Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Jestem jej matką, a więc osobą, która zna ją mniej niż ktokolwiek inny.



Dziś na poważnie:

- Ja z moją córeczką mamy bardzo bliski kontakt, jesteśmy przyjaciółkami i mówimy sobie wszystko! – powiedziała twardo Marysia próbując zdusić wiszącą w zarodku sprzeczkę.
Musiałam wyglądać na wściekłą, byłam wściekła i zdążyłam nawet podjąć decyzję, że to moja ostatnia wizyta w ich domu.
Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie – herbatka, ciasteczko, śmichy – chichy i nagle wraz z pojawieniem się 11 – letniej Eluni cały dobry humor trafił szlag!
- Dzień dobry – ukłoniła się jak zwykle, siadając na brzeżku krzesełka. – Jak tam doktor W., dalej do pani te listy miłosne pisze?
Zdębiałam. Otworzyłam usta w niemym sprzeciwie i zastygłam tak na wieczność. Powiedzieć, że tak? Powiedzieć, że nie? Spojrzałam na Marysię i uzyskałam odpowiedź, która mnie zmroziła. Nasza znajomość w tym momencie skończyła się na zawsze, a numer jej telefonu wykasowałam bez żalu z moich zasobów znajomych.

Moja przyjaciółka zwlekała z powiedzeniem swojej córce, że osoba, która ja wychowuje nie jest jej ojcem. Zostawiała ten męczący ją temat „na później”. Córkę „oświeciła” jej koleżanka, której mamusia też nie miała sekretów przed córką. Małe spędzały razem noc, i po obejrzeniu po raz n-ty filmu o kucyku Pony 14-latka usłyszała prawdę o swoim życiu.
- A wiesz, że Marek nie jest twoim tatusiem? On cię tylko wychowuje, bo twój prawdziwy tatuś cię nie chciał.
Co się później działo, można sobie wyobrazić.

Przykłady można mnożyć. Ciekawe natomiast jest to, że córeczki nie odwzajemniają tej otwartości w stosunku do matek. Marysia nie wiedziała, że Elunia w wieku lat 17 ma romans z żonatym mężczyzną, zakończony ciążą. A „oświecająca” córka po wyjeździe na studia do innego miasta, odwiedza mamusię jedynie 2 razy do roku.

Dorota musiała kłamać, że idziemy się do mnie uczyć bo jej mama na słowo kino, dyskoteka czy kawiarnia natychmiast rzucała się do jej szafy, wkładała młodzieżowe szatki i czuła się gotowa do wyjścia. Nie mogłyśmy się spotykać u niej w domu, bo mama zalegała z poduszką na podłodze i wdawała się w niekończące się pogaduszki z koleżankami córki.

Nie liczmy, że dzieci będą mówić nam wszystko. I przejście na TY, nic tutaj nie zmieni. Mogą mówić nam sporo ale miejmy świadomość, że będą to informacje wybrane i wyselekcjonowane.

Dzieci potrzebują matek, przyjaciół znajdą sobie same. Bo jak tu powiedzieć matce to co zdarza się nam powiedzieć Zosi, Krysi czy Marysi - "Wiesz co? Chrzanisz głupoty, idź się lecz"!

31 komentarzy:

  1. Przyjaźnie często kończą się przez inne przyjaźnie:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam osoby, które potrafią bezgranicznie ufać i wyjawiają wszystkie swoje sekrety (mamie, przyjaciółce), licząc na to, że w zamian mogą liczyć na taką samą szczerość. A potem niestety budzą się z ręką w nocniku. Moim zdaniem każdy potrzebuje pewnej sfery intymnej, do której nie wpuszcza nikogo - bo jeżeli bylibyśmy przejrzyści jak szkło, to ktoś mógłby nas potłuc!
    Moja mam zawsze była lubiana przez moich znajomych za swoją "luzackość", ale znała (i zna) granice, kiedy wypada siedzieć z moimi znajomymi, a kiedy nie.
    Bardzo ciekawy tekst Pieprzu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Święte słowa. Autorytet jest ważny. Przyjaźń też, ale to przychodzi dopiero z czasem. Nie wyobrażam sobie zwierzać się dwunastolatkowi... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Matka to ktoś zupełnie inny, niż przyjaciółka.
    A przyjaźni matczynej też trzeba się nauczyć. Nie wyobrażam sobie tych wszystkich sytuacji, które powyżej przedstawiłaś w życiu moim i mojej córki!
    Pewnie, ja też popełniam błędy i płacę za nie najczęściej przyznaniem się do winy i głupim poczuciem porażki.
    Ale takie Mamusie, którym się plączą role, które wykorzystują dzieci do rozwiązywania swoich problemów albo jako swoje powierniczki, to po prostu granda!
    Powinno się to piętnować publicznie i na wszystkie czasy!

    Pozdrawiam, też bym wykasowała numer tej, jak jej tam było, Marysi? :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko z córką...

    Mam, to wszystko za sobą, córka właśnie się szlaja gdzieś nad morzem, nie dzwoni, więc kłopotów nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  6. moja mama nigdy nie była moją przyjaciółką, a mimo to jest najwspanialszą osobą w moim życiu, osobą, której bezgranicznie ufam, która może chcieć inaczej niż ja chcę, ale wiem, że mimo wszystko chce wobec mnie dobrze...
    Myślę, że MATKA to MATKA i matczyny autorytet to odrębna instytucja, nie trzeba matki przyjaciółkować, żeby ją kochać i szanować..i mieć z nią DOBRE kontakty:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Matka to jest taka kompilacja przeróżnych ról, które trzeba odgrywać w ściśle określonym czasie. Wydaje się trudne, ale nie niemożliwe:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Grunt to autorytet. Przyjaciółka i matka w jednym... hmmmmmmm pewnie możliwe, ale jakoś sobie tego nie wyobrażam tak do końca...

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to już bywa - mama musi być mamą, przyjaciółką również, ale nie może wymagać, by dzieci jej mówiły dosłownie wszystko, czy ona tez tak wszystko mówi? Matka Przyjaciółka a Przyjaciółka Przyjaciółka to dwie różne osoby;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Istnieje przyjaźń między matką, a córką, ale na pewno nie polega ona, na mówieniu sobie wszystkiego. A już na pewno, nie na zdradzaniu nie swoich sekretów. Ani dziecku, ani matce.

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak to już jest, że rodzice czasem zapominają, że ich dzieci to tylko dzieci. Poza ty relacje między matką a córką należą do bardzo trudnych...

    OdpowiedzUsuń
  12. matka niech matką zostanie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja córka ma 25 lat,zawsze starałam się być jej i matką( czytaj autorytetem )i przyjaciółką. Taka też była moja mama zarówno dla mnie jaki dla mojej siostry , mogłyśmy powiedzieć jej wszystko i mówiłyśmy.Ten układ działa jednak tylko w jedną stronę uważam,że obciążanie córki własnymi sprawami i problemami dopuszczalne jest tylko w minimalnym zakresie.Opowiadanie o sprawach własnych przyjaciółek czy znajomych to zwyczajnie nietakt. To o czym piszesz to według mnie kwestia twz. dobrego wychowania, co innego wiedzieć o czymś, przy czym wiedza powinna być dostosowana do wieku, a co innego zadawać bezczelne pytania.
    Cóż , przyjaciół dobieram bardzo starannie i mam ich niewielu, ale ja już taka jestem,że jak coś mi nie odpowiada to się odsuwam za wczasu;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Droga Kaprysiu - trudnej sztuki uwalniania się z niechcianych znajomości dopiero mozolnie się uczę. :)W wielu wypadkach odczułam prawdziwa ulgę.

    Skupiłam się tylko na jednej stronie medalu - moim zdaniem dzieci nie oczekują od nas intymnych zwierzeń,szczególnie na tematy osobiste. Nie tędy biegnie droga do dobrych relacji z dzieckiem.

    Ja swojej mamie nie mówiłam wszystkiego (sorry mamo - lepiej tego nie czytaj!) z jednego powodu - nie chciałam jej martwic, wywoływać u niej kolki wątrobowej czy migreny. Wolałam żeby spała spokojnie, nieświadoma moich problemów.Zresztą dalej tak robię.(mówiłam żebyś nie czytała mamo!) Przyjaciółka znacznie lepiej znosiła wszystkie moje głupie pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  15. Można się kumplować z własnym dzieckiem, tylko, że to kompletnie co innego niż kumplowanie się z kumplem. A tak poza tym, to odbieram takie zachowanie raczej jak obarczanie dziecko własnymi problemami. Niedopuszczalne. Równie toksyczne, jak przelewanie na dziecko na własnych, niespełnionych ambicji i marzeń, patrz matki wlokące dzieciaki na castingi celem uczynienia z nich gwiazd.
    No i w absolutnie każdym układzie są sprawy po prostu intymne, własne.
    Czemuś mi się to kojarzy z modelem amerykańskim. Może jakieś kiepskie filmy widziałam?

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest na ten temat świetny wywiad z psychologiem Andrzejem Wiśniewskim pod tytułem "zabron mi wreszcie".

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mam dzieciaków , moja biologiczna matka myślała , że jestem dzieckiem sąsiadów i nie bardzo się znam na takich układach . Mama prawdziwa choć nieprawdziwa nie miała kłoptów z wyciągniecięm od nas wszystkiego i nie musiała stosować metody informacja za informację . Zdałam sobie własnie sprawę , że nawet dzisiaj wystarczy , że spyta - co tam ? - a ja gadam jak najęta o wszystkim nie owijając w bawełnę . I wcale mnie nie obchodzi jaki to rodzaj relacji , bo kochana jest jak nikt na świecie ;))

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakaż to wielka racja! Wezmę sobie to i ja do serca. Jestem matką dorastającej jedynaczki. Ten post był dla mnie:) (też)Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  19. Glupota ludzka nie zna granic ...a ze czasem glupota dopada niektore mamuski to wlasnie moze tak byc jak piszesz ...Juz sobie wyobrazam jak ja wszystko mojej corce opowiadam :O ....o zesz to dopiero bylby numer !! ;)))) :D :D :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Temat bardzo życiowy...
    Widać, że nie wszystko co chce się dla dziecka dobrze, jest dobrem dla niego.
    Nie mam aż takich doświadczeń, ale myślę, że rzadko rodzice zastanawiają się nad tym, co robią, i rzadko (chociaż dziś już z tym trochę lepiej) sięgają do literatury z zakresu wychowania. Każda pomoc, inne zdanie, punkt widzenia pomagają konfrontować siebie, swoje zamiary i innych ze swoimi poglądami - a to bardzo często pomaga odkryć prawdę o swojej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  21. Duszka ma rację , mama czytała z nas jak z książki . Zawsze wiedziała , że jest kłopot , albo radość , albo zakochanie . Za to my o sprawach dorosłych wiedzieliśmy tyle , ile udało nam się podsłuchać , wyszpiegować , lub dotrzeć przez przypadek . To dlatego mama umawiała się na powazne rozmowy w miejscach neutralnych . Było też coś takiego jak przykładanie uwagi do wychowania w poczuciu dotrzymywania tajemnic i nauka taktowności , subtelności i wyczucia . Przyznam się , że wiedzieliśmy o wielu sprawach , które nas dzieci nie dotyczyły , ale też miałyśmy pojęcie , że nie nadają się do rozpowszechniania . Czasami sobie myślę , że są matki , które nie dorosły do bycia matką , tak samo jak nie dorosły do bycia przyjaciółką dla przyjaciółki . Jedno wiem na pewno . Jeśli nie nauczy się dzieci szacunku do siebie to i największa matczyna miłość okaże się porażką . Nie myliłabym natomiast przyjaźni z byciem koleżanką , a mam wrażenie , że wielu ludzi nie rozumie czym w ogóle jest przyjaźń . Wcale nie tak dawno w czasie wyjazdu na wakacje moja 23 letnia córka tłumaczyła komuś , że w pierwszej kolejności jestem jej matką , a potem przyjaciółką . Nie przyszło mi do głowy spytać co ma na myśli , ale nie omieszkam nadrobić :):):)

    OdpowiedzUsuń
  22. jestem matką, której córka wiele mówi, może nawet za wiele z punktu widzenia jej koleżanek. Czy jednak jestem przyjaciółką? Nie wiem...
    Nie wiem czy miano przyjaciółki jest zarezerwowane dla koleżanki czy dla każdej osoby, którą darzę pełnym zaufaniem, bez względu na to kim ta osoba dla mnie jest...

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj, Pieprzu, ale wiesz, ja też przed Tobą nie mam żadnych sekretów. Zwłaszcza cudzych;)

    Zwykłe plotkarstwo i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dzięki żuczku - znaczy, że jesteś dla mnie jak otwarta księga?

    Iva - przyjaciel to przyjaciel - bez względu na płeć, wiek, łączące nas pokrewieństwo.:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetne teksty :) Właśnie zobaczyłam minę mojej córki gdy zaproponowałam jej, że zalegnę z poduszka na podłodze i jej koleżankami :) Bezcenne ! :]

    OdpowiedzUsuń
  26. Dokładnie, mama to mama. Jakoś mamy pod przyjaciółkę w dosłownym słowa znaczeniu bym nie podciągnęła.

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Racja racja racja. Sprawdzone na własnym podwórku. I jak zwykle mam nadzieję, że takich błędów jak moja matka nie popełnię w relacji z własną córką....

    OdpowiedzUsuń
  28. staram się być kumplem na ile to możliwe dla mojej córki...ale są pewne granice

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam Gospodynię :) Miło tu u Ciebie :)
    W kwestii relacji matka-córka, to fajnie jest mieć dość bliskie relacje, jakkolwiek między mną a moją mamą to zaczęło działać dopiero gdy sama byłam w "słusznym wieku". Jednak nie wyobrażam sobie by rozmawiać dokładnie o wszystkim. Są takie tematy, w przypadku których ja sama mówię mamie: "wiesz, ale o tym pogadaj sobie z siostrą albo kumpelą - ja jestem Twoim dzieckiem". :)
    Mama ma przede wszystkim pozostać mamą. Miałam takiego kolegę, który do ojca mówił "Adaśko"...nie sądzę by to było dobre. Rozumiem, że nie każdy ma do kogo powiedzieć "tato", ale jak już się tego (dobrego) tatę ma, to może warto to docenić?

    OdpowiedzUsuń