
Studia - to piękna rzecz. Uwielbiam studiować. Chociaż od czasu do czasu napada mnie zdrożna myśl, że w sobotę i niedzielę niekoniecznie fajnie jest zrywać się o świcie razem z psem sąsiada. Zabijam tę glistę robaczywą w zarodku i pakuję szkolny kuferek: parę kartek, zeszycik, sałatka, oraz woda. Wolę kawę ale ta z automatu pachnie nieco grzybem, a do baru zawsze są kolejki. Sałatka trochę dla picu, bo jak już się rozkręcę to kończę z Ropkiem w Biedronce na stoisku z niezdrową żywnością. Droga do szkoły zabiera mi około 10 minut osobistym srebrnym szerszeniem lub 7 minut karkowozem Ropka. I wreszcie jest - kochana uczelnia! Stare budynki, koślawe stoły, śmierdzące ubikacje - prawdziwy klimat wyższej uczelni.
Moje życie uczelniane składa się głównie z kabaretu - czyli stania z chłopakami przed budynkiem, ćmienia papieroska i rechotania. Jak już nie mamy siły rechotać to grzecznie wracamy na zajęcia i przysięgamy sobie studiować do osiemdziesiątki albo i dalej. Dzięki studiom zaczęłam jeździć prawdziwym karkowozem, który zamiast normalnego bagażnika posiada głośniki. Odjazd spod budynku uczelni w reklamówce na głowie nie jest może zbyt wygodny ale ile człowiek ma radości, kiedy posuwa się w rytmie "Jeżdże nisko, leże na glebie, grunt to zawieszenie - JEDZIESZ". Czy bez pójścia na studia kiedykolwiek bym tego doświadczyła?
Oczywiście teraz musimy stać się poważni i zaliczyć wszystkie egzaminy ale ponieważ jestem w grupie, w której średnia poniżej 4.6 to raczej wyjątek niż reguła, powinno pójść gładko. A następnie -Wakacje! Będzie mi jednak brakować tej specyficznej atmosfery i kapitalnych ludzi.
DODATEK:
Po pierwszych komentarzach postanowiłam dodać trochę informacji:
Studiuję po raz trzeci, a część mojej grupy jest młodsza od mojego osobistego dziecka:)I to jest najfajniejsze studiowanie - dla siebie samej, dla ogromnej przyjemności, dla znalezienia się w zupełnie innej sytuacji i w kompletnie innym towarzystwie.:)Kompletnie mi nie przeszkadza status najstarszego studenta na roku, moi koledzy też się nie spodziewali, że mają matuzalema obok w ławce. Niechcący się wydało, teraz już chyba zapomnieli, że jestem najstarszą starowinką. Trzeba by zresztą ich zapytać jak się studiuje z osobą 20 lat starszą.
Dużo trudniej było mi poprzednio - postanowiłam zmienić zawód, a więc była duża presja. Na dodatek mój syn był wtedy mocno nieletni i faktycznie był na mojej głowie. A teraz? Teraz to ja już mam z tego TYLKO przyjemność, no i wiedzę, rzecz jasna:)
Moje zdrowie jest niezdrowe ale właściwie i tak nie wiadomo o co chodzi. Mam tyle pozaczynanych tekstów, które mnie świerzbią, że głowa boli - ale praca i studia ostatnio całkowicie mnie porwały. Na szczęście dodaję dziś piwonie, podobno właśnie szczęście przynoszą. Życzę więc każdemu kto tu zajrzy- MASĘ SZCZĘŚCIA!