochówki i piciu wódki ze skunksem, i właśnie się obudził we własnych wymiocinach i skarpetach skunksa. Wstrząsające. 

- Hej!!! Czy ktoś spał w moim łóżeczku, że tak grzecznie zapytam? - krzyknęłam w stronę parteru.
- Nie...to ...oczyszczenie... - zostało odwrzeszczane z dołu. 
- Oczyszczenie? Raczej ciężkie skażenie powietrza! Kto i co tu rozlał i czy musimy wzywać ekipę do toksycznych wyziewów????
- Nie...nic się nie rozlało, ale nie ruszaj tego kieliszka przy łóżku...

Podeszłam bliżej poduszki i o mały włos nie zemdlałam. Faktycznie, tuż u wezgłowia łóżka stał spory kielich, wypełniony jakimś proszkiem i cieczą. Smród można było ciąć piłą i zjadać jak karmelki. Marika zmaterializowała się przy mnie:

- Nie dotykaj tego... Dostałam to od mojej wróżki. To będzie trzymać wszystkie złe duchy z daleka od ciebie.
 - A nie przyszło ci do głowy, że będzie trzymać też mnie z daleka od łóżka? A może i mojej sypialni?
- Otworzysz okno.
- A sukuby?
- Nie wejdą kiedy to działa.

No, ja się nie dziwie. Myślę, że nie ma takiego zwyrodnialca na świecie, którego by ten odór nie odstraszył. Na wszelki wypadek można by to rozlać na wodach dookoła Wyspy. Nie ma szans, żeby ktoś się przedostał. 

Wieczorem położyłam się na łóżku. Nad moją głową obok czaszki ludzkiej, wisiała jakaś wychudzona ptasia morda z szarymi piórkami.  W otwartym oknie kołysały się dzwonki, grając coś z repertuaru Paderewskiego, lustra były odwrócone do ściany, wypinając się do mnie pustymi, czarnymi zadami, i śmierdziało martwym z przeżarcia capem. .

Zatęskniłam do domu, ale przynajmniej mogłam być pewna, że żadne złe duchy nie będą miały do mnie dostępu.

"....I dlatego też zwracam się uprzejmie z prośbą o przeniesienie mnie w miejsce, które jest mniej oddalone od ludzkich siedzib...."


I przyjrzyjcie się uważnie Bobkowi Smithowi - też mam taką minę leżąc w łóżku....no i te sukuby pakują mu się przez okna jak u mnie, (typowe angielskie, podnoszone do góry, pojedyncza szybka - okna, nie sukuby)...no, cała ja w moim angielskim domku:-))) W końcu Robek wie jak to jest, wychował się na angielskiej prowincji. 



Pieprzu. w odwrocie

54 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Margarithes, ja też sobie współczuję. Biedny Wieprzuś, biedny...

      Usuń
    2. Całe życie z wariatami... masz siłę :*

      Usuń
  2. Ostro. Czuje ten klimat, kiedys bedac mloda niewiasta pracowalam we Francji w podobnych warunkach. Praca polegala na przebywaniu w starych domiszczo-zamiszczach w towarzystwie zaifnfekowanych demencja staruszkow. Jeden z nch kradl mi majtki, jak sie okazako. Uzywane. Ach co za wspomnienia.

    Poza tym ciekawosc mnie zzera co ty tam robisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wnioskuję, że Pieprzu pracuje jako kustosz w tajnym prywatnym muzeum przedmiotów zagrabionych Rzymianom podczas wojen celtyckich... ;-)

      Usuń
    2. Toya, bardzo podobne klimaty tutaj. W końcu Anglia i Francja zawsze sobie zazdrościły nawzajem:-)

      Kalina -o,to, to, to plus mumie do obrobienia:-)

      Usuń
  3. Rzeczywiście groźnie Ci ten opis wyszedł, ja już się boję tych sukubów i tej wilgoci i zimna przy pojedynczych angielskich zasuwanych oknach, chociaż tylko przeczytałam!
    Ale co jak co, smrodu bym nie zdzierżyła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw - człowiek nie sznurek, wszystko zniesie:-) A jak nie , to zwariuje. Czego ani sobie, ani innym nie życzę. Wariactwo jest strasznie męczące, fizycznie też.

      Usuń
  4. p.s. zdjęcia wyszły faktycznie jak ilustracje do filmu Krąg... w tym to drugie śliczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw - nic tak nie tworzy nastroju horroru, jak czarno - białe zdjęcia:-)

      Usuń
  5. Mieszkasz w muzeum przerobionym na osrodek dla niestabilnych nerwowo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieprzu, a nie mieszkanie czasem obok starego celtyckiego cmentarzyska? Bo wtedy łapacze snów nie pomogą. Wtedy trzeba biegać po łąkach w koszuli nocnej z podniesionymi rękami i rozpuszczonym włosiem, zwłaszcza podczas zimowego przesilenia, a to już niedługo ;-)

      Usuń
    2. Diable - jesteś na dobrym tropie!

      Kalino - ja biegam, biegam, nawet bez koszuli! A może to źle? Może właśnie tej koszuli mi trzeba, tylko że tu strasznie przegrzewają i z reguły śpię nago.

      Usuń
    3. Z mojego doświadczenia z sukubami wynika, że nie ma jak narysować sobie pęczek czosnku na ciele (ale nie na czole).
      Markerem ich!

      Usuń
  6. Nie ma to jak mieszkać z egzorcystkami :) Wszystkie strzygi wyłapią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaga- NO...mają takie szkatułki, wolę tam nie zaglądać bo pewnie strzygi aż się kotłują wewnątrz.

      Usuń
  7. wiedziałam! wiedziałam, że tam jest jakiś sleepy hollow;) i całkiem niezły cyrk w szato masz;) człowiek jak nie wie, to myśli że te małe, ustronne domeczki na zapadłej wsi angielskiej to takie spokojne oazy, a tu proszę...nic bardziej mylnego, same atrakcje, tłok zmor wszelakich jak na marszałkowskiej w godzinach szczytu i atmosfera jak w domu dla obłąkanych z epoki wiktoriańskiej... nie można się tam nudzić!tylko te zapachy, smrodki i wyziewy od oleumów... ale jest rozwiązanie, nawłoć błotna! rośnie toto wszędzie i ponoć odstrasza złego, a co najważniejsze nie śmierdzi! można spać;) no ewentualnie można się obłożyć natką pietruszki czy lubczyku,bo magiczne działania im przypisują... fajnie tam:) taki home sweet home z przyległościami;)i od razu mnie ciekawi, co też się znajduje na strychu tego domostwa, prócz skrzypiących schodów i pajęczyn... i kominek... w tym domu na bank jest kominek! przesz musi być, żeby wiatr miał gdzie wyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sz...jeszcze wejścia na strych nie odnalazłam. Ale cała chałupa to jeden wielki strych, z pajęczynami jak na teledysku poniżej. A pająki tutaj mają odwłok wielkości dobrze upasionego szczura. Kiedyś z jednym prawie się pobiłam o poduszkę, którą niecnie chciał wciągnąć pod łóżko.

      Usuń
  8. Po pierwsze primo, czy ja już wspominałam, że kocham Cię za te opowieści? Nic tak nie poprawia nastroju od rana jak kawa z Czarnym Pieprzem!

    Po drugie primo - wczułam się. Ja mam wyobraźnię bujną jak młoda pietruszka na wiosnę i do tego straszny ze mnie tchórz, tak więc w Twoim opisanym domu sama bym się obsypała dookoła solą, obłożyła nawłociami i lubczykiem, dokładając ze dwa kilo czosnku tak dla pewności. Symbole kredą, amulety, talizmany, wszelkiej maści odstraszacze też byłyby na miejscu, doprawione szczyptą swojskich zdrowasiek. I wiesz co? Mieszkałabym tam! Ja! Co zapala wszystkie światła idąc w nocy do klo, w poPRLowskim bloczku w centrum prowincjonalnego miasteczka. Uwielbiam takie klimaty <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mAŁA mI- kiedyś też tak miałam, ale mi przeszło. Na szczęście, bo dołączyłabym pewnie do sukubów za oknem, jak amen w pacierzu. I czuję się baaaardzo doceniona, dziękuję:-)))))

      Usuń
  9. Czarna Ty żyjesz w Wersalu?? te rzeźby klasyczne ho cho
    działające też na wyobraźnię))) a okna otwierane do góry zawsze mi się marzyły... jak rozumiem mało miałaś wspólnego z wystrojem wnętrz w tym domu. Oraz rozumiem, że się wyprowadzasz w najbliższym czasie, to się nie ma co martwić dybukami krążącymi w okolicy ;-) zdjęcia klimatyczne rodem z horroru ...i nie ma nudy))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teatralna - ja żyję kawałkiem życia innych, dlatego do wystroju nie przykładam ręki. Jeśli dobrze pójdzie to ostatnie 12 dni przede mną w tym miejscu. Mam nadzieję, że wystarczy nam soli i octu na te dwa tygodnie...

      Usuń
  10. Nie wygląda to dobrze. Dopóki Marika używa zasmradzaczy do odpędzania złego, pół biedy, ale jak zacznie nabijać rewolwer srebrnymi kulkami?
    Szkoda, że nie mieszkam bliżej. Aż korci, żeby połazić wieczorem po Waszym ogrodzie i nieco pozawodzić, pobłyskać latarką w kolorze czerwonym ;) Przebacz mi Brunhildo! Przebacz mi Bogusławie Łyyyyyysy!

    Bardzo gustowna rzeźba. Pięknie zbudowana. Zdjęcia fajne. Najsympatyczniejsze to, które przypomina świnkę morską długowłosą, łypiącą oczkiem :)

    Jak można mieć okna z jedną szybką? Zimą zeskrobujecie z nich szron? A krany przy umywalce dwa, tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, jedna szyba to w jukej normalka. Tak samo jak grzyb na scianach.

      Usuń
    2. W XXI wieku? Przecież stać ich na dwie szyby, a nawet trzy :)

      Usuń
    3. Oni dlatego mają tyle kasy na kontach oszczędnościowych, bo nie wydawali na szyby ;-)

      Usuń
    4. Ove - zapraszam:-) Mamy nawet kilka dodatkowych łóżek z pasami, gdybyś się poczuł zarażony szaleństwem:-) Świeczka, mój złoty, świeczka robi lepszą robotę niż latarka. Tu i tak coś bez przerwy wyje za oknem, musiałbyś wyć głośniej. Za świnkę morską postanowiłam się obrazić, one mają takie czerwone oczy!
      Zapamiętaj - UK to okna pojedyncze, masa pająków, w Londynie szczury, rury na zewnątrz chałupy, grzyb mile widziany, okna pojedyncze i podwójny kran w umywalce. Ale w ogóle jest cool, naprawdę są i przepiękne momenty:-) Lubię ten kraj.

      Kalino - okna z podwójnymi szybami to zbyt nowoczesne, Anglicy są konserwatystami. A pojedyncze szybki dają jeszcze dodatkowy efekt oprócz chłodu, słychać szelest każdego liścia na zewnątrz.

      Usuń
  11. Wszystko wyrzucić najlepiej ochraniająco działają kapcie postawione przy łożu palicami skierowanymi w Twoją stronę to wystarczy, żadne złe duchy nie przejdą. :) Sprawdzone. :))Super napisane uwielbiam Twój styl. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. elkiblog -dziękuję kochana, każda pomoc się przyda:-))) I dziękuję za pogłaskanie po podbrzuszu:-)

      Usuń
  12. Biedne duchy! Muszą już czuć przed Mariką respekt!:)
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa - no, chyba tak, bo ostatnio nawet jakoś mniej śmierdzi :/

      Usuń
  13. Wciągnęła mnie ta opowieść. Potwierdza się teza, że najbardziej pracuje wyobraźnia - w trakcie czytania tekstu podsuwa różne obrazy. A gdyby zrobić z tego wpisu krótki filmik na Halloween? Miałby wzięcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiecym - okiem - no, dobry pomysł, mogę nawet zagrać rolę upiora:-)

      Usuń
  14. e, fajny dom, spoko, tylko jedz duzo czosnku i przy lozku postaw wode swiecona. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola - co wieczór spożywam czosnek z lubczykiem, zwierzyna wyginęła od siły mojego oddechu. Jest jak tsunami, jak fala uderzeniowa...

      Usuń
  15. Pieprzu, ja dopiero obie czesci przeczytalam i raptem jakos nieswojo mi sie zrobilo w moim jasnym domu otoczonym innymi domami... Zwykle mawiam, ze mieszkam na angielskiej wsi, ale w porownaniu do Twojej (wsi? no nie wiem, wies z jedna chalupa?), to ja mieszkam w centrum gwarnego miasta:-) A chata klimatyczna. Uciekalabym stamtad gdzie Pieprz rosnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Litermatko - angielskie wsie potrafią być przepiękne, sama wspominam jedną z rozrzewnieniem. :-) Chociaż najfajniejsze miejsce w jakim mieszkałam to Windsor -Eaton, sypialnia miała widok na zamek, a pod balkonem pluskała Tamiza. Ja stąd też uciekam, opadłam z sił.

      Usuń
  16. Stało się. A jednak. O Boże, zamknęli Cię! W sumie to dobrze - będziesz miała czas na pisanie!
    I rzeczywiście, aż widać ten oddech ogrodu na zaparowanej szybce, aaaa!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamknęłam się pandeMoniu:-) zamknęłam i jeszcze schowałam klucz. Dzisiaj widziałam człowieka...a może to była tylko zjawa, kto wie...

      Usuń
    2. O, matko! Ty mnie nie strasz! Ja mam wrażliwy układ krwionośny! Człowieka?! Żywego?!
      Kiedy się wypuścisz?
      I pisz, pisz!!!!!!!!!!!!!!! Coś dużego napisz!!! Zbiór opowiadań chcę!!!!

      Usuń
    3. To się nazywa - dobre serce i pochylenie nad potrzebującymi. Wschodząca gwiazda literatury rodzimej, prosi mnie, żebym coś napisała. :-)) to się nazywa masaż miodem i czekoladą pandeMoniś:-)) A wypuszczę się przed Świętami, żeby mnie ominęły te mniej ciekawe fragmenty grudnia - gotowanie, lepienie, sprzątanie. Będę tylko chłonąć atmosferę w czystym mieszkanku.

      Usuń
    4. No wiesz, miałam świetnych blogowych nauczycieli ;)
      Napisz, napisz, Gabi, bo co to będzie jak Cię odkryją poza naszą niszą dopiero po Twojej śmierci? Ty się zlituj nad potencjalnymi czytelnikami i nie każ im tyle czekać.
      Mówię śmiertelnie poważnie!

      Usuń
  17. Czytam z lubością każdy Pani tekst...Okna w moim domu są zawsze odsłonięte, umarłabym ze strachu wyobrażając sobie, co byłoby nocą za zasłonami...nawet czosnek skąpany w święconej wodzie nie pomógłby w tym względzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow:-) dziękuję, od razu się wyprostowałam:-) a mnie bardziej przeraża to, kto tam patrzy na mnie z ciemności. Lepiej o tym nie myśleć, szczególnie, że nad naszym ogrodem zawisła już ciemność. Pozdrawiam:-)

      Usuń
  18. Cóż za klimatyczny tekst! Chłonę to napięcie i poczucie nieuchronnego...Aaaaaaa!!!
    Się wczułam. Ale sama jestem czarownicą, więc- lekki dreszczyk jest wpisany w moje codzienne doznania. Pozdrowienia, Wieprzu!
    Zdjęcia śliczne.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bila, a uroki rzucasz? Ja bym poprosiła o jakąś miksturkę na wzmocnienie intelektu dla co niektórych:-) Buźka

      Usuń
  19. Wciąga, naprawdę nieźle się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pieprzu ja tak trochę off topic i z ogromną prośbą...
    Czytam Cię od dawna i wiem, że zagląda do Ciebie od czasu do czasu Mama Ammara. Jak może wiesz - blog nagle zniknął. Ciągle się tym martwię. Czy nie mogłabyś u siebie zapytać urbi et orbi co się stało? Może ktoś coś wie? Choć słowo typu "żyję, wszystko ok, po prostu odechciało mi się". Ale znając ją już trochę, czuję przez skórę, że coś musiało się stać.

    Pieprzu, please...
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, przepraszam, zapomniałam odpowiedzieć - Mama Ammara ma swoje powody zniknięcia, daje radę, może to potrwać zanim/jeśli wróci.
      Ucałowania.

      Usuń
    2. Pieprzu, dzięki za odpowiedź, choć tak enigmatyczną, ale jednak! To znaczy, że coś wiesz, ha! To dobrze, to bardzo dobrze, bo najgorzej byłoby, gdyby nikt nic nie wiedział, a fakt, że niektórzy (chyba)zostali wtajemniczeni oznacza, że sytuacja nie jest dramatyczna w stopniu ostatecznym... Może nie powinnam wjeżdżać na taki rejestr, ale różne myśli przychodzą do glowy.

      Mama Ammara nie może nie dać rady.
      Będę czekać.
      Może kiedyś to przeczyta - niech wie, że czekamy.
      Pozdrawiam Cię Pieprzu świątecznie i jeszcze raz dzięki!
      Ania

      Usuń
    3. O, a mnie właśnie przekierowało tutaj, gdy chciałam odszukać stronę Mamy Ammara. Mimo że od długiego czasu nie byłam aktywna na Jej blogu, ostatnimi czasy dużo o Niej myślę. Kryzys związany z niekontrolowanym napływem islamskich imigrantów do Europy nie pozostawia mnie obojętną, tym bardziej, że (czego nie ukrywałam) nigdy nie byłam zwolenniczką wielokulturowości. I z uwagi na zaskakująco dużą liczbę muzułmanów także w Japonii oraz specyficzne reakcje na moją osobę tych, których widuję w miejscach publicznych — raczej nie będę. Nigdy wcześniej o tym nie wspominałam, dziś napiszę, choć niezmiennie martwię się, by nie sprawić Jej niezamierzonej przykrości: nie rozumiem Jej decyzji sprzed lat o przyjęciu islamu. Niemniej uważam Ją za szczerze dobrą osobę. Smutno mi na myśl, że z uwagi na przyjęty styl życia oraz swoją muzułmańską rodzinę może doświadcza teraz przykrości, zwłaszcza podczas pobytów w Polsce i w Europie w ogóle. Widzę, co się wyprawia w internetach, i choć sama przedkładam instynkt samozachowawczy nad ignorancję faktów, nie akceptuję tej fali nienawiści. Mama Ammara usunęła bloga, więc może nie życzy sobie także kontaktu mailowego. Dlatego pozwolę sobie napisać tutaj: życzę Jej wszystkiego, co dobre, oraz dużo siły na te trudne czasy.

      Pieprzu, wybacz. Twój blog to nie tablica ogłoszeń, mam jednak nadzieję, że przymkniesz oko. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  21. Kurdę ,az strach się bac :)))Ja i moja nadwrazliwa i zalękniona dusza,chyba zeszłybysmy na zawał ...no to trzeba było zatrudnić " Melyndę" z " Zaklinaczki Dusz"-porozmawiałaby z tymi zabłakanymi duszami/stworami i zapytała o co kaman :)) a potem po załatwieniu niezałatwnionych spraw na ziemskim padole wszystkie one /te zabakane/ odeszłyby w stronę światła i SPOKÓJ..a nie katowac sie wziewami niczym z murzyńskiej chaty :))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, w stronę światła Owocu na Głodzie...to ja wiem czemu nie mogą odejść, bo u nas to jedyne światło w pobliżu!

      Usuń