Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

wtorek, 25 marca 2014

Wprawka czwarta czyli czego moje oczy nie widzą tego po prostu nie ma + pofrunęła między chmury, wrzeszcząc "ecie-pecie"



"Jak para zmieniam stan,
unoszę się do chmur,
spadam kulami gradu..."

i daję się łapać. No, tak już mam, że przyszpilona nie uciekam. Kamienieję, przekręcam pyzatą buźkę w bok, w stylu ptaka dodo i słucham.  Stoję i słucham, słucham i stoję,  kiwam głową jak te bokserki z zamszu i plastiku, na tylnej półce Syrenki. Stoję chociaz chciałabym już pójść. Stoję, chociaż czuję, że lawa już parzy moje stopy. Stoję, chociaż mrówki niecierpliwości wspinają się już po moich plecach. Zamykam oczy i liczę w duszy do trzynastu. Mam ochotę urwać sobie własną głowę i schować do torby, ale nie...stoję, słucham, kiwam, przytakuję, otwieram znowu szeroko oczy w kolorze blue, podnoszę nieskubane brewki do góry formując z nich dwa skrzydła jaskółcze, wyrzucam z siebie - och, ach, ech (w odpowiednim momencie), albo odkrywczo stwierdzam "tak bywa".. Że też ja mam taką cierpliwość. I że ją mam, to też dziwne.

Jestem Pawlakiem emocji. 

"Tymczasem, stoję na drodze, nie widzi mnie tu nikt", wyciągam swoją mentalną stopę z buta, zaciskam palce w stopianą pięść, a następnie robię z nich paluchowego pająka i drę darń nerwowo. Spuszczam ze smyczy swoje najczarniejsze myśli, pozwalam im biegać wolno.  Gdyby ktoś łaskawie zerknął do wnętrza mojej głowy, to wiedziałby, że tam w środku , pod skórą wyję z rozpaczy, jestem gejzerem niecierpliwości, plaskam w łepetynę rozmówcę, biję go po szczepionce, robię mu lobotomię bez znieczulenia, wgryzam mu się w bebech  i uciekam z rechotem ciągnąc go za jelito. 

Ale niestety, nic takiego nie robię.

Chociaż czasem jestem blisko...

Herta przynosi mój kubek po kawie (dobra, zasypywana, 2 łyżeczki, zero cukru).
- Umyłam ci Twój disgusting cup. Jak ty możesz pić takie błoto śmierdzące. Przecież jest tu dobra kawa, zdrowsza.(mówiąc to pokazuje brykiety, które z kawą nie mają nic wspólnego, a szczególnie smaku i zapachu)
- O, dziękuję. Nie musiałaś.- i uśmiecham się jak królowa serc, a dookoła zakwitają niezabudki, pojawiają się dwa gołąbki pokoju i muskają się dzióbkami - musk - musk. "Podnoszę głowę nade mną rzędy chmur, słońce horyzont na sznurku ciągnie w dół." I wysłuchuję historii nieznanej mi bliżej córki Herty, jej problemów z przekwitaniem, jajnikami i beznadziejnym sąsiadem. 
(a w środku całuję się z Buką,  wyrywam Hercie owłosienie z okolic bikini tępym woskiem, wsypuję niemieloną kawę do jej gardła i wystrzeliwuję z procy, żeby wrzeszcząc te swoje ecie - pecie pofrunęła między chmury, najlepiej te burzowe, z dużą ilością piorunów).

Rodaczka potrzebuje pomocy. Pomocy nie odmawiam. Wyszukałam pociąg, kupiłam bilet, zaproponowałam wspólną jazdę, i przepadłam. Było to najdłuższe półtorej godziny spędzone w Królestwie Grzyba i Pleśni. Zamiast smakowitej lekturki w pociągu, przegryzanej chrupkami z octem załapałam się na  półtoragodzinny monodram pod tytułem "Moje życie spuściłam w wychodku", podtytuł brzmi - jak mój były mąż, dzieci, matka, ojciec, teściowa, przyjaciółki, współpracownicy, ciotka Wikta i wujek Zbych zmarnowali mi życie. Kiwałam, przytakiwałam, współczułam boleśnie.

A w środku Gabryśki weszłam już z Dantem w ostatni krąg piekła, tańczyłam nago danse macabre, brałam udział w pokazie Alicji Żebrowskiej w Galerii Zachęta, dłubałam interlokutorce w uchu szydełkiem, robiłam jej szczypasa z zakrętasem, wyrzucałam ją z pociągu, i radośnie zatrzaskiwałam za nią drzwi.

Bo to nie moje problemy, i choćbym nie wiem jak była empatyczna to nie jestem w stanie współczuć komuś kogo widzę pierwszy raz na oczy, a kto przedstawia się jako Matka Teresa z Kalkuty zapdejtowana do Księżnej Diany 2.0  i Matki Boskiej Częstochowskiej in spe, i wypluwa na mnie wszystkie frustracje, choroby, historie nieudanych związków i nieporozumień małżeńskich. Nie umiem jednak uciec. Nie potrafię.

Ludzie obcy, spotkani raz w życiu, przypadkiem, w podróży, nic o mnie nie wiedzący - proszę przestańcie. 
Czego moje oczy nie widzą, tego po prostu nie ma! bo serce tego nie czuje. Nie mój cyrk i małpy nie moje.
Obce jajniki, nieznany mi mąż, historia chorób kobiecych z ostatniego ćwierćwiecza - dlaczego to musi być zawsze to samo? Słuchanie tego wszystkiego doprowadza mnie na skraj szaleństwa, i jest tak samo interesujące jak wysłuchiwanie czyichś skomplikowanych snów. Nuuuuda, panie.


Ludzie, obudzta się! Opowiedzcie mi chociaż raz coś ciekawego, zabawnego, podnoszącego mi adrenalinę.
Jak wam poszło w ostatniej rozgrywce Counter - Strike'a, co ostatnio przeczytaliście (może być z gazety), jaką gafę strzeliliście (wykorzystam na blogu), co lubicie robić, co słuchać. Możemy mieć przecież taką fajną konwersację. Ja jestem fajna, wy jesteście fajni - razem możemy mieć przefajny czas.  Proszę, problemy to ja mam swoje własne. Niektóre wielkie jak stodoła. I odczepta się od mojej kawy! Piję taką, którą sama zmielę, parzoną,  z tygielka, i już!

A na dole zdjęcie - Czarny Wieprz w wersji wkurzonej  i  stylizacji na Zasłuchaną Laleczkę Chucky z nożem za plecami. Niech was nie zmylą te pucki, ten spokój na licu różowym, te usteczka w serduszko - wewnątrz własnie rozdzieram pazurami na kawałki własne dziecko, a w rany sypię mu sól z pieprzem, oraz imbir, bo drugi dzień nie odbiera telefonu. (Czekaj, wężu na piersi hodowany, zabraknie ci kasy na koncie!)) . Tak własnie wyglądam kiedy słucham i potakuję. Sama łagodność. (Monika, jestem tu jak Eulalia, na moment przed dziobnięciem ciotki  w ząb. I kiedyś dziobnę.)


"Wiszę nad ziemią, centymetr albo dwa,
                                               Zazdrość, nienawiść - jak mrówki błądzą wśród traw,
                                                       Zamykam oczy i liczę do trzynastu...."

Wieprzu (już od tygodnia w podróży) & Dawid Podsiadło
Muzyka, która pomagała w pisaniu tego posta

Tekst bierze udział, glosować można. Czytam Wasze finki ale komentowanie na telefonie, ktorego obecnie uzywam jest tortura.

44 komentarze:

  1. Jezu, a mój post właśnie o niej... Ja Cię przepraszam.

    Dzisiaj mi to wpadło w oko:

    "Kiedy stoisz przede mną i patrzysz na mnie, cóż Ty wiesz o moich wewnętrznych cierpieniach i cóż ja wiem o Twoich. Nawet gdybym upadł przed Tobą i szlochając powiedział Ci o moich, cóż więcej mógłbyś wiedzieć o mnie niż wiesz o piekle, kiedy ktoś opowiada, że jest gorące i straszliwe.
    Już z tego jednego powodu istoty ludzkie powinny stać jedna przed drugą z takim szacunkiem, z taką rozwagą, z taką miłością, jak byśmy stali przed wejściem do piekła."

    Franz Kafka w listach do Oskara Pollaka

    OdpowiedzUsuń
  2. Monika:)przy xalej mojej milosci do Kafki, nie zgodze sie z nim. Przed wejsciem do piekla zadna istota ludzka nie stalaby z rozwaga ale raczej z szalenstwem w oczach. Tak, kazdy ma swoje pieklo, i nawer bardzo sie starajac nie jestesmy w stanie patrzec na swiat oczami drugiej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezawodna jesteś :) Niestety ja również cierpię na nadmiar jęków ze stron różnych i zastanawiam się kiedy wybuchnę :) Ostatnia notka była apogeum frustracji :) Na szczęście mężczyźni jak się spotkają rzadko gadają o byłych czy obecnych. Kręcą głową niczym w Egzorcyście za czymś nowym :) Głosuję, oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Tami, najgorsza sytuacja to ta, kiedy jesteś przyciśnięty do ściany, nie masz gdzie uciec, a przed Tobą 2 godziny upojnych wspomnień z ostatniego porodu. Auuuuu!

      Usuń
  4. A w życiu bym Ci nic nie powiedziała, przecież ja widzę ten osik za plecami te poliki jadem zaróżowione, i ludziska tego nie widzą?

    Matusku-ja tak chyba tez mam w stosunku do mojej -jeszcze-obecnej pracodawczyni. Ona mi nie płaci przeprasza, opowiada jak jej ciężko, pokazując przy tym nowe zakupione zakupki.
    A ja stoje-robie takie pucki i się patrze i słucham. jedynie co mnie raduje to gejzer szczescia w srodku, że choc nie potrafię wyrazic uczuć słownie to czynem potrafie. Bo dziś znów wymyłam kibelek ich prywtnymi szczoteczkami do zębów-tak ich kocham ;-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, Ty>? Przecież Ty jesteś najsłodszą słodyczą jaką znam?

      Usuń
  5. dlatego nie cierpię wizyt u lekarza, niestety w moim przypadku koniecznych. Nie da się uniknąć słuchania o chorobach mężów, żon, o tym kto w rodzinie umarł lub lada dzień umrze etc. nawet jeśli jestem niesłychanie zaczytana, czy upojnie zajęta grą w węża. Nic nie pomaga "pani słucha!" i koniec;(
    Nieustajace pozdrowienia dla autora grafiki:))
    Zaróżowionej kobiety... się boję;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iva - autor grafiki śle prywatne pozdrowienia, podkręca nieistniejącego wąsa i całuje rączki.
      Ja też się boję rozmów u lekarza, głównie dlatego, że pozniej odkrywam u siebie wszystkie opisane z detalami choroby. Brrrrr.........

      Usuń
  6. Wolę korzonki od ciągłego narzekania na brak mamonki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazylu :) o mamonce to chyba mężczyźni dyskutują:) chyba?

      Usuń
  7. Niestety, to o czym piszesz ciągle się nasila. Ciekawe kiedy wprowadzą na to leki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auroro - Ty przynajmniej możesz to łagodzić czekoladą:)))

      Usuń
  8. Ale te usteczka w serduszko wygladaja jednak na dosc mocno i nerwowo zacisniete, zeby interlokutorowi nie przegryzc gardla :) Rodaczka tego nie spostrzegla?
    A na calkiem powaznie, to niektórzy maja taka dziwna moc, ze ludzie zaczynaja im sie zwierzac z najintymniejszych problemów 3 minuty po zawarciu znajomosci. Mój maz tak ma. To moze i ty? Ja na szczescie nie, bo podobno z mojej twarzy nawet slepiec bez trudu wyczytuje w takich przypadkach żądzę mordu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. diable - i chyba tak mam. Bo ja w naturze wyglądam łagodnie. To koło mnie siadają matki z niemowlętami w samolocie. Za mną też są matki, I przede mną, I rozmawiają o porodach. O rozwarciu. O karmieniu i niekarmieniu. Całe 2 godziny.A ja tak siedzę i się uśmiecham, chociaż chciałabym wstać i krzyknąć. "Zabijmy te dzieci. Zabijmy i zjedzmy!!!".A potem dostaje dwa kopy w plecy, od gentelmena lat 2 z fotela za mną i znowu się uśmiecham, mówiąc "jaki śliczny chłopczyk" (a mam ochotę "jak pięknie wyglądałby na talerzu z mizerią")

      Usuń
  9. Mam nadzieje ze nie zostane pociachana na kawalki ale musze Ci sie zwierzyc ze jestem uzalezniona od Twojego bloga :-) Sprawdzam codziennie czy pojawilo sie cos nowego. I pojawilo sie dzisiaj! Dokladnie opisalas dlaczego ja unikam kontaktow z rodakami jak diabel swieconej wody a reszte znajomych I przyjaciol wybieram jakbym przebierala warzywa na tureckim targu (jesli kiedys ktos robil zakupy na tureckim targu to wie o czym mowie). Musze sie tez szczerze przyznac (na razie bez bicia z za chwilke w nogi :-)) ze nawet twoje frustracje sa przyczyna mojego mile spedzonego czasu na twoim blogu. Bede glosowac (jak tylko odnajde instrukcje obslugi :-) - jestem tu bardzo nowa I na razie nauczylam sie czytac I troche pisac. Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yasemin - polałaś mnie śmietanką z cukrem. Czuję się uszczęśliwiona, ukołysana, pogłaskana:)))) Dziękuję, że napisałaś:))) jak fajnie wiedzieć, że tam po drugiej stronie siedzi człowiek!!:)))

      Usuń
  10. Jako, że nie muszę męczyć się z telefonem, napiszę, że faceci mają lepiej. Rzadziej są zamęczani opowieściami, bo wiadomo, że nie słuchają, co się do nich mówi.
    A zdjęcie bardzo interesujące i w jedynie słusznym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to jak moja mama Ove. Ona też nie słucha. I ma łatwiej:)

      Usuń
  11. Ha jak z moich trzewi wyjęte....tylko ładniej ubrane w słowa ;)
    Pal licho jednak gdy molestują nas swymi problemami obcy, chociaż to mega wkurzające... co począć gdy nękani jesteśmy w ten sposób przez,, swoich,,...?
    Mam cioteczkę co to nikomu nie odpuści.... i z każdym przerobi i to dzień w dzień i parę razy w ciągu dnia...temat swoich córek, remontów i porządków wykonanych u siebie i u córek, codziennych prac domowych....( jakież to pasjonujące) i chorób wszelakich nekających ją samą, córki jej i bliżej mi nie znanych sąsiadów i znajomych ....Po dniu spędzonym z cioteczką wyglądam mniej więcej jak Ty moja droga....Nie dajmy się!!! Tupnijmy nóżką i wycedzmy przez zaciśnięte usteczka że nas to NIE INTERESUJE....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olka, to jajem ich zatkać. Takie jak opisałaś teraz na blogu...mmm...z guakamole...mmmmm...")))

      Usuń
  12. Boże, szczyp z zakrętasem... kto to jeszcze dzisiaj czyta... A Bubę Zalutyńskiego pamiętasz? ten to dopiero był asertywny :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Przez szczypa i musk musk golabkow oraz bicie po szczepionce przyjdzie mi glosowac na konkurencje. Mam jutro wywiadowke w placowce edukacyjnej, pozwolisz, ze pobiore bicie po szczepionce, dlubanie w uchu szydelkiem oraz calowanie z Buka dla potrzeb wlasnej wyobrazni?

      Usuń
    2. Kaczko - the floor is yours!:))))) Pamiętam co to wywiadówka...brrrrr

      Usuń
    3. marzyniu - gawędziarz gawędziarza czytuje:)))

      Usuń
  13. "jestem tu jak Eulalia, na moment przed dziobnięciem ciotki w ząb. I kiedyś dziobnę",
    i jakaś jedna, Bogu ducha winna baba oberwie za te wszystki poprzednie... No cóż, jej się też należy. Czytam z upodobaniem. Proszę o więcej. Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko! Agniecha -- Ty to masz życie pełną piersią:))) Ależ Ci zazdraszczam skrycie. Konie pewnie nie zadręczają cię swoimi problemami? Ściskam i podziwiam pasję!!!

      Usuń
    2. Wlazłaś na naszego bloga? Moje ego spęczniało. :-)))
      Zwierzęta mają swoje pozytywne strony. Mój Tata zawsze twierdził, że w naszej rodzinie inteligentnie pogadać mógł był on tylko z psem ( niestety pies zdechł ). Wtedy wydawało mi się to lekceważeniem reszty rodziny. Teraz go trochę rozumiem.

      Usuń
  14. Oj czemu ach czemu ludzie takie som.:) I gadajom i gadajom o sobie na okrągło. Słucham i: mmm acha mmmm ehem mmm no ehem ale słucham czemu ja słucham? Czasem bym w szczękę strzeliła by się zamknęła na chwilę chociaż. Dwie godziny wykładu ostatnio wysłuchałam (mam darmowe minuty słyszę wrrr) telefon od ucha odstawiłam, gdy przycichło mmm wstawiałam. Ego ego ego i pyta się czemu ma życie spieprzone bo EGO kurna jest, dookoła własnego pępka, na okrągło lata.
    I ja poproszę więcej bom myślała ze tylko jedna cierpiąca jestem. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha...Elko. Okazuje się, że cierpienie nie zawsze uszlachetnia. :)

      Usuń
  15. Zawsze znajdziemy coś złego, czym można by sypnąć na przypadkowych ludzi. Ja sama czasem tak robię. Ostatnia moja notka to sypnięcie kłopotem, dobrze chociaz, że w słusznej sprawie. Może dziś uda mi się napisać coś weselszego? :) Bo siedzę sobie na tarasie, bo słońce mi dobrze świeci, bo ciągle myślę, że jest inna godzina niż jest... Dużo rzeczy, które raczej wprawiają mnie w dobry humor :) Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino") ale jesli nie mam ochoty brać Twojego kłopotu na swoje barki to mogę grzecznie zmienić stronę. Jeśli jestem przyszpilona do ściany, to nie mam wyboru. Niestety.

      Usuń
  16. A może być, że: Sąsiadka z góry zrzuciła mi peta na balkon, pecik sfajczył mi funkiel nówka poszewkę od prezentowego kompletu i nadpoczął poduszkę. W nerwach poleciałam na górę wygarnąć larwie. Larwa nie otwierała, to złapałam pisaka i na drzwiach ( nie pomyślałam o papierze-mea culpa), nabazgroliłam, że wieśniactwo, że są popielniczki i że pozdrawiam. Jak ochłonęłam, to okazało się , że marker był nieścieralny i że to nie ta sąsiadka.Całą noc przeryczałam, że mnie znajdą, że policja, że mandat, a Swój mnie wspierał,podawał chusteczki i pocieszał.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha, ha, ha, Kontrolerko, piękna historia - tak też mi się zdarza (nawet jeśli w pociągu jestem zasłuchaną laleczką Chucky z nożem w plecach (eh, ten Pieprz i jej kreacje słowne!)

      Usuń
    2. hahaha,,,Kontrolerko:))) to jest historia!!! Szkoda, że nie jeżdzisz ze mną pociągiem:)

      Usuń
  17. Ja wszystko rozumiem, ale krainę grzyba i pleśni to sobie wypraszam!
    Tu też bywa ładnie :)
    Co do Pawlaka emocji (boszszsz... jakie piękne) to mam chyba podobnie, ale jak napisałam na blogu, że nie lubię się spotykać z rodakami, co by im właśnie tym szydełkiem nie grzebać w uchu i nie wywlekać jelit (na co miewam ochotę, oj miewam), to mi wszyscy zgodnie nakazali walić między oczy i być asertywnym.
    I też jakoś zawsze na mnie padnie z tymi cudzymi jajnikami, żesz kurna jej Eulalia!
    Tylko z tą kawą sypaną, bez cukru (i mleka???) to zupełnie nie ogarniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fidrygauko - piękna jest, piękna nasza UK:) tylko ten zapach....szczególnie tam, gdzie dywany kłada w łazience...brrrr
      No...nie ogarniaja niektórzy jak można pić taki piach - nie mówimy tu o kawie rozpuszczalnej.

      Usuń
    2. A tak z czystej ciekawości anatomicznej; szydełkiem do ucha głęboko, głęboko, aż się zahaczy w jamie brzusznej o jelito, i ciągnąć z całej siły aże to jelito przez ucho wyjdzie?

      Usuń
    3. aaaaa...Agnieszko:)))) buuuuuuzi!

      Usuń
  18. Nie chcę Cię martwić, ale mina moim zdaniem mówi; " kiedy już wreszcie skończysz smęcić?:):)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żesz Żmijo! Znaczy muszę zmienić maskę:/

      Usuń
  19. się podpisuje wszystkim co odstaje od mojego ciała pod tym tekstem!!!!
    a kraina pleśni i grzyba - wyborna)))))))))

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyznaję się bez bicia, że dopiero teraz przeczytałam Co tu Wieprz naskrobał racicą... Cóż, puchar słusznie poszedł w Twe goloneczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Izabelko - niegodnam, niegodnam:)

      Usuń