Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Radość życia i ból istnienia czyli Błądzenie jest ludzkie, ale sprawia, że czujesz się bosko!



Aye aye aye aye
Some say that I was made to touch the sky
Why aye aye aye
Is something holding me down

Mentalnie zawisłam gdzieś pomiędzy Coco Chanel a Mae West. Widzę życie dokładnie przez pryzmat cytatów z wypowiedzi obu pań. Czego to dowodzi? Tego, że z jednej strony chciałabym być femme fatale, a z drugiej całkiem niezależną kobietą, która wie czego chce i idzie przez życie depcząc mężczyzn (i kobiety, ale z mężczyznami łatwiej) po drodze, jak zeschłe liście...chrup, chrup..chrup...och, przepraszam..chrup, ..ach, to musiało boleć...pardon! pocałujemy ziazi i zaraz przejdzie...chRUP...(jednak moje serce nie pozwala zostawić mi rannych bez pomocy, to takie niehumanitarne). 

Bo wszystko w nas kobietach jest takie niejednoznaczne i zmienne. 
Wstaję w niedzielny ranek i czuję, że świat należy do mnie. Och...po prostu czuję, że jestem wspaniała, a fale nadziei podpływają do mnie i liżą zachłannie moje małe stopy. Hurra! Jestem cudowna, piękna, biegle władam kilkoma językami, na dodatek mam kryształowy charakter i co tu dużo kryć...anioł, anioł...(zwykle  na to jak się czuję w niedzielę ma wpływ sobotni wieczór). 
W niedzielny poranek wyglądam tak:


Sama nadzieja i łagodność, prawda? Mogłabym spokojnie reklamować Towarzystwo Ubezpieczeniowe.
Niestety, po niedzielnym poranku następuje niedzielne popołudnie. I wystarczy jedno, jedno słowo, żeby wtrącić mnie w otchłań szaleńczego cierpiętnictwa. Czasami wystarczy, że słowo w ogóle nie zostanie powiedziane. A miało być, ja na nie czekałam. I ktoś, gdzieś nie ma nawet pojęcia, że skazał mnie na popołudniowe tortury, co oznacza kulanie się po dywanie i jęczenie, marudzenie i rozdzieranie szat oraz mierzwienie kłaków na głowie.


A potem następuje 6 godzinne katowanie się jedną piosenką....



I nadchodzi wieczór. 
Postanawiam napisać wreszcie list, który powinien być napisany już dawno. Jest 1.00 w nocy, a ja ciągle piszę i nie mogę skończyć. List ma w sobie trochę tłumaczenia się, trochę przeprosin i sporo muzyki, bo do tych listów zawsze dodaję muzykę...Kończę o 1.30 i wysyłam. Czytam raz jeszcze i jestem przerażona tym co wysłałam w świat! Stek bredni i jęczenia. Natychmiast siadam do pisania i na szybko produkuję drugą wersję, do której dodaję całkiem inną muzykę i dwa akapity przeprosin za to co wysłałam wcześniej. Jest 2.00, kończę i wysyłam. 

Natychmiast ogarniają mnie wątpliwości i siadam do napisania wersji numer 3, w której przepraszam za obie wcześniejsze i dodaję, że więcej już nic nie napiszę bo jestem beznadziejna i sama nie wiem czego chcę. Jest 2.30 kończę i wysyłam. O 3.00 nad ranem dzwoni telefon z pytaniem czy można już odpowiedzieć, czy też należy poczekać na wersję 4 , 5 i 10? I która z tych wersji jest najbliższa temu co naprawdę myślę? I czy nie lepiej pogadać przez telefon?
Idę spać o 4.00 i naprawdę nie wiem ...o co mi chodzi...?



Pieprzu, całkiem wyczerpana tym dualizmem ontologicznym.

39 komentarzy:

  1. Pozwól, że wyślę w Twym kierunku słowicze me trele i gruchnę Ci do ucha sopranem fortissimo LA DONNA E MOBILE!!!!!!!!!!
    50 twarzy Blue'a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. acha...to taka sprawa...:))))PandeMonio,,,,ZNACZY NIE TYLKO JA!

      Usuń
  2. Bo to taka względność bezwzględna jest, nic innego, życie ze smaczkiem bez smoczka z lizaczkiem czasem.
    Ot. lekkość bytu w ciężkości wątpliwości.
    I cały misterny plan. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ellen...jak pięknie powiedziane:))) Buuzi!

      Usuń
  3. Ta kobiecość też mi się czasem uszami przelewa.... Ale myślałam, że tylko ja piszę coraz to inne wersje (nie dodaję muzyki, więc wychodzi albo całkiem rzewnie słownie, albo sucho acz taktownie).
    Po nocy oczywiście. Albo przynajmniej z autobusu jadącego gdzieś tam precz...
    W którym sama tu siedzę i beczę, bo do końca to nie wiem sama, czego chcę. A co sobie przypomnę słowo, czy sytuację, czy cokolwiek.... to znów bym pisała i płakała na przemian ze śmiechem.
    Ech, w takim stanie to mnie tylko spakować do walizki podręcznej i wsadzić na półkę spraw niewyjaśnionych gdzieś tam, gdzie są akta X!
    Nie jesteś sama Pieprzu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iw:)) fajnie, jakoś tak mi lepiej...ta kobiecość daje w kość...też sobie popłakałam wczoraj, ale 10 minut później potańczyłam wesoło...ech, życie:)

      Usuń
  4. Nie ma letko, ale - jak to mawia moja mama - nikt nie obiecywał, że będzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auroro! Ale czy nie mogłoby być jakoś tak jaśniej i wyaźniej??? tylko o to proszę!

      Usuń
  5. I to tak w każdą niedzielę!?
    Kim jest nikczemnik, z powodu którego tak się nam Wieprz zadręcza.
    CHRUPP!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Errato - to się nazywa żłobizm (od tego osiołka co mu w złoby dano) albo też klęska urodzaju dobrych wyjść. A ponieważ nie wiem, które z tych kilku wybrać to siedzę i użalam się nad sobą.

      Usuń
  6. na moje oko uleczy Cię wiosenka:) Jest już w drodze o czym śpiewają 'moje' ptaki za oknem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iva - a ja mam nadzieję, że wiosenka podejmie za mnie decyzje, i na to czekam. Niech przychodzi i podejmuje jak najszybciej, bo mam dość tego dręczenia się:)

      Usuń
  7. Bardzoś niestabilna, Pieprzu, no ale to już wiemy. Jak słusznie zauważyła pandeMonia - la donna e mobile, czyli kobieta z telefonem... hm... hm...
    Zdumiewa mnie, jak można wytrzymać sześć godzin piosenki o tak wyrafinowanej i urozmaiconej linii melodycznej, oraz extremely fancy lyrics, cytuję: Yamfree-yamfree-yamfree... (fade). Koniec cytatu. Ktoś powinien Ci wtedy pospieszyć z pomocą, niosąc choćby fugę Bacha, jeśli już nie symfonię Beethovena, którą przez sześć godzin nie trzeba tyle razy powtarzać. Zgaduję, że mężczyzna daleko, ech.
    No i jeszcze porcja komplementów (ach, dlaczegóż nie będzie o intelekcie, tak błyszczącym przecież? Ci faceci...) Pięknie lśnisz na pierwszym (ach, ten ryjek Pieprzowy :) ), a na pozostałych dwóch wyglądasz na dwadzieścia lat (dobrze, dobrze, wiem, że to komplement za 5 zł, ale jak prawdziwy, to działa :) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ove:))) przynajmniej Ty mówisz to co kobieta powinna usłyszeć, już mi lepiej. Dzisiaj słuchałam czegoś całkiem innego, co prawda przez 8 godzin...to może jednak ze mną źle? Sama nie wiem...ech, te decyzje życiowe...

      Usuń
  8. Pieprzu, to wszystko ma uzasadnienie naukowe. Kobiety mają dwa chromosomy X w genach. Powoduje to, że jeden z nich jest smętny, drugi radosny. I w zależności od tego, który chromosom akurat leży na wierzchu, ten działa mocniej. Albo słabiej...
    Historia zna przypadki stabilnych intelektualnie i emocjonalnie kobiet (Emilia Plater, matka Teresa, Maria Curie, Wanda co nie chciała Niemca, Królowa Śniegu), ale one wszystkie raczej już dawno nie żyją... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...Kalino...i chciałoby się dodać "a i ja się czuję nienajlepiej". :) Cieszę się, że jesteś:))) smętny chromosom...bardzo mi się to podoba:)

      Usuń
  9. Wiesz co, z zazdrością patrzę na zdjęcia, nawet te zmierzwione. Serio. I tak sobie myślę, że też bym chciała tak pochrupać, o kur*** jak ja bym chciała pochrupać w szpilach z fifką w wymanikiurowanej rączce. I koniecznie w czarnym kapeluszu z dużym rondem. Bo jak chrupać, to z przytupem.... A a propos różnych wersji - ostatnio zapisywałam się na kurs. Po czym doszłam do wniosku, że jest on mi niepotrzebny wysłałam maila, że się wypisuję. Po kliknięciu natentychmiast doczytałam,że jednak będzie dobry. Więc wzięłam i zadzwoniłam, że jednak rezygnuję z rezygnacji. Po dwóch dniach już wiem,że jednak nie do końca będzie dopasowany do mnie. Ale cicho siedzę, bo kolejny raz nie będę z siebie robić idiotki. Szkoda tylko 500 zł. Ale co tam,szkoła płaci....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetne z tym kursem! :-)

      Usuń
    2. Sarah --- dobre:) możemy sobie podać rękę!

      Usuń
  10. A najgorsze jest to, ze my, kobiety posiadamy hormony. I to one nami rządzą!!! To one są winne!!! Nie my! A czasem takie trzy wersje tego samego listu maja swój sens. Zagmatwany nieco, ale maja!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani M...no właśnie,...wszystkie 3 były prawdziwe!! Najjprawdziwsze na świecie:)

      Usuń
    2. A wiesz że Ci wierzę i rozumiem... My baby.. Skomplikowane jesteśmy tylko dla płci przeciwnej... I znowu przyznam, ze lesbijkom jest w życiu łatwiej...

      Usuń
    3. Pani M., znam dwie, obie samotne jak palec...ale jednego im zazdroszczę - od zawsze były samowystarczalne:)

      Usuń
  11. ale sie wpasowalas!! Boli mnie wlasnie do zywego slowo, ktore nawet nie padlo. :)
    I ciesze sie, ze nie jestem w tym osamotniona. :P I ty to sobie chociaz piosenek posuchasz, a ja sie glooopia w ciszy mecze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lola - moje złoto, to zapodaj sobie jakiegoś Ramsteina albo Prodigy..! bardzo podbudowująca muzyka:)

      Usuń
    2. ozywiajaca! :PP a ja myslalam, ze sie w ciszy mecze. :D

      Usuń
  12. ja to robię tak - piszę cztery wersje i w końcu nie wysyłam żadnej. idę spać, ale nie śpię z wrażenia i rano - z założenia ze świeżą głową - wywalam wszystko w otchłań, bo na świeżo (teoretycznie) widzę, że wszystko co napisałam jest do bani. I nigdy nie wysyłam.

    Buziam i przytulam Cię do się i się do Cię ♥

    Ps. powinnaś powiedzieć, że wszystkie wersje są tym czym myślisz, bo pewnie tak jest tylko ten dualizm ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mamo ammara - Ty wiesz:) one naprawdę były prawdziwe kiedy je pisałam...ach, ten dualizm. W każdym razie chyba zbieram się w sobie, do kupy i w garść!

      Usuń
    2. No wiem :-). Zbieraj! Bo pamiętaj słowa poety "Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze." - ja zawsze pamiętam, jak mnie rozbiera na części pierwsze i do kupym nie podobna :P

      Usuń
    3. mamo ammara...no, mnie rozebrało kompletnie...na dodatek prawie ucięłam sobie wczoraj palca, boli mnie gardło i pięta...same nieszczęścia...i jak się tu SKUPić?

      Usuń
  13. Czarna to Ty normalna, myśląca i nieco perfekcyjna z domieszką niezdecydowana kobieta jesteś )))))) )))))) wiesz ?

    teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teatralna:)) no, chyba tak...tylko silę się na oryginalność:))))

      Usuń
    2. i oryginalna !!! zapomniałam dodać ofkorss ))))))))))))))))))))))))))))
      sory

      Usuń
  14. Pieprzu... kobieta zmienną jest, a czasami w szalonym tempie te zmiany postępują. No dobra - lecą w kurcgalopkę.
    Tysz tak mam. Lekko nie jest, ale po napisaniu listu, ma on teraz obowiązkowe leżakowanie co najmniej do rana. Jak mi nie przejdzie, to go poprawiam i wysyłam, a jak przejdzie... zapomniany leżakuje dalej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cherris! Matko mojego baranaka:)))) ale fajnie Cię widzieć! Tak, właśnie doszłam do tego, że cierpliwość popłaca...będą leżakować...im starsze tym lepsze:)

      Usuń
  15. Pieprzu, po przerwie gdy czytam Twój ostatni wpis, widzę, że formę masz świetną. Powiedziałbym nawet, że ewoluujesz artystycznie :)
    Nie jest łatwo być Kobietą z Krwi i Kości, ale za to na pewno życie takiej osoby nie jest nudne i zdecydowanie barwniejsze niż męski świat. Tylko fajerwerki nie są gratisowe, ale jak widać, można z tym żyć. ;)


    OdpowiedzUsuń
  16. Pieprzu, Ty se robisz selfi czy jak? Musisz mi wykłuwać oczy takimi zarąbistymi zdjęciami? (nawet wizja zmarszczek dziubnych mię nie pociesza, albowiem rośnie mi małpia zmarszczka pod nosem i lwia między ślipiami, menażeria, kurna, mnie obsiędła...). A ostatnie zdanie dodatkowo dobiło moje i tak chwiejące się ego (musiałam się upewnić, czy rozumiem słowo: ontologia, i ból istnienia nasilił się niepomiernie). Nie dość, że ładna, to jeszcze mądra...
    CaUski, Pieprzuniu :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzyniu - ja sobie robię selfie dla własnej satysfakcji, dzięki temu mogę sobie wybierać tylko nadajeące się do publikacji zdjęcia. Sprytne, prawda? Też zauważyłąm cos pod okiem, zmarszczymy się wszyscy - wcześniej czy później.:-) Buźka.

      Usuń