Uwielbiam gadanie o niczym. To jedyna rzecz, o której coś mogę powiedzieć.

poniedziałek, 28 marca 2011

"Zwariowałaś? Zachowaj trochę szaleństw na menopauzę!"




Odkryłam nową prawdę życiową "Nigdy nie sprzątaj sadzy bez rękawiczek". Niestety, dla mnie już za późno i efektem tego jest chodzenie z zaciśniętymi pięściami albo tłumaczenie, że to co mam za paznokciami nie jest rezultatem darcia nimi o glebę ale chęcią doprowadzenia lokalu mieszkalnego do stanu używalności.

Zaledwie dwa dni po kominiarzach- ekstremistach zawitali do nas malarze. Po ostatnich przeżyciach każdy ludzki gest wywoływał we mnie takie wzruszenie, że miałam łzy w oczach przy każdej prośbie o mopa, szczotkę czy szufelkę. A kiedy mistrzowie pędzla z własnej woli zaczęli myć rurki w piwnicy, byłam bliska oddania im swojego ciała tam na tych umorusanych i zimnych piwnicznych kafelkach, pomiędzy pralką a szafką z farbami. Zaczęłam nawet marzyć o tym, że zamieszkamy w mojej sypialni we trójkę. Będziemy sobie malować , myć , zamiatać, a wieczorem przy winie i w kaskadach śmiechu, będziemy sobie czyścić pędzle, we trójkę i jak to mówią Anglicy "each other i one another". Niestety, życie (czyli nowe zlecenie i osobisty małżonek z marsową miną) rozdzieliło nas brutalnie, obiecali mi jednak, że wrócą pomalować ganek. Mam słabość do dobrego pędzla.

A Kraków? No, do Krakowa już pora pojechać.

niedziela, 20 marca 2011

Życie to katastrofa morska, a każdy pływa jak umie. Ja czuję, że tonę!




I used to think that the day would never come
I'd see delight in the shade of the morning sun!


Jeśli katastrofa już całkiem mnie przytłoczy, za każdym razem uparcie nakładam słuchawki na uszy i zaczynam śpiewać z panem Sumnerem. Właściwie śpiewa on, bo ja głównie się wydzieram. Po 30 minutach czuję się dużo lepiej, stres idzie precz. Nic nie poradzę, że jestem dzieckiem lat 80 tych i New Order mam w żyłach.

Tym razem wszystko zaczęło się od ciepłej kąpieli. O~! czy jest coś piękniejszego niż poranna kąpiel? Staff twierdził co prawda, że wysokie drzewa ale pamiętam, że i tak wody było w tym wierszu co niemiara. Radio śpiewa wesoło, ja namydlam wszystkie moje różowe i miękkie członki i pieję z zachwytu; zamykam oczy i medytuję podczas gdy woda ciepłym strumieniem spływa sobie po wszystkich załamaniach mojego ciała pluskając wesolutko. I nagle trach! Stoję pod biczem wodnym prosto z Grenladii, skurczyłam sie co najmniej o 50 cm i jednym antylopim skokiem znalazłam na zewnątrz. Przebiegłam z krzykiem pół mieszkania zrywając na nogi cały zwierzyniec, pogrążony w porannej, upojnej drzemce. Lecąc tak jak wicher przez mieszkania mego dal zupełnie zapomniałam, że w okolicach psiej miski biegać nie należy i już za chwilę sunęłam po kafelkach w zupełnie niekontrolowanym stylu, by zderzyć się czołowo z lodówką. Czy ktoś z was kiedyś słyszał jaki odgłos wydaje nagie ciało przy zderzeniu z tym elementem wyposażenia kuchni? Było to coś między plaśnięciem, a cmoknięciem. Zresztą można sprawdzić samemu rzucając w szafę chłodniczą surowym kotletem - efekt zapewne będzie ten sam. Potłukłam sobie co tam miałam, skręciłam nogę i złamałam 3 paznokcie.

To niestety dopiero początek nieszczęść. Ktoś wpadł na pomysł, że braki w ciepłej wodzie są wywołane przez nieposprzątane kominy, a więc należy wezwać natychmiast kominiarzy. Nawet nie zdążyłam się do końca ubrać kiedy zadzwonili do drzwi. Na wszelki wypadek przygotowaliśmy stosy worów aby zasłonić mieszkanie przed ewentualnymi szkodami. Kominiarze podeszli nas lisio. Jeden z nich niczym zwinna kuna wydostał się na dach, a następnie złapał za komin i zaczął krzyczeć zupełnie nieprofesjonalnie:
- "Boże! Jak ja teraz z tego zejdę!!!"

No, fakt sytuacja była nieco patowa - dach spadzisty i mokry, a on w trampkach. Zdjęliśmy go później przy pomocy drabiny sąsiada, tymczasem jednak czymś do tego komina się przypiął i znienacka, bez zapowiedzi gruchnął jakąś kulą do środka. Z wnętrza domu dobiegł głuchy łomot i oknami na zewnątrz posypała się sadza.
"I przetkane" - rzucił wesoło drugi z kominiarzy stojący w ogrodzie.

Z domu wybiegło coś na kształt tłuściutkiego,postawnego, kuśtykającego murzynka, w damskiej spódnicy i z łacińskimi sentencjami na ustach. Przed domem rozgrywało się żywe piekło z jednym kominiarzem krzyczącym na dachu, drugim wrzeszczącym w ogródku i murzynkiem na ganku. Uciekłam do środka szacować straty. Były wielkie. Wszystko pokrywał czarny kolor, a na dodatek wiedziałam, że tylko ja nadaję się w tym domu do użytku czyli do sprzątania.

Założyłam strój jak najbardziej roboczy, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty. Tymczasem pod okienko przybyli czyściutcy i dobrze wychowani panowie z serwisu term grzewczych. Ponieważ jako jedyna w domu miałam jako tako zdrowe nogi, a więc wylazłam z lochów i otworzyłam drzwi. Muszę przyznać, że odwykłam już od robienia aż takiego wrażenia na mężczyznach. Sadzę miałam nawet na zębach i języku, twarz była oblepiona czarna tłustą mazią, z włosów kapał mi pot, a bluzka postanowiła rozpiąć się do pępka. Z falującym biustem na wierzchu (także czarnym) ruszyłam w ich stronę kuśtykając pędem i potykając się na schodach.

Nie ma jak dobre wychowanie. Panowie nawet nie mrugnęli tylko zeszli ze mną w czarne czeluście piwnicy i rozglądając się po gruzowisku powiedzieli.
" Prosilibyśmy tylko o jakąś ściereczkę bo nie chcielibyśmy nabrudzić"

W tym samym tygodniu miałam mnóstwo zajęć zawodowych, weekend w szkole co oznacza kolokwia, młodego inżyniera na wyżerce, urwała się rynna, dwie osoby zachorowały, urwała się druga rynna, ukradli kable od telefonu, zepsuł się livebox i dvd.
Ale ogólnie jest ok!
A teraz sobie pośpiewam:
Listen
I may be wrong but you're missing
There's something wrong you could say
Ruined in a day!




Dziś zagadka literacka jedynie dla hardcorów,najlepiej dla takich, którzy mogą zwiedzać farmę nieboszczyków nie przerywając przy tym chrupania jabłka. Resztę zwiedzających prosimy o opuszczenie niniejszej strony i zobaczenie czy śnieg czasem nie pada.

"Im bliżej sypialni, tym więcej much, od bzyczenia zaczynało mi się kręcić w głowie. Czułam jak się o mnie obijają i wzdrygałam za każdym razem, gdy któraś dotknęła mojej twarzy albo odkrytej skóry ręki. W czasie tej drugiej odsłony doszłam do łazienki. Była ohydna, nawet niespuszczona kupa w toalecie czegoś znieść nie mogła."

Pytanie - czego nie znosi niespuszczona kupa w toalecie?
Z całych sił próbowałam poczuć się przez moment takim pływającym kawałkiem ale niestety wyobraźnia mnie zawiodła. I skąd bohaterka wiedziała, że kupa nie jest zadowolona? Czy to jakoś rzuca się w oczy albo nozdrza? Czy kupa robi focha? A jeśli tak to czy wydyma usta? Podnosi w górę oczy w pozie mdlejącej czapli? Czy tupie kupią nóźką? Bije w wodę kupimi rączkami?
Ależ mam trudne zadanie na ten tydzień. Jakieś sugestie?
A w ogóle kto dał radę doczytać do końca oprócz Magenty?

piątek, 4 marca 2011

Moje paranoje



Mam takie małe natręctwo związane z książkami - wyłapuję każdy błąd i każdą nieścisłość i męczy mnie ona po nocach, nie daje spać i normalnie funkcjonować. Myję zęby w łazience a to tałatajstwo nadlatuje nad moja głowę i krąży dookoła, jak stado sępów nad padłym koniem. Czeszę włosy i widzę, że niby łupież wprost na kołnierz sypią się z nich słowa kalekie i zdania niepełnosprawne . Idę spać, i po przymknięciu powiek ze zdziwieniem zauważam, że ktoś na nich od wewnątrz wypisał sprayem męczący mnie problem. Po prostu paranoja!

Pierwszym słowem natrętem, jakie pamiętam było "kękeła". Marysia (czy tez Zdzisia, bo tego już z czeluści pamięci nie wygrzebię) kękeła i chwyciła matkę za skraj spódnicy. Co do diaska zrobiła ta upiorna Zdzisia- Marysia? Jęknęła? Klęknęła?Westchnęła? A może jest to jakieś słowo, którego nie znam? Może ludzie kękają codziennie, a ja jeszcze tego nie odkryłam tkwiąc w wyschniętej studni niewiedzy? Odmowa zajęcia się problemem kękania przez moją rodzicielkę, wprowadziła mnie oczywiście na tory "dupy", jak wszelkie inne próby zignorowania moich pytań w tym czasie.
Problem dupy dla niezorientowanych wyjasniam tutaj :
http://czarnypieprz.blogspot.com/2010/02/i-can-remember-when-air-was-clean-and.html
Niestety nigdy już nie dowiedziałam co ta Marysia przed złapaniem kraja szaty wymodziła. Pytanie pozostało bez odpowiedzi, a książka zginęła przy kolejnych przeprowadzkach.

I tak w kołko!

Ostatnia męczykicha wygląda tak:
"Thora była blondynką, Fridrikka miała zaś ognistorude kręcone włosy, które starała się za pomocą gumki utrzymać w jakim takim porządku. Poza tym była nieco krągla, a Tora szczupła. Matthew przystanął na moment, zauwazywszy, że geolożka się zbliża, i przedstawił ją Thorze. Fridrikka podała jej OWŁOSIONĄ dłoń i kobiety wymieniły pozdrowienia."

O matko - huto! Dlaczego podała jej dłoń OWŁOSIONĄ???
- Czy Fridrikka przypominała yeti? Nigdzie w tekście nie ma o tym wzmianki, autorka nie wspomina, że Fridrikka musiała co rano golić wąsa i depilować klatę.
- Może podała jej dłoń owłosioną, a nieowłosioną ukryła podstępnie?
- Może to był przytyk, bo normalne islandzkie kobiety zawsze golą swoje owłosione łapska, a Fridrikka, ten niechluj, przed pojechaniem do stolicy o tym zapomniała? I na lotnisku przy wyciąganiu dłoni z rękawiczki sprawa się rypła?
- Może chodziło o podkreślenie tego, że Fridrikka była namiętna, bo podobno tą właśnie cechą odznaczają się ludzi z owłosionymi dłońmi.
- A może w ten sposób już na początku powieści autorka wskazuje nam winnego? Tym to owłosionym łapskiem Fridrikka zabiła!

No? Chętnie posłucham dlaczego Fridrikka dłoń owłosioną podała. A jesli nie dostanę odpowiedzi to będę siedziała na tym fotelu z pogrzebaczem w dłoni aż dostanę książkę w innym języku i sprawdzę czy to niekonsekwencja autorki czy pomyłka tłumacza.


- Bardzo dziękuję za wszystkie wyróżnienia jakie otrzymałam, to bardzo bardzo miłe:)!