Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

niedziela, 29 grudnia 2013

O Czaisławie klątwą obłożonym czyli drobna wprawka od Fidrygauki ze szklanką, monetą i wynalazkiem Bella w tle.



"Cysorz to ma klawe życie

Oraz wyżywienie klawe!
Przede wszystkim już o świcie
Dają mu do łóżka kawę,
A do kawy jajecznicę,
A jak już podeżre zdrowo,
To przynoszą mu w lektyce
Bardzo fajną cysorzową."
 A. Waligórski



Czaisława poznałam jeszcze w przedszkolu. Właściwie poza imieniem i nazwiskiem, niczym szczególnym się nie wyróżniał. Cichy, zamknięty w sobie, gdzieś tam na boku dzikich harców, lepienia z plasteliny i zabaw w beznogiego i bezrękiego liska, co to kijem zaraz nam przyleje. 

Nie miał klawego życia. Od samego początku los zdawał się mieć specjalnie przygotowany, maksymalnie szyderczo - ironiczny plan na życie dla niego. Cienkie jak gałązki brzozy pęciny Czaisława aż skrzypiały pod naporem garbów przymocowanych na stałe do jego pleców, a dwoma największymi okazały się imię i nazwisko. W czasach powszechnej hegemonii Jarków, Marków, AUturków, Andrzejów, Marcinów czy Marków, Czaisław był jak czarna plama na białym prześcieradle, jak głęboka rysa na gładkiej powierzchni lakieru, jak wągier na nosie, jak Michał Wiśniewski w operze....zresztą dajmy już temu spokój, po prostu brzmiał fatalnie. 

Szanowni rodzice, nieliczący się z konsekwencjami okrutnicy, dosypali węgla na pełną już furę i doczepili do Czaisława nazwisko wyjątkowo wiele mówiące - Spleśniały. W Polsce żyje ponad 70 osób o tym nazwisku, a nawet o bardziej przemawiających do wyobraźni,  jak chociażby Szaleńcy, Odrzywoły, Męczywory, Moczygęby, Kwasigrochy, Kupy, Dupy, Fiuty i Fiutki. Żyją, pracują, oddychają, żenią się, rodzą i umierają bez specjalnej histerii. A niejaki Łukasz Fiutek, kandydat na posła zrobił nawet z nazwiska swój atut startując pod hasłem "Fiutek - jedyny kandydat z jajami". Nie wiem czy wygrał, z pewnością jednak został zapamiętany. 

Czaisławowi brakowało jednak charyzmy, a przede wszystkim dystansu do samego siebie. Juz od czasów rolnika co sam w dolinie, czaił się w mrocznym kąciku za stertą klocków drewnianych  i cierpiętniczo ssał kciuk lewej ręki. Starał się za wszelką cenę nie wyróżniać, ani w dół, ani w górę bo w szkole groziło to wyczytaniem nazwiska na głos, wszem i wobec, a w pracy wciągnięciem na jakąś listę. A tego Czaisław pragnął uniknąć za wszelką cenę. Żył więc sobie szarutki, zaczajony, cichutki ale ciągle marzący o wielkim uczuciu i bohaterskich czynach. 

Taki był Czaisław jakiego znałam. 30 lat później było gorzej, dużo gorzej! Przede mną siedział obraz nędzy i rozpaczy, skulony, jakiś nieświeży i w ogóle trudny do rozpoznania. Wszystko ten pech, jak sam powiedział.  Męczący jak czkawka, częsty jak biegunka, pech nad pechami. 

Kiedy tylko Czaisław się śmiał, zaraz dostawał bolesnych zajadów, kiedy sięgał po krem do golenia, jakaś tajemna siła podsuwała jego palcom pastę do zębów lub krem na odciski. Duzo słońca wywoływało wysypkę, za mało - migreny. Przeszedł obok klombu z kwiatami - dostał alergii, obok wody - skręcił go reumatyzm, obok kominka - zajął się w trzy sekundy. Od tego czasu dostał tez nową ksywkę "zajmujący". 

 Ubranie Czaisława żyło własnym, niepodległym życiem i toczyło z właścicielem wojnę podjazdowo - partyzancką. Każdy szczegół odzieży starał się uprzykrzyć życie Czaisława z całych sił, i zwykle wspaniale mu się to udawało. Spodnie zawsze były za długie i postrzępione na końcach. Nawet jeśli kupił rybaczki, to zaraz drugiego dnia nogawki zaczynały tarzać się po ziemi z jadowitą wściekłością, tak jakby zamiast nici miały żyły wypełnione nienawiścią do Czaisława. Lewa nogawka stawała do wyścigów z nogawką prawą, prując się,mechacąc i strzępiąc na potęgę.

Mankiety wyczyniały jakieś niesamowite pląsy byle tylko dostać się do czegoś w co można wpaść, potaplać się do wypęku, zażółcić, zaglucić, z rozkoszą wysmarować się na rdzawo, smoliście i wybitnie nieestetycznie. Szalika nasz bohater nie nosił od czasu kiedy prawie zginął biegnąc pół kilometra przyszpilony do autobusu z niewłaściwej strony. Z krawatu zrezygnował bo zachowywał się dokładnie tak samo jak nogawki i mankiety. Przestał tez patrzeć w lustro.  I tak nie było na co.


A wszystko to przez jeden telefon, ważny telefon, który pewnego grudniowego ranka 1983 miał wykonać Czaisław. Budka znajdowała się 500 metrów od domu, tuż przy osiedlowym mięsnym. Wbiegł tam ochoczo, włożył złotówkę do rowka, popchnął jednym palcem i...nic się nie zdarzyło. Moneta ugrzęzła na amen. 

O, żesz kurza kaczka! - co jest z tym telefonem!? - mamrotał pod nosem próbując wyciągnąć pieniądz -  Na kocie sutki! Wyłaź bo ci przefasonuję awers na rewers!  - Mosiądz pozostawał jednak niemy i nieruchomy, błysnął jedynie zimnym rantem jakby wzruszył ramionami. Na szczęście, jako były harcerz, Czaisław zawsze miał przy sobie bezzębną nieco i zardzewiałą ze starości finkę. Za jej pomocą rozebrał aparat prawie na części, pocąc się, mamrocąc pod nosem inwektywy i raniąc boleśnie. I kiedy zwycięstwo było już blisko..  otworzyły się drzwi budki i zajrzała tam mocno dojrzała już dama w brązowej czapce futrzanej.


"A czego tu?" - zapytała grzecznie, zerkając jednoczesnie nad ramieniem Czaisława na rozkrojony na kawałeczki aparat. "O, ty giździe zatracony! Ty obuzie jeden!" Telefon żeś zepsuł?!Podsłuch tu zakładasz?" I z indiańskim okrzykiem " Aaaaa masz!" - zdzieliła chłopaka podgardlaną w obojczyk. Cios schabowym z kością wymierzony w zdziwioną twarz pozbawił Czaisława problemów z wiecznie bolącą trójką. 


"No wszyscy święci razem wzięci! Co pani wyrabia? Ja tylko.."

Nie dokończył, bo antrykot ugodził go w ucho. Jednocześnie tłum moherowych kowbojek gęstniał dookoła budki i zdawał się mruczeć niczym nacierający nosorożec "Ty kracało! Ty gramajdo! Ty psiawełno !Bodaj cie gnijoła napadła. ty zgniłku, ty padalcu, ty zaropialcu, ty bidecie, ty żylasty kotlecie,  a żeby ci, a żeby cię!" .Ciosy zaczęły padać z wszystkich stron, a krew ze świeżego mięsa, podrobów, móżdżków mieszała się na szybie z krwią Czaisława. Kątem oka zarejestrował jeszcze rudą jak marchew sześćdziesięciolatkę, kręcącą zwojem parówek nad głowami innych niby nunczakiem. 

Leżąc na ziemi, podduszany parówkami w osłonkach, z radością przywitał zbliżającą się od strony czoła pałkę milicyjną. Wyszeptał jeszcze "Nie ma światła, mówili, że będzie…" i odpłynął w niebyt.

Dwa tygodnie spędził później w szpitalu, a następne dwa w domu, pielęgnowany przez mamę. Od tego czasu jednak, zaczęły się problemy z pechem, prześladującym go na każdym kroku. Zaczęto od egzorcyzmów, niestety te okazały się za słabe. Odczyniano jajkiem, nie pomogło. Poranne bicie po gołym ciele brzozowymi witkami, czy noszenie go przez matkę na plecach przez siedem mostów, tez nie dało rezultatów. Różnej maści wróżki robiły co mogły, pluły na Czaisława, przecierały go swoimi noszonymi wieloletnio halkami i tracącymi kolor i fakturę niewymownymi...niestety, pech i Czaisław zrośli się na zawsze. 


I co? - zapytałam siorbiąc kawę - nic nie działa?
Czaisław przeciągnął ręką po w włosach i zdjął z nich zeschnięty listek brzozowy, a następnie chwycił w obie ręce dzbanuszek z mlekiem  i wlał je do kawy...Mleko jakby strzeliło focha, zagulgotało pogardliwie i natychmiast się zsiadło.
Cz. westchnął i z rezygnacją sięgnął po szklankę z breją....

/ Historia bierze udział w Finka z kominka/ temat - szklanka, moneta, telefon inne historie na ten temat można przeczytać tutaj Konkursik
Można mnie motywować do pisania oddając głos w ankiecie (po prawej, u góry strony). Ilość głosów oddana na mnie równa się ilości postów, jakie będę zmuszona popełnić w styczniu. Dziękuję pierwszemu, anonimowemu głosującemu! Już się czuję pięknie zmotywowana!

32 komentarze:

  1. Brawo, brawo, ależ opowieść!!! :) I finka się tu znalazła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i kominek PandeMonio:) ale chyba za dużo horrorów ostatnio oglądałam:)

      Usuń
  2. No ....W końcu coś nowego :)
    Lubię cię czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Dani:) Piękny komplement:) dziękuję!

      Usuń
  3. Czaisław Spleśniały to taki ktoś w typie obywatela Piszczyka:) Postać tragikomiczna. Człek czyta i do wniosku dochodzi, że ten to dopiero ma przesrane w życiu i ze sobą samym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak:/ Niko, Są ludzie, za którymi nieszczęścia ciągną się jak smród za śmieciarką. I nic się nie da zrobić, ale można się pocieszać, że zawsze może być gorzej!

      Usuń
  4. Poznać takiego w realu to dopiero pech...
    Wszystkiego dobrego w nowym roku, drogi Pieprzu ;) Niech Ci się pisze lekko i częściej nieco ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Inkwizycjo:) I dla Ciebie, bo ten rok był przeciez pełen zmian:)

      Usuń
  5. Mistrzostwo!!! Mistrzostwo drogi Pieprzu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo...Stardust:) Posłodziłaś mi tak pięknie. Ściskam mocno!

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. UffffJaskółko! Jak to dobrze,m że nie :{

      Usuń
  7. Juz zaglosowalam- wiesz , ze uwielbiam Cie czytac.
    Sciskam-Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agni:) I ja z przyjemnością czytam Ciebie, i nie tylko sobie:)) czytałam pewne posty grupowo:) naprawde!

      Usuń
  8. Pieprzu, wszystko piknie, ale uważam, że powinnaś zamieścić na początku klauzulę: NIE CZYTAĆ PRZY ŚNIADANIU. Ja zrobiłam ten błąd i o mały włos nie skończyło się to dla mnie pechowo, przez te wszystkie wągry na nosie i kocie sutki.
    No i repertual (śląskich?) przekleństw jest zaiste imponujący :))) (na zaropialca trafiłam równocześnie z zanurzaniem zębów w kanapce z kiełbasą, a pijąc kawę, miałam nieodparte wrażenie, że mleko się zsiadło :)

    Dzięki za udział w zabawie!

    Ps. Zrobiłam skan ekranu - nie wykręcisz się. Ile głosów, tyle postów. Trzymam Cię za słowo, hi, hi, hi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fidrygauko, przekleństwa jakieś mieszane wyszły:) Fakt, makabreska mi się napisała i na dodatek mięsna okrutnie.(ale to dlatego, że ten tekst pocięłam szpetnie - wyszarpałam mu cały zabawny brzuszek i śmieszny pępuszek ) i taki makabryczny kadłubek się ostał na kaprawej nóżce (bo drugą nóżkę też musiałam amputować)

      Usuń
    2. Jezu, Pieprzu, nie znałam Cię od tej mrocznej strony! :P

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. :) W 2014 Małgosiu życzę sobie nie być Czaisławem, bo czasem bywam...

      Usuń
  10. Cokolwiek niesprawiedliwie, bo przecie inszych historyj nie znam, przeciem zagłosował, historią Czaisława Nieszczęśnego powalony...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Wachmistrzowi za odwiedziny i głos w jedynie słusznej sprawie oddany. :)

      Usuń
  11. Czaisłam zdobył me serce, wątrobę, oraz oba nadnercza. Niechaj mu się darzy w Nowym Roku. I oby nikt nigdy nie postrzelił go ślimakami.

    OdpowiedzUsuń
  12. No i pech Czaisława trwa, bo w moim komencie CZAISŁAMEM został...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może z mamłem ci się skojarzył bo on jednak cechy mamła ma:) Uważaj na Czaisławów, oni się lubią przylepiać lepką rączką i nóżką, i potem tak się ciągną i ciągną za człowiekiem pół życia. :) Mauro...w drogę? Czemu taką przerażająco ciemną?

      Usuń
    2. Tajemniczą raczej, niezbadaną, pobudzającą zmysły i wyobraźnię. Ekscytacja sięga zienitu! :)

      Usuń
  13. Bajeczna, choć nie bajkowa, wyborna choć nie wyborowa opowieść. ;)
    Takiej weny w 2014 i nie tylko w tej kwestii. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Bibi, zardzewiałam nieco z tym pisaniem. Mam nadzieję się poprawić w tym roku, na co i z Twojej strony liczę:)

      Usuń
  14. Żem vote, zatem poproszę cdn. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. mój ma taki balonik na użytek własny - jak małażonka jego daje nogi na deskę rozdzielczą i drze sie wniebogłosy - cysorz to mo klawe życie, znaczy się zatankowała na full, trza czym prędzej odstawić do domu!
    Dobrego roku się życzy!

    OdpowiedzUsuń
  16. Boskie! Przypomniał mi się Józio. Taki mój Czeisław;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wdzięczne, soczyste, życiowe CUDNE !!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja żem nie zdążyła (a przeważnie zdałżam!) zagłosować, bo nie było mnie długo na blogu i przegapiłam, buuuu...

    OdpowiedzUsuń